Trump: "Chiny złamały umowę". Pekin przelicytował?

Na dzień przed wprowadzeniem podwyżki ceł na chiński eksport do USA Donald Trump wyjaśnia, że Chiny "złamały umowę" na finiszu negocjacji, a Pekin zapowiada retorsje. 

Spotkanie prezydenta Trumpa i wicepremiera Liu w Białym Domu w styczniu 2019 r.
Spotkanie prezydenta Trumpa i wicepremiera Liu w Białym Domu w styczniu 2019 r. (fot. Jim Young / Reuters)

Podczas środowego przemówienia na wiecu wyborczym Donald Trump rzucił więcej światła na niedzielną zapowiedź podwyżki ceł na towary sprowadzane z Chin do USA. - Wiecie, dlaczego podnosimy cła? Bo złamali umowę (...) Nie mogą tego robić, więc zapłacą - powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych. Słowa te padły na kilkanaście godzin przed przybyciem do Waszyngtonu wicepremiera Chin Liu He, który odpowiada za negocjacje handlowe z Amerykanami.  

Trump dodał, że "USA nie ustąpią, póki Chiny nie przestaną oszukiwać naszych pracowników i kraść nasze miejsca pracy". "Tak się stanie. W przeciwnym wypadku nie musimy robić z nimi interesów. Możemy wytwarzać produkty tutaj, jeśli będziemy musieli - tak, jak robiliśmy to kiedyś" - mówił. 

Wypowiedzi Trumpa wpisują się w trwającą od kilku dni zaskakującą eskalację napięcia na linii Waszyngton-Pekin. Gdy wydawało się, że negocjacje między stronami nieuchronnie zbliżają się do zawarcia (niesatysfakcjonującego) porozumienia, prezydent USA napisał na Twitterze, że już w piątek zostanie ogłoszona odkładana od początku roku podwyżka taryf na 200 mld dol. importu zza Muru. Zgodnie z pierwotnym planem amerykańskiej administracji cła miały wzrosnąć od 1 stycznia tego roku, ale na skutek "rozejmu z Buenos Aires", a potem postępu w negocjacjach, Waszyngton odsuwał termin ich implementacji.

Co spowodowało gwałtowną zmianę stanowiska Amerykanów? Waszyngton wskazuje, że Chińczycy wykonali woltę na finiszu negocjacji i zdecydowali się na wycofanie z wcześniej uzgodnionych zobowiązań. Reuters podał, powołując się na anonimowe źródła, że Pekin przysłał w piątek do Waszyngtonu depeszę, zawierającą poprawki do liczącego blisko 150 stron projektu umowy. Miała ich do tego skłonić rzekoma słabość Trumpa i gospodarki USA. Źródła "The Wall Street Journal" twierdzą, że takie przekonanie miało po stronie chińskich ekspertów powstać po przeczytaniu wpisów prezydenta Stanów Zjednoczonych na Twitterze, w których Trump starał się wywrzeć presję na Rezerwę Federalną, by ta obniżyła stopy procentowe. Jako że politykę monetarną luzuje się standardowo w obliczu gospodarczych problemów, Chińczycy wywnioskowali, że za Oceanem nie dzieje się najlepiej i jest okazja "przycisnąć" przeciwnika.

Gdyby faktycznie takie argumenty miały zaważyć na tak istotnej decyzji o strategii negocjacyjnej, byłby to pokaz wyjątkowej nieudolności chińskich ekspertów. Amerykańska gospodarka ma się bowiem dobrze - jak pisze Ignacy Morawski z portalu SpotData. Pekin powinien raczej upatrywać szans w skłonności Trumpa do zawarcia umowy korzystnej wizerunkowo, a niekoniecznie faktycznie zmieniającej relacje między dwoma największymi gospodarkami świata. Z drugiej strony los negocjacji i tak mógł być przesądzony, ponieważ w amerykańskim społeczeństwie i klasie politycznej rosną obawy i sprzeciw wobec wzrostu Państwa Środka.

Tym niemniej nagła decyzja o podniesieniu taryf zaskoczyła cały świat. Chińskie giełdy tąpnęły, a Pekin przez kilkanaście godzin nie mógł zebrać się do wygłoszenia jasnej odpowiedzi. Pod znakiem zapytania stanęły zaplanowane na ten tydzień rozmowy w Waszyngtonie. W końcu z Państwa Środka nadeszła odpowiedź - chińska delegacja wybiera się do USA (komunikat w poniedziałek), na jej czele stanie wicepremier Liu (wtorek), ale już nie jak donosi "WSJ" jako specjalny przedstawiciel Xi Jinpinga, ale główny negocjator po stronie ChRL, a w razie podwyżki ceł przez Amerykanów, Chiny "z wielkim żalem będą zmuszone zastosować środki odwetowe" (środa). W czwartek przed południem polskiego czasu chińskie ministerstwo handlu poinformowało, że "Chiny nie ulegną żadnej presji i poczyniły przygotowania do reakcji na wszelkiego rodzaju możliwe wyniki" negocjacji w Waszyngtonie. Mają jednak nadzieję, że Stany Zjednoczone "będą skłonne rozwiązać problemy na drodze dialogu".

