W energetyce absurd goni absurd

Gdy już wydawało się, że Ministerstwo Energii - dzięki wspięciu się na szczyty absurdu - w najbardziej zawiły z możliwych sposobów rozwiązało problem rosnących kosztów produkcji prądu, na scenę powrócił aktor, od którego cały serial się zaczął: Urząd Regulacji Energetyki.

Telenowela pod tytułem "Podwyżki cen prądu" wcale nie zakończyła się na poniedziałkowej konferencji Ministerstwa Energii. Przypomnijmy, minister Tchórzewski zaproponował powstanie nowego funduszu, który miałby być odpowiedzią na wzrost rachunków za prąd. Miałoby do niego trafić 4-5 mld zł i z pieniędzy tych pokryte zostałyby dodatkowe wydatki gospodarstw domowych oraz małych i średnich przedsiębiorstw, wynikające z planowanego wzrostu taryf za energię elektryczną.

Nim jeszcze opadły emocje po ministerialnej konferencji, w plan już został wymierzony solidny cios. I to nie od obserwatorów czy analityków, a od... powoływanego przez premiera urzędnika. Chodzi o prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, któremu nie spodobało się, że na fundusz mają złożyć się spółki energetyczne, które nagle na zawołanie ministra znalazły 1 mld zł oszczędności. Zdaniem prezesa URE "pojawiająca się możliwość oszczędności wskazuje, że przedsiębiorstwa energetyczne powinny ponownie przeanalizować i skorygować wnioski taryfowe". 

Problem wzrostu kosztów produkcji energii jest realny, jednak sposób w jaki do niego podchodzi ME jest absurdalny
Problem wzrostu kosztów produkcji energii jest realny, jednak sposób w jaki do niego podchodzi ME jest absurdalny (fot. Krystian Maj / FORUM)

Uwaga prezesa URE jest jak najbardziej logiczna. Spółki energetyczne zawnioskowały o wyższe taryfy, ponieważ wzrosły im koszty. Skoro nagle udało im się znaleźć 1 mld zł oszczędności, o których przy składaniu wniosków taryfowych mowy nie było, wnioski powinny zostać zrewidowane. Ciekawiej robi się jednak, gdy prześledzimy konsekwencje słów prezesa URE i założymy, że koniec końców - przez oszczędności - zostaną zaakceptowane niższe taryfy, niż zostałyby zaakceptowane bez ujawnienia przez ministerstwo "opcji oszczędnościowej". Teoretycznie powinna to być zła wiadomość dla spółek energetycznych - tak zresztą zareagowały ich giełdowe notowania - w galimatiasie stworzonym przez ministra Tchórzewskiego nic nie jest jednak proste.

Problem realny, plan absurdalny

Aby zrozumieć absurdalność problemu musimy cofnąć się do źródła planu ministra Tchórzewskiego. Jest nim jak najbardziej realna kwestia rosnących kosztów produkcji energii elektrycznej, szczególnie z węgla. Mocno wzrosła bowiem cena zezwoleń na emisję CO2, a także samego węgla. To, dla opartej w 80 proc. na węglu polskiej energetyki, spory problem, spółki bowiem za produkcję każdej MWh muszą płacić obecnie więcej niż przed rokiem.

Co z tym fantem zrobić? Zważywszy na to, że sektor energetyczny jest w zasadzie zmonopolizowany przez Skarb Państwa, na horyzoncie rysują się dwa sensowne wyjścia: obciążenie dodatkowymi kosztami spółek lub obciążenie dodatkowymi kosztami klientów (ewentualnie rozwiązania pomiędzy, np. 50/50). Który wariant wybrał minister Tchórzewski? Żaden! Stworzył swój własny, którego nie powstydziłby się sam Stanisław Bareja.

Bareja by tego lepiej nie wymyślił

Spółki - nadzorowane przez ministra - złożyły wnioski o wyższe taryfy, które skutkowałyby podwyżkami rachunków. Aby jednak nie rozsierdzić społeczeństwa, zaproponowano rekompensaty, które miałyby pokryć wzrost cen. Pieniądze na rekompensaty miały pochodzić ze sprzedaży emisji do uprawnień CO2 (jednego ze źródeł problemu). Uprawnienia te rząd sprzedaje spółkom, które przecież zawnioskowały o wyższe taryfy. Koło tym samym się zamknęło. Pieniądze ze spółek przez uprawnienia i rachunki Kowalskich trafiłyby z powrotem do nich. 

Okazało się jednak, że rachunki gospodarstw domowych to nie wszystko. Więcej za prąd w przyszłym roku będą musiały płacić samorządy i firmy, a więc de facto, poprzez koszty towarów i usług i tak Kowalski zapłaciłby ze swojej kieszeni za wzrost cen energii. Dodatkowo część firm - i tak już mierząca się z presją płacową - kolejnego wzrostu kosztów mogłaby nie wytrzymać.

