Motywów zdrady jest tyle, ile osób zdradzających. Każdy, kto decyduje się na niewierność, robi to by zaspokoić jakieś potrzeby. Wiąże się z tym odwieczne pytanie – czy zdrada jest sukcesem czy porażką?
– O zdradę łatwiej tam, gdzie szybkie życie, wielość doznań i spotkań z różnymi ludźmi – mówi Magdalena Jarzębowska, psycholog i trener, Prezes Stowarzyszenia Bene Vitae. – Osoby, które w swój zawód mają wpisane podróże, częste nieobecności w domu, mają dużo kontaktów zawodowych, mają też więcej pokus. Mogą skorzystać „z okazji” nawet wtedy, jeśli nie miały intencji do zdrady. Zdrada częściej pojawia się w środowiskach, w których nie ma silnej kontroli społecznej, w dużych ośrodkach miejskich, gdy wszyscy są dla siebie anonimowi. Również tam, gdzie nie ma silnych więzów rodzinnych, tradycji, religijności.
Dlaczego jesteśmy zdradzane?
Są mężczyźni, którzy zdradzają swoją partnerkę, ponieważ czują, że nie dostają wystarczająco dużo lub szukają „czegoś” innego, lepszego w drugim związku. Jeśli dostatecznie się upewnią, że to znaleźli – porzucają dotychczasowy układ. Niektórym wielość partnerek (w tym jednej stałej) służy do udowadniania sobie i światu swojej męskości. Romans może służyć kompensowaniu deficytów – mężczyzna szuka tego, czego nie ma stała partnerka, ale nie po to, by ją porzucić, tylko po to, by zaspokoić „frustrowaną potrzebę”. Jeśli mężczyzna dorastał w domu, w którym zdrada była jednym z elementów życia w rodzinie, nawet jeśli żal mu matki, najprawdopodobniej będzie identyfikował się z ojcem i nie wykluczone, że będzie powielał znany sobie model we własnym życiu.

Dlaczego zdradzamy?
Z badań przeprowadzanych przez prof. Izdebskiego wynika, że zdradza ok. 30% mężczyzn i 20% kobiet. Jaka jest motywacja kobiety do zdrady? Może nią być ciekawość, jak to jest z innym, szczególnie, gdy kobieta młodo wyszła za mąż i nie miała okazji poznać innych mężczyzn. Kobietę może też nurtować to, że jest jeszcze tyle miejsc i osób do poznania. Zdrada może być postrzegana jako panaceum na małżeńską nudę. Może zdarzyć się wówczas, gdy mężczyzna w związku szczędzi kobiecie „dowodów uznania”. Jeśli pojawią się one ze strony innego mężczyzny wtedy, gdy kobieta czuje się samotna i traktowana jak „domowa maszyna”, łatwiej o pokusę. Zdrada może też być odwetem za zdradę partnera.
Elżbieta, księgowa, ma 34 lata, 14–letni staż małżeński i dwójkę dzieci (13 i 9 lat). Swoją relację z mężem ocenia jako niesatysfakcjonującą. O mężu mówi używając zaimka „on”. Pierwszy raz zdradziła 4 lata temu. – To było miesiąc po tym, kiedy mąż przyznał mi się, że obawia się, iż już nic ekscytującego nam się nie przydarzy – wspomina Elżbieta. – Miałam takie samo wrażenie. Pierwszy raz był najtrudniejszy. Przespałam się z naszym wspólnym kolegą, który adorował mnie od lat. Na dobrą sprawę miałam wrażenie, że bardziej naturalny był seks z przyjacielem niż z mężem, który był dla mnie... obcy – przyznaje Elżbieta. Ten wątek zakończył się parę miesięcy później. Potem było jeszcze dwóch kolejnych mężczyzn. – Teraz współżyję tylko z mężem – mówi Elżbieta. – Mam dorastające córki, nie potrafię spotykać się z kimś na spontaniczny seks i udawać porządnej żony i matki przed córkami. Chcę odejść od męża, żeby być uczciwa wobec dzieci. I samej siebie – mówi Elżbieta.
Kiedy zdrada staje się normą
Joannę, dziennikarkę (42 lata, 9 lat po ślubie) mąż zdradza od lat. Mają 7–letniego syna. – Mąż zdradził mnie jeszcze przed ślubem – wspomina Joanna. Obiecywał, że to się więcej nie powtórzy. Uwierzyłam, bo kochałam – mówi z goryczą w głosie. – O kolejnej kobiecie dowiedziałam się zaledwie 1,5 roku po ślubie, kiedy byłam w ciąży – opowiada. – Nie sądziłam, że aż tak to zaboli. Myślałam nawet przez chwilę o aborcji, żeby nie nosić w sobie owocu miłości, która tak naprawdę była fikcją. Dziś cieszę się, że tego nie zrobiłam. Chciałabym, żeby mój syn był lepszym mężczyzną – mówi z nadzieją w głosie. Joanna chodzi do terapeuty. Pewnego dnia koleżanka uświadomiła jej, że jest niepewną siebie, zgaszoną osobą. Namawiała ją, żeby przed złożeniem pozwu o rozwód zadbała o własną psychikę, żeby wyjść z tej batalii zwycięsko. – Już nie myślę, że to wszystko była moja wina. Wiem, że jestem atrakcyjną kobietą i zasługuję na miłość i wierność – z uśmiechem mówi Joanna.

