Sejm uchwalił w piątek nowelę ustawy, która ma umożliwić pracodawcom weryfikację wykształcenia osoby ubiegającej się o pracę. W projekcie zaproponowano, by szkoły wyższe odpłatnie udzielały informacji o danych z dyplomu ukończenia studiów wydanego w postaci papierowej.


Nowelizację ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce przygotował resort nauki w ramach pakietu deregulacyjnego. Za przyjęciem noweli było 423 posłów, jedna osoba była przeciw, 21 posłów wstrzymało się od głosu.
Jak zaznaczyła wiceszefowa resortu nauki Maria Mrówczyńska podczas pierwszego czytania projektu na połączonym posiedzeniu sejmowych komisji: deregulacji oraz edukacji i nauki, nowelizacja wynika z postulatów strony społecznej. Zgłaszała ona problem pracodawców, którzy mają wątpliwości co do prawdziwości dyplomów ukończenia studiów i zawartych w nich informacji.
- W obecnej sytuacji pracodawca zatrudniający osobę z odpowiednimi kwalifikacjami nie ma możliwości zweryfikowania w uczelni, czy dane zawarte w przedłożonym przez niego dyplomie są prawdziwe, bowiem zgodnie ze stanowiskiem prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych pracodawca nie może występować o takie zapytania do uczelni – wyjaśniała wiceszefowa resortu nauki.
Dodała, że w związku z tym resort zaproponował, aby w uzasadnionych przypadkach pracodawca mógł zwrócić się do uczelni z wnioskiem o potwierdzenie autentyczności danych, które są zawarte w dyplomie. – Ta nowelizacja będzie dotyczyła dyplomów papierowych, czyli wszystkich, które zostały wydane przed 1 stycznia 2027 roku, bowiem od 1 stycznia wchodzimy w erę dyplomów elektronicznych, gdzie ta weryfikacja będzie odbywała się w sposób automatyczny przez udostępniany przez nas system – uściśliła.
Zgodnie z zapisami noweli, uczelnie – na wniosek pracodawcy posiadającego interes prawny – będą udzielały informacji o danych zawartych w dyplomie ukończenia studiów wydanym w postaci papierowej, na podstawie zamieszczonych we wniosku danych posiadacza tego dyplomu, w szczególności imienia i nazwiska oraz numeru dyplomu ukończenia studiów.
„Zakłada się wprowadzenie opłaty za każdorazowe potwierdzenie przez uczelnię danych zawartych w dyplomie ukończenia studiów w wysokości równej 1 proc. minimalnego wynagrodzenia za pracę obowiązującego w dniu złożenia wniosku, która pokrywałaby jednostkowy koszt obsługi zapytania” – podkreślono w Ocenie Skutków Regulacji.
Wedle noweli przesłanką wystąpienia z wnioskiem będzie „powzięcie uzasadnionych wątpliwości co do autentyczności danych zawartych w dyplomie ukończenia studiów – m.in. po weryfikacji zabezpieczeń przed fałszerstwem określonych w przepisach wydanych na podstawie ustawy z dnia 22 listopada 2018 r. o dokumentach publicznych, w odniesieniu do dokumentów posiadających takie zabezpieczenia”.
Resort zwrócił uwagę, że skutkiem wprowadzenia proponowanych rozwiązań będzie nałożenie na uczelnie dodatkowych obciążeń, które będą znaczne: zgodnie z informacjami ze Zintegrowanego Systemu Informacji o Szkolnictwie Wyższym i Nauce POL-on średnio rocznie jest wydawanych 299 236 dyplomów ukończenia studiów w skali kraju, dodatkowo regulacja może dotyczyć dyplomów wydawanych w ciągu ostatnich 50 lat.
Opowiadając na pytania posłów podczas sejmowej debaty, wiceminister Mrówczyńska podkreśliła, że od 2019 r. dyplom uczelni publicznej i niepublicznej jest dokumentem publicznym drugiej kategorii. - Czyli dokumentem, który musi zawierać odpowiednie zabezpieczenia techniczne. To są odpowiednie faktury, odpowiedni gilosz, farba, widok awersu w świetle dziennym czy włókno, które są widoczne w świetle dziennym. To umożliwia każdemu, również i pracodawcy, sprawdzenie autentyczności tego dyplomu. Niespełnienie tych przesłanek jest wskazówką, jest podejrzeniem do tego, że dyplom nie jest oryginalny, tylko sfałszowany - zaznaczyła.
Jak mówiła, uczelnie są przygotowane na przeprowadzenie weryfikacji dyplomów. - Już obecnie wystawiają zaświadczenia dla absolwentów, potwierdzające ukończenie studiów na odpowiednim profilu, poziomie i kierunku - zaznaczyła.
Zdaniem resortu nauki ustawa ma charakter deregulacji. - Ogranicza formalności. Pracodawca nie musi występować do kandydata do pracy o zgodę na to, aby uzyskać dostęp do weryfikacji jego dyplomu - wyjaśniła wiceminister Mrówczyńska.
- Każdy obywatel, również pracodawca, posiadający przesłankę do tego, że popełnione zostało przestępstwo, jakim niewątpliwie jest posługiwanie się sfałszowanym dokumentem, ma obowiązek zawiadomienia organów ścigania o zaistniałym fakcie - dodała.
Przypomniała, że nowela ma zapewnić sprawny proces pozyskiwania informacji z uczelni i dlatego wyłączono z niej stosowanie przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego (KPA). - Pracownik czy kandydat na pracownika składający dokumenty w procesie rekrutacji podpisuje dokumenty związane z RODO i jest świadomy tego, że jego dokumentacja może podlegać weryfikacji - podkreśliła wiceszefowa resortu nauki.
Wyraziła przy tym nadzieję, że zapotrzebowanie na sfałszowane dokumenty będzie systematycznie malało. - W związku z tym będziemy (...) prowadzić ewaluację tych przepisów, pytając uczelnie o to, jak duża skala takich zapytań do nich spływa - zapowiedziała.
Wątpliwości parlamentarzystów budziły również opłaty, jakie za weryfikację dyplomów pracodawcy mieliby płacić uczelniom. - Pozyskanie informacji, które potwierdzają prawidłowość dyplomów, wymaga nie tylko sięgnięcia do cyfrowych baz, bo nie wszystkie uczelnie posiadają scyfryzowane bazy wszystkich swoich absolwentów, ale zwykłej pracy archiwisty czy (...) pracownika administracji akademickiej, który musi zejść do archiwum, musi odnaleźć teczkę, musi wydobyć z niej odpowiednie dokumenty i na tej podstawie zweryfikować dyplom. Czy 44 zł to naprawdę dużo? Uważam, że niekoniecznie. Nie jest to duże obciążenie dla pracodawców, którzy będą mieli pewność, że kandydat posługuje się odpowiednim dyplomem - podsumowała wiceminister Maria Mrówczyńska.
Nowelizowane przepisy mają wejść w życie po upływie 30 dni od dnia ogłoszenia.
Ustawa trafi teraz do Senatu. (PAP)
abu/ agt/ bar/


































































