REKLAMA
ROZLICZENIA 2025

Metamorfoza "fatalnego debiutanta". Hossa i mocne wyniki

2020-03-05 14:00
publikacja
2020-03-05 14:00

BoomBit przeszedł prawdziwą metamorfozę. Pod koniec ubiegłego roku można było tego producenta gier uznać za jednego z najgorszych debiutantów w historii GPW. Dziś, po mocnych wynikach za luty, spółka wróciła ponad cenę emisyjną. W całej historii wciąż jest jednak jedno wielkie "ale".

Metamorfoza "fatalnego debiutanta". Hossa i mocne wyniki
Metamorfoza "fatalnego debiutanta". Hossa i mocne wyniki
/ BoomBit

BoomBit pojawił się na warszawskiej giełdzie w maju 2019 roku. Już początek przygody z GPW wypadł blado, spółka pozyskała bowiem mniej środków, niż planowała. Choć cena maksymalna zakładała nawet emisję po 35,5 zł, ostatecznie stanęło na 19 zł. To jednak dziwić nie mogło, spółka przy cenie maksymalnej byłaby wskaźnikowo wyceniana wyżej niż wówczas PlayWay czy TenSquare Games, przy przygotowywaniu oferty wykazano się zatem hurraoptymizmem. Do tego warto dodać, że w prospekcie brakowało świeżych wyników, a ostatnie były podpompowane przez wydarzenia jednorazowe.

fot. / / Bankier.pl

Mimo tych wątpliwości sam debiut się udał. Ścięcie ceny zrobiło swoje i pierwszą sesję BoomBit zakończył wzrostami do 21,8 zł. Później był jednak marazm, a we wrześniu zaczęła się giełdowa katastrofa. Załamanie przyniósł raport za I półrocze 2019 roku, który na rynku pojawił się pod koniec września. BoomBit osiągnął w omawianym okresie 22,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, z czego 14 mln zł w samym II kwartale, co oznacza wzrost o 71% względem I kwartału. Wynik netto za I półrocze był jednak aż 1,3 mln zł na minusie. Spółka miała ponadto w tym czasie ponad 1,8 mln zł ujemnych przepływów operacyjnych, co oznacza, że podstawowa działalność generowała także straty gotówkowe.

Straty coraz większe, kurs w odwrocie

BoomBit z majowej emisji pozyskał 23,2 mln zł. Pieniądze te miały trafić przede wszystkim na kampanie marketingowe (user acquisition) oraz finansowanie produkcji kolejnych gier. W lipcu wydatki na "UA" skoczyły do 2,06 mln zł wobec 0,83 mln zł miesiąc wcześniej. W sierpniu było to 1,84 mln zł. To właśnie podwyższone wydatki marketingowe bez adekwatnego efektu przychodowego "zjadły" zysk. Efekt zdaniem zarządu miał się pojawić z 30-90 dniowym opóźnieniem. III kwartał przyniósł jednak jeszcze większe straty niż I półroczeSpółka była pod kreską 1,6 mln zł

fot. / / BoomBit

Niesmak był tym większy, że eksponowane w prospekcie liczby z programu motywacyjnego zakładały w 2019 roku zysk na poziomie aż 28 mln zł. Spółka zaznaczała, by nie mylić tego z prognozą, przedstawienie danych było jednak mocno sugestywne. Tymczasem po trzech kwartałach na liczniku było blisko 3 mln zł straty.

Zaszczytne grono fatalnych debiutantów

Dla inwestorów to było zbyt wiele. Notowania akcji BoomBitu znalazły się w formacji wodospadu i na koniec 2019 roku płacono za nie już ledwie 6,4 zł, momentami w grudniu cena spadała zaś nawet do 5,2 zł. Przypomnijmy, że mówimy o spółce, która wchodziła wcześniej na giełdę po 19 zł, a cena maksymalna mówiła nawet o wycenie na poziomie 35,5 zł. Dodatkowo od debiutu wyniki wyraźnie się pogorszyły, a spółka ani razu nie potrafiła pokazać zysku.

Na koniec 2019 roku BoomBit z czystym sercem mógł być określany mianem jednego z najgorszych debiutantów w historii GPW. A, że był to jedyny pełnoprawny debiutant w 2019, słabość BoomBitu dodatkowo podkreślała fatalny stan rynku IPO w Warszawie.

Przychodowy przełom

Sygnał, że coś się zmienia, przyniósł raport miesięczny za grudzień. Przychody wzrosły w nim o 48 proc. miesiąc do miesiąca do 5,5 mln zł. W styczniu przychody sięgały już 8,5 mln zł, a w opublikowanym w środę raporcie BoomBit pochwalił się, że w lutym udało mu się wypracować aż 12,7 mln zł przychodów. W spółce nastąpił prawdziwy przychodowy przełom, na który czekano, to zaś przełożyło się na notowania BoomBitu. W styczniu akcje spółki zyskały 68 proc., w lutym 33 proc., w marcu zaś już ponad 30 proc. i tym samym wróciły ponad poziom 19 zł. Ci, którzy kupili podczas emisji, znów byli na plusie. I to mimo faktu, że po drodze spółka zaliczyła spadek o ponad 70 proc.

fot. / / Trigon DM

Drugą stroną medalu są koszty. Mocne przychody udało się bowiem osiągnąć przy równoczesnym mocnym wzroście wydatkow na marketing. W listopadzie nakłady na "user aquisition" sięgały 1 mln zł, w lutym było to zaś już 6,5 mln zł. Rodzi się zatem proste pytanie o rentowność, w II kwartale 2019 roku spółka też bowiem poprawiała przychody, ale w związku ze wzrostem kosztów "UA" w rachunku wyników gościła strata.

