Amerykanie mają pomysł na nowy układ sił na Bliskim Wschodzie, gdzie Izrael będzie odgrywał kluczową rolę jako eksponent tych interesów. Ponadto Tel Awiw ma trzymać w szachu cały region, pozwalając Stanom Zjednoczonym być beneficjentem tej sytuacji w postaci ogromnych inwestycji rzędu 3 bln dolarów, które przywódcy krajów Zatoki Perskiej obiecali Trumpowi na okres jego całej kadencji - mówi Krzysztof Płomiński, były ambasador Polski w Arabii Saudyjskiej i Iraku.


Czyja to jest wojna – Stanów Zjednoczonych czy Izraela?
To jest wojna i Ameryki i Izraela, ale bardziej Izraela.
Dlaczego ten konflikt wybuchł właśnie teraz, mając na uwadze, że kilka miesięcy wcześniej było wspólne uderzenie USA i Państwa Żydowskiego na instalacje nuklearne w Iranie. Co wpłynęło na decyzje, by atak przeprowadzać właśnie teraz?
Obecna sytuacja jest próbą dopięcia pewnego cyklu wydarzeń, które zostały zapoczątkowane terrorystycznym atakiem Hamasu na Izrael, wojną w Gazie i późniejszymi działaniami Izraela, które doprowadziły do głębokiego zmarginalizowania wpływów, które Iran budował w regionie przez całe dziesięciolecia. Te wpływy wynikały z jednej strony z wrogości względem USA i Izraela, a z drugiej strony była to polityka zmierzająca do stworzenia swego rodzaju buforu, który chroniłby samą republikę islamską. Elementem tego łańcuszka wydarzeń były przeprowadzone przez Izrael i USA bombardowania Iranu w czerwcu ubiegłego roku, które doprowadziły do tego, że w najbliższej przyszłości Teheran broni jądrowej mieć nie będzie. Cały ten zespół działań: antyirańskie sankcje, presja międzynarodowa, problemy wewnętrzne, brak wspólnej polityki rządu, inflacja, korupcja i wszelkiego rodzaju nadużycia i jednocześnie nieskuteczne zarządzanie – stopniowo pogarszały sytuację.
A dlaczego do ataku doszło właśnie teraz?
Tutaj musimy zrobić jedną uwagę. Dla premiera Izraela Beniamina Netanjahu z jednej strony była to kwestia wiarygodności w związku z tym, że od kilkunastu lat zapowiadał zniszczenie Iranu jako podstawowego wroga, państwa które sieje zamęt na całym obszarze. Zaś dla prezydenta USA Donalda Trumpa była to afera Epsteina i problemy, które grożą przy cząstkowych wyborach straceniem de facto większości w Kongresie i prawdopodobnym rozpoczęciem impeachmentu, przed czym Trump chce się uchronić. Prezydent USA pokazał, że potrafi działać na całym świecie od Wenezueli, Kuby do być może dalekiej Azji. Premier Izraela ma w październiku wybory do Knesetu, które chce wygrać, aby uniknąć wieloletniego więzienia. Stąd tak silne nastawienie, by przejść do ofensywy, zniszczyć wrogie państwo posuwając się do pierwszego w historii zabójstwa urzędującego przywódcy obcego kraju, zatopienie irańskiego nieuzbrojonego okrętu wracającego z międzynarodowej gali w Indiach, czy też skala niszczycielskich ataków, również na obiekty cywilne.
Polityka Trumpa to polityka transakcyjna. Uderzenie na Iran wyeliminowało w tym kraju program jądrowy, realizując cele Izraela. Jaki jest zatem cel Ameryki w tym konflikcie, przejęcie tamtejszych złóż ropy i odbudowa kraju, który zatrzymał się gospodarczo wiele dekad temu? Warto nadmienić, że Iran to kraj z potężnymi rezerwami ropy i gazu, a jednocześnie importer benzyny i nawet gazu.
W wymiarze strategicznym chodzi o stworzenie sytuacji, która będzie niekorzystna dla głównego przeciwnika USA, czyli Chin, które jeszcze przez wiele lat będą uzależnione od ropy naftowej z krajów Zatoki Perskiej transportowanej przez cieśninę Ormuz. W tej chwili Chiny nie są zdolne do tego, aby przeciwdziałać amerykańskim planom w tym regionie.
Dla Stanów Zjednoczonych ważne jest też usunięcie państwa uporczywie kwestionującego interesy amerykańskie w regionie. Za prezydentury Trumpa USA zrozumiały swoje ograniczone możliwości, i to, że we wszystkich regionach świata nie mogą utrzymać dotychczasowej obecności. Zamierzając ograniczyć obecność na Bliskim Wschodzie, nie chcą dopuścić do zwiększenia tam wpływów Chin i Rosji.