Pojawiła się więc propozycja, by rekompensatami objąć małe i średnie firmy. Wówczas jednak brakłoby środków ze sprzedaży uprawnień, w ekspresowym tempie poproszono więc spółki, by znalazły u siebie oszczędności i dołożyły od siebie 1 mld zł do puli rekompensat. Ów 1 mld zł, zaoszczędzony przez spółki, przez rekompensaty miałby trafić do... tychże spółek. I tutaj wracamy do momentu, w którym jesteśmy obecnie, gdy nogę w drzwi wkłada prezes URE, który nota bene jako pierwszy rozpoczął dyskusję o potrzebie... podwyżek taryf. 

Wyborcze przerzucanie z kieszeni do kieszeni

A przecież - jeżeli nie chciano obciążać dodatkowym kosztem społeczeństwa - wystarczyło tylko poinstruować spółki, by o wyższe taryfy nie wnioskowały albo zawnioskowały np. o podwyżkę o 10 proc., a nie 30 proc. Dla spółek przecież teoretycznie nie ma znaczenia, czy miliard otrzymają poprzez rekompensaty, do których same ów miliard wpłacą, czy po prostu wygenerują ten miliard z oszczędności nieprzymuszone przez rekompensaty. Pojawia się zresztą zasadne pytanie dlaczego spółki, skoro tak szybko znalazły ów 1 mld zł dla ministra Tchórzewskiego, nie mogły tych oszczędności wygenerować same z siebie wcześniej?

Plan Tchórzewskiego dotyczący rekompensat wydaje się czysto polityczny. Rząd miał znowu być tym, który coś daje, a przecież jak daje, to znaczy, że jest dobry (a przynajmniej tak ma się wydawać wyborcom). Najlepiej świadczy o tym fakt, że projekt rekompensat szacowany był tylko na 2019 rok, a więc po wyborach parlamentarnych mógłby wygasnąć. Jego wstępna propozycja pojawiła się zaś tuż przed wyborami samorządowymi, gdy okazało się, że problemu wzrostu cen produkcji energii nie da się dłużej ukrywać (wcześniej przedstawiciele rządu deklarowali, że podwyżek może w ogóle nie być). Widać było jak projekt rekompensat rozrastał się wraz z kolejnymi znajdowanymi w nim lukami. Tyle, że jego rozrost powodował kolejne problemy i doprowadził do absurdalnej sytuacji, w której tkwimy teraz.

Quo Vadis energetyko?

Warto także wspomnieć o wątku, który często bywa pomijany. Jednym z powodów wzrostu kosztów są zezwolenia na emisję CO2. Pomijając kwestię słuszności polityki klimatycznej i sensowności tego typu opłat - to temat na osobny artykuł - trzeba zdać sobie sprawę, że tak obecnie prezentuje się stan rzeczy i póki co nie widać, by Unia miała się z tego wycofać.

Pieniądze za sprzedaż praw miały nam posłużyć na rozbudowę OZE, która sprawiłaby, że w przyszłości potrzebowalibyśmy mniej pozwoleń na emisję. Minister Tchórzewski chce zaś fundusze te rozdać na rekompensaty. Teoretycznie trafią one do spółek i spółki mogą z nich finansować projekty OZE czy jądrowy, obecnie jednak finansują także np. budowę Ostrołęki C, czyli elektrowni węglowej, która problemu z pozwoleniami na emisję CO2 raczej nam nie rozwiąże. 

Adam Torchała

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 14 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
12 97 histeryk

Pisowska neokomuna w akcji. Aparat propagandy w TVP wije się jak piskorz aby tylko odwrócić od tego uwagę, a gdy już musi o tym mówić to stara się zrzucić odpowiedzialność na otaczającą rzeczywistość jednakową dla wszystkich. Ciekawy jestem czy zarządzający spółkami, działający w na polecenie rządu i ze szkodą dla spółek i gospodarki, nie obawiają się odpowiedzialności. Zapominamy w tym wszystkim także o akcjonariuszach tych spółek, którymi pośrednio jesteśmy wszyscy trzymając swoje oszczędności w TFI lub OFE.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 76 gabis

Przez instalację ogniw fotowoltaicznych tylko 4 KW zaoszczędziłem przez dwa lata 5 ton CO2. Trzeba zmotywować ludzi do tego typu działania. Węgiel zostawić na później lub przerabiać w procesie suchej destylacji.
Działania obecnego rządu są chaotyczne i pozbawione logiki.
Pozdrawiam myślący elektorat

! Odpowiedz
3 86 3b955h

Buahhaha

Wylazłą komuna ze spółek energetycznych niczym słoma z butów.
Jakim cudem normalnie gospodarująca firma może nagle "znaleźć" 1 000 000 000 PLN oszczędności?

