Jeżeli ta akcja była tak skuteczna, jak przechwala się nią Trump, to może się zakończyć już dzisiaj, a idealnym dla Amerykanów rozwiązaniem jest zmiana reżimu w Wenezueli - powiedział PAP amerykanista z Uniwersytetu Wrocławskiego dr Karol Szulc. Jak jednak zaznaczył, scenariuszy rozwoju sytuacji jest dużo.


W sobotę około godz. 2 nad ranem czasu lokalnego (godz. 7 w Polsce) w stolicy Wenezueli słychać było kilka eksplozji i nisko przelatujące samoloty. Prezydent USA Donald Trump potwierdził wcześniejsze doniesienia, że za atak odpowiedzialne są Stany Zjednoczone. „USA przeprowadziły z powodzeniem zakrojony na szeroką skalę atak na Wenezuelę i jej przywódcę Nicolasa Maduro, który wraz z żoną został pojmany i wywieziony z kraju” - napisał na portalu Truth Social.
Jak ocenił w rozmowie z PAP dr Karol Szulc, idealnym dla Amerykanów rozwiązaniem jest zmiana reżimu w Wenezueli i przejęcie władzy przez osoby związane z opozycją wobec Nicolasa Maduro.
- Dochodzi do zmiany reżimu, pojawia się pani Machado (Corina Machado, przywódczyni wenezuelskiej opozycji i tegoroczna laureatka Pokojowej Nagrody Nobla - PAP) albo ktoś inny z opozycji, kto przejmuje władzę; cały świat się cieszy z tego, że dyktator został obalony, sypie inwestycjami i pieniędzmi, żeby transformacja dla Wenezuelczyków okazała się skuteczna i to jest ten bardzo pozytywny scenariusz - powiedział dr Szulc.
Inną możliwością - jak zaznaczył - jest scenariusz libijski, kiedy obalono reżim Muammara Kaddafiego, co doprowadziło do skomplikowanej sytuacji wewnętrznej Libii.
- Do tej pory mamy de facto stan takiej zimnej wojny domowej w Libii i taki scenariusz też jest możliwy dla Wenezueli - zaznaczył naukowiec.
Podkreślił przy tym, że należy zachować wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o zaufanie do informacji przekazywanych przez prezydenta Donalda Trumpa, ponieważ - jego zdaniem - niejednokrotnie mijały się one ze stanem faktycznym.
Według dr. Szulca w działaniach prezydenta USA trudno nie znaleźć analogii do postępowania z 2003 r., kiedy Amerykanie najechali Irak pod pozorem walki z terroryzmem i bronią masowego rażenia, na istnienie której nie znaleziono dowodów.
- Oni sobie wyobrażają, tak samo jak w Iraku, że będą mieli miliardowe zyski. W Iraku okazało się, że nie mieli żadnych, a zniszczyli cały region i doprowadzili m.in. do powstania Państwa Islamskiego - ocenił rozmówca PAP.
Drugą analogią wobec wojny w Iraku jest - według Szulca - fakt, że Donald Trump miał w ciągu ostatnich miesięcy rekordowo niskie poparcie, a wraz z rozwojem retoryki wojennej wobec Wenezueli nastąpił jego niewielki wzrost.
- Straszenie i wywoływanie wojen zawsze działa, tak samo zrobił Bush (prezydent USA George W. Bush - PAP) w 2003 roku i podejrzewam, że to samo chce teraz osiągnąć Trump - ocenił dr Szulc. (PAP)
kak/ mmu/



























































