REKLAMA

Polski Ład nie przyniesie nam dobrobytu

Krzysztof Kolany2021-05-24 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-05-24 06:00
Polski Ład nie przyniesie nam dobrobytu
Polski Ład nie przyniesie nam dobrobytu
/ PiS

Bazujący na redystrybucji dochodów, promocji konsumpcji kosztem oszczędności i zwiększeniu roli państwa w życiu obywateli Polski Ład nie jest czymś, co pomoże nam osiągnąć dobrobyt. Warto oddzielić warstwę propagandową od faktycznych założeń programu wyborczego obozu władzy.

Długo zapowiadany i przekładany „Polski Ład” okazał się programem stricte politycznym, a nie rządową strategią makroekonomiczną. Jest to zasadniczo zbiór postulatów i zamierzeń koalicji rządzącej mający na celu skonsolidowanie elektoratu i zmaksymalizowania poparcia przed następnymi wyborami parlamentarnymi. I nie ma w tym nic złego – każde ugrupowanie polityczne powinno wyjść do wyborców z konkretną ofertą. Nie jest to natomiast oczekiwana przez niektórych nowa strategia rządowa, będąca następcą w większości niezrealizowanej Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju sprzed 5 lat.

O ile w ramach SOR ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki dużo mówił o oszczędnościach, inwestycjach, kapitale, innowacjach, przedsiębiorstwach i przemyśle, tak w „Nowym Ładzie” chodzi już w zasadzie tylko o redystrybucję dochodu i budowę archaicznego państwa opiekuńczego znanego z XX wieku. Czyli odebrania pieniędzy lepiej zarabiającym i rozdania ich tym, którzy zarabiają mniej. To agenda skrojona pod określoną grupę wyborców, których niespecjalnie interesują takie rzeczy jak stopa inwestycji, PKB czy innowacyjna gospodarka.

Powiedzmy to sobie jasno i wyraźnie: Polski Ład jest programem jednoznacznie etatystycznym, opartym o wzrost roli państwa i wymuszoną redystrybucję dochodu w społeczeństwie. Jest to program w swym duchu antywolnościowy i antyrynkowy. Jego twórcy wyznają zasadę, że tylko państwo (czyli urzędnicy i politycy) są w stanie poprawić los narodu. Stąd zresztą odwołanie do „Nowego Ładu” z lat 30. XX wieku, który miał być odpowiedzią na Wielki Kryzys, a zamiast tego tylko go przedłużył i doprowadził do niespotykanej wcześniej w USA ingerencji państwa w gospodarkę.

– Historia światowych kryzysów uczy jednego. W niepewnym czasie to państwo musi wyjść z inicjatywą i wziąć na siebie odpowiedzialność. Tak było w latach 30. XX wieku, kiedy w odpowiedzi na Wielki Kryzys powstał New Deal. Tak było po wojnie, kiedy Europa odbudowała się dzięki Planowi Marshalla. Tak musi być i teraz – czytamy we wstępie do „Polskiego Ładu”.

Tyle że to nie jest prawdziwa historia, tylko jej wypaczona i nieprawdziwa wersja, w której to politycy i urzędnicy w pocie i znoju „obudowują” gospodarkę, wiedząc wszystko najlepiej. Podobnie jak 90 lat temu to nie krach na Wall Street zniszczył gospodarkę USA, tak samo teraz to nie pandemia COVID-19 doprowadziła do najsilniejszej recesji po II wojnie światowej. W obu przypadkach za załamanie gospodarcze i nieszczęścia ludzi odpowiadają arbitralne decyzje polityków, które cykliczny kryzys zamieniły w ekonomiczną depresję.

Podatki i Socjał

PiS-owski Polski Ład można podzielić na dwie części. Pierwsza jest listą życzeń i zapowiedzią podjęcia mniej lub bardziej niepotrzebnych działań mających sprawić, ażeby ludziom „było lepiej”. Mamy więc całą wyliczankę tego, co rząd poprawi w państwowym systemie medycznym, który w 2020 roku wygenerował najwyższą w Unii Europejskiej liczbę nadmiarowych zgonów w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców. Mamy propozycje kolejnych zasiłków na nowo narodzone dzieci. Mamy obszerny (i bardzo kosztowny) program dotowania budownictwa mieszkaniowego, mogący podgrzać i tak już rozgrzany do czerwoności rynek nieruchomości. Mamy też całą listę wielkich rządowych inwestycji infrastrukturalnych, z których większość i tak była już rozpisana we wcześniejszych planach i strategiach. Do tego liczne i na ogół kosmetyczne poprawki w kontrolowanym przez rząd systemie edukacji i kultury. Aby było miło i „postępowo,” jest też rozdział o „czystej energii” (czyli o nieuchronnej już transformacji energetycznej) oraz niezbyt istotne ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw.