To, czy uznamy swoją zdradę za normę zależy od tego, w jaki sposób uzasadnimy sobie naszą niewierność. Jeśli w naszym umyśle pojawi się obraz partnera jako winowajcy naszej zdrady, łatwiej nam będzie usprawiedliwić swoje zachowanie (zdradzam, ponieważ mój partner nie zwraca na mnie uwagi, nie troszczy się o mnie, zdradzam, ponieważ moja partnerka kontroluje mnie, traktuje jak dziecko, czepia się, marudzi itd.). W takiej sytuacji łatwiej zagłuszyć wyrzuty sumienia. Wzory zachowań obserwowane w dzieciństwie, we wzajemnych relacjach rodziców, mogą w dorosłym życiu wyznaczać normy zachowań dorosłego człowieka. Również, kiedy zdradzający widzi lub myśli, że „nic złego” się nie dzieje. Życie toczy się pozornie „bez zakłóceń”, udaje mu się lawirować między żoną a kochanką (mężem a kochankiem). Może wówczas pokusić się o wnioski, że nikt nie cierpi, że przecież nic złego się nie dzieje, że dobrze wywiązuje się ze swoich partnerskich obowiązków.
Ewa, tancerka (26 lat, od 3 lat mieszka z partnerem, planują ślub), zdradza swojego partnera od 5 miesięcy. – Poznałam fascynującego mężczyznę na szkoleniu zawodowym. Nie sądziłam, że planując małżeństwo z mężczyzną, którego kocham, przyjaźnię się i uwielbiam z nim przebywać, jestem w stanie poczuć motyle w brzuchu na widok innego – mówi Ewa. Po 3 tygodniach mailowania, spotkań w kawiarni i w klubie fitness zostaliśmy kochankami, choć nie kryłam tego, że jestem zaręczona – zwierza się Ewa. To trwa do dziś. – Mój narzeczony niczego się nie domyśla. Mam wyrzuty sumienia, ale nie potrafię ani zerwać z narzeczonym i przyznać się, że go zdradziłam, ani nie chcę rezygnować z fantastycznego seksu z „tym drugim”. Czasem czuję się podle. Z jednej strony chcę stabilizacji, prawdziwej głębokiej relacji z przyszłym mężem, a z drugiej strony chciałabym, żeby ekscytacja w związku trwała wiecznie – zwierza się Ewa.
Jeśli ma się ułożone życie, stabilizację, wspólne dobra, życie towarzyskie, w dodatku w stałym związku osoba zdradzająca czuje się bezpiecznie, ciężko z tego zrezygnować dla niewiadomego. „Skok w bok” może wówczas wydawać się „miłym” urozmaiceniem, dostarczyć adrenaliny, zaspokoić potrzeby, których nie zaspakaja stały partner, bez rujnowania misternie układanej przez długi czas konstrukcji.
Sukces czy porażka?
Zdrada ujawnia często nasze słabości i nieumiejętności radzenia sobie z nimi. Często jest dowodem na to, że w związku dzieje się coś złego między partnerami, którzy nie potrafią (bądź nie chcą) rozwiązywać na bieżąco pojawiających się problemów. Przez to upychają „po szafach” wzajemne żale i pretensje. Być może brakuje między nimi szczerości, umiejętności prowadzenia otwartego dialogu, wzajemnego słuchania, jasnego wyrażania swoich potrzeb. Z tego punktu widzenia zdrada jest porażką związku. Jeśli jednak partnerzy spróbują zrozumieć co się stało, znaleźć przyczyny i stawić temu czoła, jeśli z tego traumatycznego wydarzenia będą potrafili wyciągnąć wnioski, otwarcie porozmawiać, wybaczyć sobie nawzajem i podjąć trud pracy nad odbudową relacji i samym sobą, jest szansa, że wyjdą z tego wydarzenia wzmocnieni. Jeśli zamkną się na argumenty partnera, będą obwiniać nawzajem, przyjmować rolę „kata i ofiary”, szukać odwetu, doprowadzi to niechybnie do oddalenia i wzajemnej niechęci, co na ogół prowadzi do rozpadu związku.
Tekst: Anna Machnowska-SzywalskaKonsultacja: Magdalena Jarzębowska, psycholog i trener, Prezes Stowarzyszenia Bene Vitae





























