Buhahaha

To nie są "oszczędności" tylko kasa wymieciona na rympał prosto zcash-flow spółki przed dywidendą i poza normalnymi sposobami w cywilizowanej gospodarce,

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 55 marxs

tej kasy nie ma ona jest wirtualna gdzies tam w księgach cuś się zapisze cuś sie doda cuś oszuka jak papier w części tego nie przyjmie to resztę glapcio wydrukuje i juz mamy PISi sukces(czyli PO nie miało bo kradło a my znaleźliśmy wielką kasę i rozdamy ją ciemnemu PISowskiemu ludowi)

! Odpowiedz
3 75 czajos

Jaskrawy przykład, że działalność państwowa to zwykłe złodziejstwo.
Spółki kupują prawa do emisji CO2, więc wpłacają do państwa kwoty o wartość których podnoszą rachunki. Państwo dostaje teoretycznie pieniądze z których nie jest w stanie w całości zrekompensować podwyżek cen energii. Pytam się więc gdzie w takim razie ma podziać się część tej kwoty? Kto te pieniądze już na wstępie ma zamiar rozkraść?
Faktycznie Bareja.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
7 134 jes

W Wenezueli tak samo się zaczynało. Wszystkie obietnice i ciągnięte z tego procenty do przytulenia miała pokryć spółka petrochemiczna. Ale nawet taką spółkę komuniści potrafili wykończyć i rozkraść a co dopiero będzie z naszą energetyką.
P.S. Proszę aby nikt nie mówił, że prawica jest przy władzy. To lewica jak w Wenezueli.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 40 open_mind

Gęsty czarny dym ... zapach płonącej gumy ... przewrócone tlące się samochody.
Łupieżcy roztrzaskali witryny sklepowe i zabrali wszystko, co mogli unieść. Starożytne obeliski zostały zbezczeszczone.
Żołnierze patrolowali wrak, gdy ich czołgi są zaparkowane na rogach ulic.

Czy zaatakowali kosmici? Czy został zlikwidowany dyktator trzeciego świata? Czy rząd domagał się ofiary pierworodnych z każdego domu?
Nie. Francja zwiększyła podatki od paliwa o kilka centów za litr. To właśnie wywołało zamieszki "żółtych kamizelek", które podpaliły Francję.

Oto dziwna część ... ta sama rzecz sprawiła, że ​​kilka lat temu szczelały szampany.
Ludzie świętowali na ulicach podczas ratyfikacji Paryskiego Porozumienia Klimatycznego, podekscytowani faktem, że rządy wreszcie zrobiły coś, aby ograniczyć zmiany klimatyczne.

Dwa lata temu Łuk Triumfalny został oświetlony komunikatem "Accord DeParis c'es fait!", Co oznacza "Porozumienie paryskie jest gotowe!"
Teraz Łuk Triumfalny jest kreślony za pomocą wiadomości: "Odrąbywaliśmy głowy za mniej niż to".

Co się zmieniło?
Nie chodzi o to, że uważam, że należy podnieść podatki od paliwa. To niezwykłe, że taki niewielki wzrost podatków może wywołać takie pandemonium.
Każdy domaga się od rządu podjęcia kroków w celu powstrzymania emisji dwutlenku węgla. Ale kiedy TAK się dzieje, wszyscy się boją.

Nieuchronnie polityczne rozwiązania dużych problemów zostają osłabione przez nieudolnych polityków wywołujące masową histerię. To samo napięcie jest odczuwalne na całym świecie.

Szczyt klimatyczny w Katowicach, to nic innego jak podstępna nieudolna pułapka, która zaserwuje nam dramatyczny wzrost cen, głupawe tłumaczenia władz i pozostawi jeszcze większy smog.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
24 37 maacwin

Czy Grad wybrał już miejsce na elektrownie atomową ?

! Odpowiedz
6 75 jes

Chyba trochę nie jesteś w temacie. O miejscu decysuje teraz święta trójca - Nieinternowany, Powerpoint i Płochliwy.

! Odpowiedz
TAURONPE -0,46% 2,18
2019-01-21 17:00:00
WIG -0,70% 59 865,51
2019-01-21 17:15:00
WIG20 -0,82% 2 358,30
2019-01-21 17:04:45
WIG30 -0,83% 2 684,55
2019-01-21 17:15:00
MWIG40 -0,59% 4 071,26
2019-01-21 17:04:45
DAX -0,62% 11 136,20
2019-01-21 17:34:00
NASDAQ 1,03% 7 157,23
2019-01-18 22:02:00
SP500 1,32% 2 670,71
2019-01-18 21:59:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.

Przemek Barankiewicz - Redaktor naczelny portalu Bankier.pl

Jesteśmy najważniejszym źródłem informacji dla inwestorów, a nie musisz płacić za nasze treści. To możliwe tylko dzięki wyświetlanym przez nas reklamom. Pozwól nam się dalej rozwijać i wyłącz adblocka na stronach Bankier.pl

Przemek Barankiewicz
Redaktor naczelny portalu Bankier.pl