Aby zrealizować to wszystko, twórcy Polskiego Ładu zamierzają utworzyć kolejnych 15 agend rządowych. Dodając do tego 36 nowych jednostek sektora finansów publicznych utworzonych od 2016 roku, otrzymujmy ponad 50 rozmaitych funduszy będących poza kontrolą parlamentu i opinii publicznej, wydających dziesiątki miliardów złotych według niejasnych i uznaniowych kryteriów.

Rozbicie finansów publicznych na dziesiątki pozabudżetowych funduszy z reguły służy jedynie zamaskowaniu prawdziwej wielkości deficytu fiskalnego, centralizacji państwa i transferze zasobów do osób wyposażonych w partyjne koneksje i sprzyjających władzy (obojętnie tej czy kolejnej). To klasyczny przykład budowy „republiki kolesiów” znanej nam z PRL-u czy przysłowiowych „republik bananowych”.

Podatkowa nierewolucja

Jednakże znacznie istotniejszym i bardziej konkretnym obszarem postulowanych zmian są podatki. Mamy tu trzy główne propozycje. Pierwszą jest blisko 10-krotna podwyżka kwoty wolnej od podatku PIT, która ma wzrosnąć do 30 000 złotych. Co ważne, kwota ta ma być uniwersalna i niezależna od osiąganych zarobków. To zmiana bardzo długo oczekiwana i jednoznacznie pozytywna. Na łamach Bankier.pl wielokrotnie podnosiliśmy temat braku podwyżki (a w zasadzie waloryzacji) skandalicznie niskiej kwoty wolnej, ustanowionej znacznie poniżej minimum egzystencji. Jest to także wciąż niezrealizowana obietnica wyborcza prezydenta Andrzeja Dudy.

Drugą ważną zapowiedzią jest podniesienie drugiego progu podatkowego z 85,5 tys. do 120 tys. Próg ten nie był zmieniany od 14 lat i w rezultacie nie przystaje do współczesnych realiów. "Zamrożenie" tego progu sprawiło, że dziś w 32-procentowy PIT wpadają pracownicy zarabiający nieco ponad średnią krajową. Także to należy uznać za ruch w dobrym kierunku. Jest to jednak zmiana już mocno spóźniona i powinna była być zrealizowana już lata temu.

Na tym pozytywne zmiany w zasadzie się kończą. Co więcej, propozycje zawarte w „Polskim Ładzie” w żaden sposób nie adresują najważniejszego w mojej ocenie problemu, jakim jest horrendalnie wysokie opodatkowanie pracy wynikające z wysokich „składek na ubezpieczenia społeczne”. Będące parapodatkiem „składki” na ZUS (emerytalna, rentowa, wypadkowa, chorobowa) w połączeniu z daniną na Fundusz Pracy stanowią aż 34,09% wynagrodzenia brutto pracownika. Po doliczeniu podatku PIT i składki zdrowotnej daje to klin podatkowy w wysokości ok. 40%.

Zatem w sensie ekonomicznym pracownik oddaje państwu mniej więcej 40% tego, co zarobił. Co ciekawe, opodatkowanie pracy na etacie jest w Polsce praktycznie liniowe – otrzymujący płacę minimalną (obecnie 2 800 zł brutto) płaci miesięcznie 1 311,77 zł przymusowych składek i podatków, co stanowi 38,9% kosztu jego pracy (tzw. dużego brutto, czyli kwoty brutto powiększonej o składki formalnie opłacane przez pracodawcę). Dla pracownika mającego na umowie kwotę 13 000 zł brutto klin podatkowy wynosi 44,7%. Parametr ten stopniowo i nieznacznie maleje przy jeszcze wyższych przychodach uzyskiwanych z umowy o pracę.

„Nowy Ład nie wprowadza tu rewolucji. Po zmianach klin podatkowy dla najniższych wynagrodzeń zmniejszy się do 34,8%, czyli o  4,1 pkt. proc. To redukcja opodatkowania pracy o ok. 10,5%. Oczywiście to krok w dobrą stronę, ale nie jest to zmiana fundamentalna. Dlaczego jednak 10-krotne zwiększenie kwoty wolnej będzie miało stosunkowo niewielki wpływ na łączne opodatkowanie pracy?

