Merkel i Sarkozy podczas spotkania w Berlinie, na którym rozmawiano o pomocy dla Grecji. 17 czerwca 2011, foto PAP/EPA Ferdinand Ostrop/POOL
Określenie Nicolasa Sarkozy'ego mianem zwolennika rynkowych rozwiązań byłoby dużym nadużyciem. Lata walki z kryzysem pokazały, że obecny szef francuskiego rządu ma skłonności do szkodliwych rozwiązań.
Sarkozy lansował pomysł przekształcenia funduszy pomocowych w bank, który miałby nieograniczone możliwości zadłużania się Europejskim Banku Centralnym. Tym sposobem europejscy politycy zdobyliby narzędzie do finansowania długu publicznego inflacją właściwie bez większych ograniczeń. Szczęśliwie dla strefy euro Angela Merkel utemperowała zapędy Sarkozy'ego.
W dodatku francuski prezydent był głównym animatorem wprowadzenia podatku od transakcji giełdowych. Na szczęście pomysł na razie został zarzucony, lecz jeżeli w unijnej kasie zacznie brakować pieniędzy na pomoc kolejnym państwom, idea opodatkowania spekulantów zostanie zapewne odkurzona.
Po rządami Sarkozy'ego francuska gospodarka prezentuje się mizernie. Produkt krajowy brutto rośnie w żółwim tempie. W dodatku od początku roku przybywa bezrobotnych. Wskaźniki koniunktury w usługach i przemyśle pokazują depresyjne nastroje przedsiębiorstw, co nie rokuje zbyt dobrze dla perspektyw gospodarki.
Francuski styl
Panuje powszechne przekonanie, że w tandemie Merkel i Sarkozy więcej do powiedzenia ma niemiecka kanclerz. Jednak pozory mogą mylić, gdyż walka z kryzysem jest prowadzona w sposób dyktowany przez Paryż.
Przed powstaniem strefy euro Niemcy byli znani z silnej marki i restrykcyjnej polityki pieniężnej. W powojennej Europie permanentnej inflacji niemiecki pieniądz był tym, który najmniej tracił na wartości. Silna marka była fundamentem cudu gospodarczego nad Renem. Odmiennie sytuacja wyglądała we Francji, gdzie jeszcze na początku lat dziewięćdziesiątych bank centralny finansował dług publiczny inflacyjnym dodrukiem pieniądza.
Walka z kryzysem finansów publicznych jest prowadzona we francuskim stylu. Nie ma drastycznej redukcji deficytów proponowanej na początku przez Berlin, lecz jest pośredni dodruk pieniądza przez Europejski Bank Centralny postulowany przez Paryż. Za takim rozwiązaniem najsilniej optował właśnie Sarkozy.
Sprawdzony Sarkozy
Sondaże publikowane w przedwyborczym tygodniu pokazały, że Francois Hollande może pokonać Nicolasa Sarkozy'ego. Wiadomości szybko znalazły przełożenie na rynki finansowe, gdyż aukcja francuskich obligacji zakończyła się niepełnym sukcesem. Ponadto instrumenty credit default swap, ilustrujące zaufanie inwestorów do państwa, powędrowały do najwyższego poziomu od trzech miesięcy, zdradzając zaniepokojenie rynku.
Sarkozy jest sprawdzonym politykiem, który od początku kryzysu realizował politykę leczenia problemów inflacją zamiast bankructwami. Takie rozwiązanie jest korzystne dla największych uczestników rynków finansowych, nie można jednak powiedzieć, że sprzyja wzrostowi gospodarki i dobrobytu w długim terminie. Demokratycznych polityków nie interesuje jednak odległa perspektywa w myśl keynesistowskiej zasady „w długim okresie wszyscy będziemy martwi”.
Nieprzewidywalny Hollande
Natomiast Hollande wydaje się nieprzewidywalny. Kandydat socjalistów, podobnie jak Sarkozy, jest przeciwnikiem wolnorynkowych rozwiązań. Jest jednak bardziej radykalny w przedstawianiu socjalistycznych postulatów. Ignoruje jednocześnie fakt, że były one jednymi z najistotniejszych czynników odpowiedzialnych za kryzys.
Hollande proponuje nałożenie dodatkowych podatków na przedsiębiorstwa, co będzie dodatkowo tłumiło potencjał gospodarki pogrążonej obecnie w stagnacji. Popiera opodatkowanie banków oraz najlepiej usytuowanych obywateli. Stawka dla zarabiających ponad milion euro ma wzrosnąć do 75 proc. Ponadto kandydat socjalistów zamierza zwiększyć troskę o pracowników, mimo że w sąsiedniej Hiszpanii taka polityka zapewniła najwyższe bezrobocie w Unii Europejskiej. W dodatku Hollande chce obniżyć wiek emerytalny do 60 lat.
Tylko złe rozwiązania
Sarkozy'ego i Hollande'a łączy antyrynkowe nastawienie, które jest jednak większe w przypadku kandydata socjalistów. Zatem przeregulowana gospodarka niezależnie od wyników wyborów nie zostanie uwolniona. Jednocześnie silna francuska tradycja inflacjonizmu sprawia, że walka z europejskim kryzysem będzie prowadzona przy wykorzystaniu EBC drukującego świeże euro.
Wybory we Francji niewiele zmienią w europejskim krajobrazie. Ewentualne zwycięstwo Hollande'a będzie oznaczać jedynie trochę więcej antyrynkowej retoryki. Natomiast Sarkozy pokazał przez ostatnie lata, że nie jest reformatorem. Na zmianę modelu walki z kryzysem, a także większe urynkowienie unijnej gospodarki, nie należy zatem liczyć.
Piotr Lonczak, analityk Bankier.pl
























