Eskalacja amerykańsko-chińskiego konfliktu nie sprzyja wzrostom na światowych giełdach. W czwartek po raz kolejny mocno spadały azjatyckie indeksy. Shanghai Composite stracił niemal 1,5 proc., nieco mniej (-1,4 proc.) zniżkował jego odpowiednik z Shenzhen, a nieco mocniej zrzeszający największe spółki z obu chińskich giełd CSI300 (-1,85 proc.). Jeszcze mocniej spadały wyceny spółek w Hongkongu i Korei Południowej, gdzie Hang Seng idzie o 2,3 proc. w dół, a Kospi zamknął sesję ponad 3 proc. pod kreską. Z kolei japoński Nikkei stracił dziś niespełna 1 proc. Warto również zwrócić uwagę na trwające stopniowe osłabienie chińskiego renminbi - za dolara płaci się już ponad 6,81 juana.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 7 kondek1

I słusznie postąpił Prezydent USA. Chiny w 80% sprzedają badziewie i jeszcze oszukują na finiszu negocjacji. Takie metody stosowano w 18/19 wieku. Myślą, że maja frajerów przed sobą. Takimi metodami zrażą sobie partnerów na całym swiecie.

! Odpowiedz
4 9 1984

Nie rozumiem dlaczego zwolennicy rubla czy juana nazywają dolary "śmieciem". To takie same papierowe waluty oparte tylko i wyłącznie na zaufaniu. Od czasu do czasu pojawiają się bajki o ich oparciu na złocie co ma świadczyć o sile tych walut... T32 własnie mi przejechał po powiece. Autorzy takich pomysłów nie mają pojęcia na czym polega oparcie waluty na złocie. Tak samo z handlem ropą za ruble jest genialny. Już widzę Putina jak uśmiecha się od ucha do ucha bo za baryłkę zamiast 70$ dostaje 4000 rubli. Tych moze sobie nadrukować skolko ugodno...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 10 sel

Powiedział , ten co wszystkie umowy łamie.. na koniec powie że nie będzie płacił niczym za dolary jakie macie.

! Odpowiedz
11 7 sel

A płacić to będą ,ale Amerykanie wyższe ceny za wszystko, dlatego u nich giełdy rosną i ceny na wszystko bo wszystko importują z Chin..

! Odpowiedz
9 7 mooooo

Zaraz zaraz ?? To trump szukał kasy w FED ale nie znalazł i chce przycisnąć Chiny ? Tak to rozumiem z treści artykułu ? Jak nie wiadomo o co chodzi chodzi o kasiore której USA nie maja za to chinole maja az za dużo ?

! Odpowiedz
6 9 karbinadel

A może to jest prawdziwa przyczyna wkurzenia USA? :
https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chiny-zwiekszaja-rezerwy-zlota-7664410.html

! Odpowiedz
6 17 open_mind

Wiadomo że rynki są ściśle kontrolowano manipulowane i prawdopodobnie Trump „zatapia” obecnie giełdy bo FED nie chce się zgodzić na opuszczenie procentu bankowego. W każdym bądź razie jak FED obniży procent to giełdy bez względu na układy z Chinami w magiczny sposób zaczną wzrastać. Tak to działa, niestety świat jest pod kontrolą i nie ma nic wspólnego z realną ekonomią. A jak chcesz wiedzieć to musisz zaglądać pod kurtyny niczym pervert pod spódniczki.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
8 21 open_mind

Poza tym taniej siły roboczej nie przebijesz niczym. My też mieliśmy taką szansę jak chiny ale sprzedaliśmy się zachodowi a oni zainstalowali nam obozy pracy wyzyskowej i zbijają kasę a my zapierd@lamy za jałmużnę.

! Odpowiedz
17 55 jkendy

Tylko my jesteśmy tacy naiwni i importujemy z Chin wszystko co się da nie eksportując wiele.

! Odpowiedz
5 10 antek10

A kto by miał to u nas produkować? Przeciez bezrobocia praktycznie nie ma.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne
SSECOMP 0,49% 2 897,43
2019-08-23 09:02:00
CNY 0,18% 0,5560
2019-08-23

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,9% VII 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 182,43 zł VII 2019
Produkcja przemysłowa rdr -2,7% VI 2019

Znajdź profil