Nie powiodła się próba wzięcia z marszu historycznego szczytu z początku miesiąca. S&P500 spadł w ostatniej godzinie handlu, przy stosunkowo niskich obrotach i całkiem przyzwoitej głębokości rynku.


W trakcie dnia S&P500 sięgnął nawet 2.114,80 punktów, zbliżając się na zaledwie trzy punkty do rekordowego kursu zamknięcia z pierwszej sesji marca. Nieudany atak na szczyt wszech czasów sprawił, że amerykańskie indeksy w ostatniej godzinie handlu zabarwiły się na czerwono. Dow Jones stracił 0,06%, S&P500 0,19%, a Nasdaq 0,31%. Ten ostatni utrzymał się powyżej bariery 5.000 punktów – wyżej niż obecnie był tylko przez trzy sesji w całej historii.
Na kosmetycznym plusie poniedziałkową sesję zakończył NYSE Composite, czyli najliczebniejszy indeks giełdowy w Stanach Zjednoczonych. Tyle że akurat ten indeks od lipca 2014 roku porusza się w trendzie bocznym, nie radząc sobie z poprawianiem historycznych rekordów.
Jednak w poniedziałek to szeroki rynek radził sobie lepiej od blue chipów. Wśród spółek notowanych na nowojorskiej giełdzie (NYSE) wzrost zaliczyły 1.764 walory, a stratę 1.266. Nie dopisały za to obroty – łączny dzienny wolumen na amerykańskich giełdach wyniósł 5,42 mln wobec marcowej średniej rzędu 6,86 mln.
Znamienna była liczba spółek, których notowania wyznaczyły roczne maksima – w S&P500 takich walorów było aż 62 (12,4% całego indeksu). Tylko jedna osiągnęła roczne minimum notowań. W przypadku indeksu Nasdaq Composite liczby te wyniosły odpowiednio 153 i 34.
Krzysztof Kolany



























