W tym regionie Amerykanie mają pomysł na nowy układ sił, gdzie Izrael będzie odgrywał kluczową rolę jako eksponent tych interesów. Ponadto Tel Awiw ma trzymać w szachu cały region, pozwalając Stanom Zjednoczonym być beneficjentem tej sytuacji w postaci ogromnych inwestycji rzędu 3 bln dolarów, które przywódcy krajów Zatoki Perskiej obiecali Trumpowi na okres jego całej kadencji. To są też potężne zakupy uzbrojenia, tylko Arabia Saudyjska zamówiła sprzęt w USA wartości 142 mld dolarów.
Tymczasem tydzień po rozpoczęciu wojny widzimy droższe paliwa na stacjach benzynowych, martwimy się o dostawy ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej i LNG z Kataru w związku z blokadą cieśniny Ormuz. Dostawy ropy zagrożone są i z innych kierunków, Iran zagroził zbombardowaniem rurociągu naftowego Baku-Tbilisi-Ceyhan, który tłoczy azerską ropę na Morze Śródziemne i korzysta z tego surowca Izrael. Jakie implikacje gospodarcze dla Europy niesie ten konflikt?
Unia Europejska okazywała niewielkie zainteresowanie sytuacją na Bliskim Wschodzie, a czasami angażowała się w przedsięwzięcia, które okazały się chybione jak np. programy demokratyzacji poszczególnych państw. Bruksela niestety nie zauważała, jak głęboko jej interesy są związane z tym, co się dzieje w tym regionie, mimo tego, że Europa doświadczyła terroryzmu i zagrożeń bezpieczeństwa, a także problemu migracyjnego i przenoszenia napięć z Bliskiego Wschodu na politykę wewnętrzną poszczególnych państw.
Dotyczy to również problematyki energetycznej, gdyby istniały stabilne warunki w tym regionie, to z Kataru i Iranu poprowadzono by do Europy potężne gazociągi, dzięki czemu Unia Europejska dokonałaby już dawno dywersyfikacji swojego zaopatrzenia. Tym samym nie byłaby uniezależniona od Rosji.
Gdyby nastawienie Brukseli do regionu byłoby inne, część pieniędzy, które zadeklarowali inwestować w USA przywódcy bogatych krajów Zatoki, mogłyby popłynąć do Europy. Dotyczy to również europejskiego sektora obronnego. Stany Zjednoczone tu gdzie mogą odpychają Europę od udziału w zajmowaniu się poważnymi problemami i intratnymi projektami na Bliskim Wschodzie.
Czy widzi Pan szanse dla polskiego biznesu na odbudowę Iranu, czy też innych państw dotkniętych tym konfliktem? Historycznie mieliśmy dobre stosunki z Iranem, żeby tylko wspomnieć czas II wojny światowej i armię gen. Władysława Andersa. Spodziewa się Pan, że wszystko zagarną firmy z USA i Izraela?
Nie widzę tu perspektywy dla Polski, co więcej ostrzegam przed złudzeniami, które tworzyli rządzący, obiecując eldorado polskim przedsiębiorstwom przed interwencją w Iraku 23 lata temu. Przypomnę, że mieliśmy mieć niemalże własną ropę naftową, inwestycje i dostawy. Nie tylko nic z tego nie wyszło, ale i relacje uległy pogorszeniu. Naturalnym powodem ograniczającym możliwości nie tylko dla Polski, będzie zapewne to, że kolejny etap tego konfliktu wiązać się będzie z chaosem, perspektywą wojny domowej i ruchami mniejszości narodowych. Obecnie Kurdowie są wpychani do tego konfliktu, by stanowili ważny element ofensywy lądowej.
Cały Bliski Wschód i północna Afryka łącznie z Izraelem w ubiegłym roku to niecałe 20 mld dolarów obrotów z bardzo niekorzystnym bilansem handlowym dla Polski, ogromnym deficytem generowanym przede wszystkim zakupami ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej (w 2025 r. Polska kupiła ropę za ok. 8 mld dolarów – przyp. red.) oraz LNG w Katarze.
Można zakładać, że sytuacja, którą znaliśmy w krajach Zatoki Perskiej, czyli spokojnego bytu, dobrobytu, planów rozwojowych, cieszenia się parasolem bezpieczeństwa USA i pewną równowagą regionalną, którą Iran jednak zapewniał – mamy już za sobą. Pytanie, jak głębokie będą konsekwencje i czy rząd w Tel Awiwie będzie szedł w stronę budowy zapowiadanego „Wielkiego Izraela od Nilu do Eufratu”? Wspominał o tym ambasador USA w Izraelu. Trzeba pamiętać, że przed islamem na terenie obecnej Arabii Saudyjskiej istniały bardzo silne skupiska ludności żydowskiej, która miała liczące się pozycje w gospodarce i handlu. Zdarzały się nawet przypadki, że były państewka rządzone przez żydowskich królów, istniejące równolegle do podobnych organizmów zarówno pogańskich religii, jak i chrześcijaństwa.
Najbardziej jednak niekorzystne dla polskich i europejskich interesów byłoby obecnie powtórzenie modelu irackiego, wieloletniej destabilizacji i chaosu promieniującego na region i świat.

























































