Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, spadek dostaw skroplonego gazu z Kataru oraz widmo uderzeń w infrastrukturę energetyczną wywindowały giełdowe notowania błękitnego paliwa do poziomów niewidzianych od miesięcy. O tym, czy Polsce grozi kryzys dostaw, jak rosnące ceny uderzą w nasze rachunki oraz dlaczego nowa „Jałta” mocarstw bez zgody Europy jest niemożliwa, w programie Bankier Weekly mówił Wojciech Jakóbik, ekspert ds. energetyki z Ośrodka Bezpieczeństwa Energetycznego.


Rynki surowcowe mają za sobą wyjątkowo nerwowy okres. Choć europejskie magazyny przed sezonem grzewczym są wypełniane, inwestorzy z niepokojem patrzą w stronę Bliskiego Wschodu. Obawy nie dotyczą już tylko logistyki, ale realnych ubytków w podaży kluczowych węglowodorów.
– Rynek obawia się przede wszystkim dalszej eskalacji na Bliskim Wschodzie. Obecnie widać już spadek podaży gazu z Kataru, który jest jednym z kluczowych dostawców LNG na rynek europejski – wyjaśniał Wojciech Jakóbik w rozmowie z Michałem Niewiadomskim.
Jak zaznaczył ekspert, Katar ma poważne problemy z transportem surowca przez Cieśninę Ormuz i Morze Czerwone. Po atakach na instalacje koncernu QatarEnergy ogłoszono stan siły wyższej dla części kontraktów, a sam emirat zaczął zabezpieczać dostawy wolumenami z USA na wypadek trwałej blokady szlaków handlowych.
Sytuację zaognia ryzyko bezpośrednich uderzeń odwetowych USA i Izraela w irańskie cele energetyczne, co sprowokowałoby Teheran do ataków na infrastrukturę naftowo-gazową w całym regionie.
– To wszystko powoduje, że rynek wycenia gaz podobnie jak w apogeum kryzysu energetycznego w 2022 roku, gdy do ograniczenia dostaw przez Gazprom doszła pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Ceny rosną stabilnie od lutego i ten trend mogłaby odwrócić dopiero rzeczywista deeskalacja i rozmowy pokojowe, na co się na razie nie zanosi – ocenił Jakóbik.
Nowa „Jałta” ponad głowami Europy? To niemożliwe
W debacie publicznej coraz częściej pojawiają się obawy, że Waszyngton, Pekin i Moskwa mogą dążyć do nowego podziału stref wpływów z pominięciem interesów Starego Kontynentu. Zdaniem Jakóbika, choć Władimir Putin i Xi Jinping z pewnością marzą o takim scenariuszu, jego realizacja w praktyce napotyka twardy opór unijnych ram prawnych i politycznych.
– Taki układ nie jest możliwy bez kolaboracji Europejczyków. Nie ma mowy o powrocie rosyjskich surowców do Europy bez zgody państw UE, które przyjęły twarde przepisy o całkowitym porzuceniu gazu z Rosji do listopada 2027 roku. Żeby na przykład surowiec z Nord Stream 2 mógł kiedykolwiek popłynąć, te regulacje trzeba byłoby zmienić, a do tego wymagana jest jednomyślność – podkreślił gość Bankier Weekly.
Ekspert zauważył także, że administracja Donalda Trumpa nie ma narzędzi, by zmusić Kijów do kapitulacji:
– Stany Zjednoczone nie są w stanie zmusić do niczego Ukrainy, ponieważ kluczowe wsparcie finansowe pochodzi dziś od Europejczyków. Z kolei Amerykanie nie zmuszą Europy do ustępstw, bo relacje transatlantyckie są dziś zbyt spolaryzowane – dodał.
Równolegle amerykański system równowagi władzy (checks and balances) może wkrótce zacieśnić pętlę wokół prezydenta USA. Jeżeli w wyborach uzupełniających Demokraci odbiorą Republikanom kontrolę nad Kongresem, zablokują wiele radykalnych inicjatyw Białego Domu – tak jak miało to miejsce przy próbach odbioru rosyjskiego paliwa przez USA.
Bezpieczeństwo fizyczne a szok cenowy. Co czeka Polskę w 2027 roku?
W kontekście nadchodzącej zimy kluczowe pozostaje pytanie o odporność Polski na zawirowania rynkowe. Pod względem ciągłości dostaw nasz kraj znajduje się w bezpiecznym położeniu dzięki wieloletniej dywersyfikacji: własnemu wydobyciu (w kraju i na szelfie norweskim), gazociągowi Baltic Pipe, terminalowi LNG w Świnoujściu oraz planowanym jednostkom FSRU w Zatoce Gdańskiej. Ochronę kluczowej infrastruktury na Bałtyku wspiera ponadto sojusznicza operacja Baltic Sentry pod egidą NATO.
Prawdziwym zagrożeniem nie jest jednak brak surowca, lecz jego giełdowa cena.
– Magazyny gazu byłyby uruchamiane dopiero w razie załamania importu, a od takiego scenariusza jesteśmy daleko. Natomiast już teraz widać bezpośredni wpływ drożyzny na gospodarkę. Rosnące od miesięcy koszty zakupu gazu przełożą się wprost na wyższe taryfy za energię i gaz w 2027 roku. Te wydatki zostały już częściowo poniesione przez spółki energetyczne – ostrzegł Wojciech Jakóbik.
Ekspert skrytykował przy tym nadmierne poleganie na mechanizmach interwencyjnych państwa.
– Dalsze mrożenie cen to jedynie doraźna pomoc i pudrowanie problemu. Długofalowo jedyną skuteczną odpowiedzią jest transformacja energetyczna, dywersyfikacja i odchodzenie od surowców, których ceny są tak podatne na globalne kryzysy geopolityczne – podsumował analityk.
Całą rozmowę znajdziesz w materiale wideo osadzonym poniżej, a także w serwisach Youtube i Spotify Bankier.pl.
































































