
foto: thinkstock
Buskersów można spotkać na rynku w Krakowie, Bydgoszczy, Wrocławiu czy Warszawie. W wielu krajach uliczny artysta to zawód jak każdy inny. Na czym właściwie polega?
Nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. A wachlarz wykonywanych przez nich czynności jest przebogaty. Ludzie ci zajmują się zarówno akrobacjami, skręcaniem balonów, sztuczkami karcianymi, rysowaniem karykatur, tańcem, śpiewem, żonglerką, sztuczkami magicznymi, teatrem lalkowym, a nawet połykaniem mieczy. Często można spotkać mimów, clownów, ludzi przebranych za żywe pomniki i puszczających bańki mydlane. Zdarzają się też muzycy, malarze i rzeźbiarze, którzy sprzedają swoje dzieła. Niektórzy parają się drobnym handlem. Od pocztówek, poprzez broszki, figurki, obwarzanki, na kwiatach kończąc. Wszyscy starają się zaskakiwać i przyciągać oryginalnością.
Zawód z tradycjamiW Wielkiej Brytanii określenie „busker” funkcjonuje już od 1860 r. Zajęcie to ma jednak znacznie dłuższą tradycję. Już francuscy minstrele (śpiewacy, recytatorzy poezji) z XIV w., wywodzący się z uprawiających sztukę poetycką trubadurów, tworzyli gildie bardów królewskich. W Polsce w tamtym okresie działali rybałci, a w Niemczech minnesingerzy. Bez wątpienia wiele z tych osób to prawdziwi artyści. Performerzy mają nawet swoje festiwale i zgrupowania, na których również można obejrzeć ich występy. |
Egzamin na artystę
- Aby pokazywać swój talent publicznie trzeba przystąpić do egzaminu na artystę ulicznego. Nie jest to jednak duża bariera. W zeszłym roku mieliśmy około 20 zgłoszeń i wszyscy chętni otrzymali pozwolenie na działalność. Opinię w tej sprawie musi wydać specjalna komisja administracyjna, składająca się m.in. z plastyka miasta i inżyniera ruchu, który dba o to, by na przykład występy akrobatów nie utrudniały ruchu mieszkańcom i turystom. Staramy się jednak ograniczać działalność kierowców meleksów, których obecnie w Krakowie mamy ponad 200 – mówi Katarzyna Fiedorowicz, z krakowskiego Urzędu Miasta.
Czy da się na tym zarobić?
Chociaż wydawałoby się, że tak oddalona od szarej rzeczywistości forma zdobywania pieniędzy już dawno powinna przestać istnieć, to dla wielu osób wciąż stanowi główne, a czasami jedyne źródło utrzymania. Niektórzy, tak jak pan Jan Makowiecki, nie wyobrażają sobie, że mogliby w życiu robić coś innego.
| Zobacz także: | |
![]() Polscy przedsiębiorcy oszukują, dlatego założą kasy fiskalne | |
Skarbnicą wiedzy o takiej działalności jest strona internetowa i forum kuglarstwo.pl. Użytkownicy dzielą się tam ze sobą informacjami, m.in. o miejscach gdzie można dobrze zarobić. Jeden z nich pisze, że nie ma reguły jeśli chodzi o wysokość zarobków. Zdarzają się chude dni, gdy do kapelusza wpada tylko 5 zł. Więcej dostają artyści, którzy mają swojego „sępa”, czyli osobę, która podchodzi do przechodniów z prośbą o datek. Akcesoria i gadżety dla kuglarzy potrafią być za to bardzo kosztowne. Maczugi do żonglerki to wydatek rzędu 150 zł, chusta dla akrobaty od 190 zł do nawet 570 zł, a monocykl czyli rower jednokołowy, kosztuje prawie 1,5 tys. zł.
Zapomniani przez fiskusa
O zarobkach z rzeźbiarstwa ulicznego próbowaliśmy też rozmawiać z panem Adamem, który wystawia swoje prace na wrocławskim rynku. Nie chciał jednak zdradzać wysokości zarobków. Przyczyna jest prozaiczna. Póki co, on, a także inni artyści, nie odprowadzają podatków od osiąganych przez siebie dochodów. Czy to nielegalne? Tak. Jak twierdzi Piotr Szulczewski, ekspert z portalu PIT.pl, osoby, które decydują się na taką działalność, powinny wybrać jedną z trzech form opodatkowania. Może to być działalność wykonywana osobiście, działalność gospodarcza lub też karta podatkowa. Często jednak zwyczajnie zatajają swoje dochody.
![]() | »W Polsce dobija się przedsiębiorczość |
Justyna Niedbał
Bankier.pl






























