Marżowe "ale"

Kwestia powrotu rentowności to klucz do stwierdzenia, czy ostatnia hossa na BoomBicie ma poparcie w fundamentach. To zysk, a nie przychody, decydują o sile spółki, te drugie można bowiem podpompować wyższymi kosztami marketingu. Póki co jednak ciężko ocenić, czy do przełomu doszło także i po stronie rentowności. Spółka miesięcznie publikuje tylko ogólne przychody i koszty związane z "UA". Jak sytuacja wygląda po ujęciu wszystkich kosztów i przychodów spółki, inwestorzy dowiedzą się dopiero po publikacji raportu okresowego. I to nie tego najlbiższego, za 2019 rok, a najprawdopodobniej dopiero za I kwartał 2020 roku. To bowiem dopiero w grudniu ruszyła wyraźna transformacja w BoomBicie.

Faktem jest jednak to, że coś się zaczęło w spółce dziać. Tak duży skok przychodów, nawet przy wzroście kosztów "UA", zwraca uwagę. Warto dodać, że BoomBit już pod koniec 2019 roku zapowiadał wzrost wydatków na "UA" oraz cięcie innych kosztów m.in. poprzez cięcia etatów. - Zakładana docelowa liczba pracowników i stałych współpracowników na koniec I kwartału 2020 roku ma nie przekraczać 170 osób, w porównaniu do 225 osób na koniec września. Zarząd szacuje, że w efekcie tych działań koszty osobowe w I kwartale 2020 roku, w porównaniu do III kwartału 2019 roku będą niższe o ok. 1,2 mln zł - informowano pod koniec listopada.

Powrót do korzeni

Na korzyść spółki działa także fakt, że coraz większy udział w jej przychodach mają reklamy (88 proc. w lutym), które są mniej obciążone np. kosztami prowizyjnymi, choć bardziej zależny jest od rynku reklamy. Warto dodać, że odmianę w wynikach wspomógł swego rodzaju powrót do korzeni, a więc gier tzw. "hyper-casual" (kierowanych do szerokiego grona graczy, z dobrą grafiką i łatwym sterowaniem), na których BoomBit opierał się przed debiutem. Podczas IPO BoomBit zakładał przesunięcie w stronę tzw. "GaaS" (game as a service - gra jako usługa), a więc gier, które wymagają ciągłych aktualizacji, ale przez to ich okres życia jest dłuższy. Na początku roku to jednak głównie hyper-casual wspierał odbicie w przychodach. W lutym wzrosły zaś oba sektory.

- Przychody wzrosły zarówno w segmencie gier hyper-casual, jak i GaaS. 28 lutego wprowadziliśmy kolejną grę z segmentu hyper-casual: Will It Shred? Gra została bardzo dobrze przyjęta, do tej pory zanotowaliśmy ponad 1.5 miliona pobrań gry i osiągnęła ona pozycję numer 3 w rankingu Top Free Games na iOS w USA. Nasze wcześniejsze gry hyper-casualowe, czyli Ramp Car Jumping oraz Stunt Truck Jumping w lutym ponownie zanotowały znaczący wzrost przychodów. Obie gry zostały pobrane ponad 17 milionów razy od momentu debiutu. Sukcesy naszych gier hyper-casualowych potwierdzają, że zwiększanie zaangażowania w nakłady i rozwój tego typu gier, założone w aktualizacji strategii, przynoszą wymierne efekty - skomentował lutowe wyniki Marcin Olejarz, prezes zarządu BoomBit.

Nowa strategia

W lutym br. Grupa BoomBit opublikowała aktualizację swojej strategii, która zakłada zwiększenie zaangażowania nakładów na produkcję i marketing gier typu hyper-casual, kontynuację wydawania gier w formule GaaS (własnych, jak i zewnętrznych twórców), a także gier w formule GaaP (Game as a Product), w których posiada pozycję wiodącego producenta (Driving Simulator i Bridge). Ponadto Grupa BoomBit planuje wprowadzać kolejne swoje tytuły na inne platformy. W perspektywie najbliższych 2 lat Grupa BoomBit zakłada wydawanie rocznie od 3 do 6 gier typu GaaS oraz intensywny rozwój portfolio gier hyper-casual.

Patrząc po kursie, wydaje się, że inwestorzy ponownie zaufali zarządowi i liczą, że przychodowy przełom z początku 2020 roku będzie rzeczywiście przełomem, a nie tylko jednorazową historią, po której spółka znów będzie pokazywała straty.

Adam Torchała

Źródło:
Tematy
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Gry komputerowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki