Bez przesady można powiedzieć, że Polacy pokochali suplementy diety zwane parafarmaceutykami. Świadczą o tym rosnące przychody głównych producentów ze sprzedaży, co znajduje odzwierciedlenie w badaniach. – W 2007 r. suplementy diety stały się najszybciej rosnącą częścią rynku farmaceutycznego. W porównaniu z 2006 r. ich sprzedaż wzrosła o ponad 25% i osiągnęła wartość 1,3 mld złotych. W 2008 r. spodziewamy się podobnej dynamiki – mówi Monika Stefańczyk, analityk z firmy badawczej PMR. Wynika z nich, że suplementy najlepiej sprzedają się w czasie przesilenia zimowo-wiosennego, kiedy nasze organizmy wręcz domagają się uzupełnienia niedoborów witamin. – Klienci kupują wówczas przede wszystkim magnez i witaminę C. Dodatkowo, w weekendy najlepiej schodzą wszelkiego rodzaju preparaty zawierające taurynę i kofeinę – wylicza Adam Jabłoński z sieci marketów Bomi.

I właśnie dzięki takim sklepom producenci suplementów diety mogą mnożyć swoje zyski. – Pomysł na sukces opiera się na prostym założeniu. Jeśli sprzedamy te minerały w formie tabletek, proszków czy kapsułek – a więc przypominającej leki – i dołączymy do tego fachowy komentarz, to klienci to kupią – mówi Agnieszka Łuczyńska z Wydziału Farmacji Université Louis-Pasteur w Strasburgu.
Wiele z osób zastanawia się, czy suplementy nie szkodzą? – Na pewno nie, jeśli są stosowane zgodnie z instrukcją znajdującą się na opakowaniu. Trzeba jednak pamiętać, że z samej nazwy preparatu wynika, że jest to tylko uzupełnienie diety zdrowego człowieka. Nie każdy minerał czy witamina jest nam w danym momencie potrzebna. Dlatego kupujmy je z głową – dodaje Łuczyńska.
Tubki i saszetki z suplementami są częścią polskiego krajobrazu handlowego od wielu lat, jednak prawdziwy boom sprzedażowy zbiegł się z wejściem Polski do UE w 2004 r. Unijne prawodawstwo przewiduje bowiem, że te suplementy diety, które nie są farmaceutykami, nie muszą przechodzić rejestracji w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, co ze względu na konieczność potwierdzenia działania terapeutycznego trwać może nawet kilkanaście miesięcy. Suplementom wystarczy zatwierdzenie przez Główny Inspektorat Sanitarny, a to zajmuje kilka dni, gdyż wystarczy, że środek jest dostępny w jednym krajów Unii Europejskiej.

Najlepiej wśród parafarmaceutyków sprzedaje się magnez i witamina C oraz wszelkiego rodzaju substancje odchudzające. Najczęściej zawierają one L-karnitynę. Swoją popularność L-karnityna zawdzięcza przede wszystkim temu, że odgrywa istotną rolę w metabolizmie kwasów tłuszczowych. Z medycznego punktu widzenia wygląda to tak, że karnityna wiąże kwasy tłuszczowe i wprzęga je w procesy energetyczne. Tłuszcz spalany jest mitochondriach, które otula szczelna błona biologiczna – błona mitochondrialna, która jest nieprzepuszczalna dla cząsteczek o dużej masie, takich jak kwasy tłuszczów. Stosowanie L-karnityny przyśpiesza proces odchudzania, przy czym jej obecność, zapobiega efektowi jo-jo i chroni przed kłopotami związanymi z nagłym ubytkiem wagi. Obok L-karnityny dużą karierę wśród suplementów robi także chrom. Odpowiedni poziom tego pierwiastka w ustroju zapobiega wahaniom cukru, które wywołują niekontrolowane napady głodu. Chrom wchodzi w skład tzw. czynnika tolerancji glukozy, czyli pomaga insulinie transportować do komórek zawartą we krwi glukozę, gdzie jest ona spalana i zamieniana w energię. Zażywanie chromu reguluję poziom cukru we krwi. Dzięki temu znikają napędy niepohamowanego głodu, a niektórym osobom całkowicie mija ochota na słodycze. Niewłaściwa dieta może doprowadzić do niedoborów tego pierwiastka. Przypuszcza się, że deficyt chromu może być jednym z czynników ryzyka cukrzycy i niedokrwiennej choroby serca.
tekst:Anna Jabłońska



























