Ano dlatego, że rząd jedną ręką obniża podatek PIT, a drugą ręką go podnosi, wprowadzając de facto nowy podatek. Chodzi o bardzo ważną zmianę w sposobie naliczania 9-procentowej składki zdrowotnej. Obecnie 7,75 pkt. z tej daniny jest odliczana od podatku PIT, przez co dla większości etatowców jest ona praktycznie niezauważalna. Ale rząd chce, aby CAŁA składka zdrowotna przestała być potrącana od zaliczki na PIT. W praktyce oznacza to podniesienie stawek PIT o 7,75 pkt. proc. A więc zamiast 17% i 32% po zmianach będziemy mieć stawki w wysokości 24,75% i 39,75%. W efekcie w Polsce obowiązywałaby jedna z najwyższych dolnych stawek PIT-u w Europie.

Zmiana kalkulacji składki zdrowotnej najmocniej uderzy w samozatrudnionych i przedsiębiorców, którzy obecnie w większości rozliczają się z ZUS-em, płacąc składki od 60% przeciętnego wynagrodzenia brutto niezależnie od osiąganych dochodów. W 2021 roku składka zdrowotna wynosi więc 381,81 zł miesięcznie. Po zmianach będzie wynosiła 9% dochodu osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą. Czyli jeśli ktoś wyciągnie np. 10 000 zł w miesiąc, to zapłaci 900 zł na NFZ. W praktyce oznacza to podniesienie stawki opodatkowania jednoosobowych działalności gospodarczych z 19% do 27%. Jest to więc podwyżka o 42%.

Rząd deklaruje, że zmiany będą pozytywne lub neutralne dla zdecydowanej większości podatników. Zyskać mają wszyscy, którzy zarabiają mniej niż 6,5 tys. zł brutto. To akurat nie do końca się zgadza, ponieważ obliczenia rządowych ekspertów abstrahują od istniejących ulg podatkowych (na dzieci, autorskich kosztów uzyskania przychodu, etc.). Ale istotne korzyści odniosą tylko dwie grupy społeczne: osoby zarabiające w okolicach pensji minimalnej oraz większość emerytów. Najwięcej stracą przedsiębiorcy, spora część samozatrudnionych oraz etatowcy zarabiający powyżej 12 500 zł brutto. Pracownicy wyciągający w granicach 70-130 tys. rocznie mają otrzymać specjalną ulgę podatkową, która ma im zrekompensować straty poniesione na podwyższeniu składki zdrowotnej. Niezależnie od intencji taka ulga jeszcze bardziej skomplikuje i tak już nadmiernie skomplikowany system naliczania podatku od pracy.

Jest tu jeszcze (przynajmniej) jeden haczyk. Otóż podniesienie kwoty wolnej jest jednorazowe. Znaczy to tyle, że wraz z inflacją i nominalnym wzrostem płac jej znaczenie będzie malało w następnych latach – bo nikt nie mówi o corocznej waloryzacji kwoty wolnej choćby o inflację CPI. Natomiast obciążenie 9-procentową składką zdrowotną będzie nominalnie rosło wraz ze wzrostem wynagrodzeń i spadkiem siły nabywczej pieniądza.

Kontrofensywa podatników

Przewidując wpływ zmian w podatkach, rządowi planiści jak zwykle nie biorą pod uwagę tego, że podatnicy będą się bronić przed wzrostem obciążeń fiskalnych. Z punktu widzenia lepiej zarabiających etatowców praktycznie zniknie zachęta do przechodzenia na działalność gospodarczą oraz na umowę-zlecenie (które mają być w pełni ozusowane – to kolejna niekorzystna dla podatników zmiana w Polskim Ładzie). Natomiast przedsiębiorcy i pracujący „na swoim” przedstawiciele wolnych zawodów zapewne skłonią się ku zmianie formy prawnej prowadzonej działalności.

Dla wielu będzie to decydujący impuls skłaniający do zastąpienia bardzo ryzykownej formy JDG (gdzie przedsiębiorca odpowiada całym swoim prywatnym majątkiem za zobowiązania firmy) na spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. To ruch tym bardziej kuszący, że obecna władza istotnie obniżyła opodatkowanie tzw. małych podatników. Dzięki temu stawka podatku CIT dla spółek o przychodach nieprzekraczających 1,2 mln euro wynosi 9%. W ten sposób efektywne teoretyczne (piszę teoretyczne, ponieważ istnieją setki mniej lub bardziej legalnych sposób na bezpodatkowe wyciągnięcie pieniędzy z własnej spółki) opodatkowanie dochodów (CIT+ podatek Belki od dywidendy) ze spółki z o.o. wyniesie 26,3% wobec 28% w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej opodatkowanej liniowo (lub 26% na zasadach ogólnych). Pojawiły się też propozycje zmiany jurysdykcji podatkowej, choć akurat zdaniem ministra Kościńskiego przeniesienie firmy do Czech nie przyniesie korzyści podatkowych.

Makroefekty Polskiego Ładu

Przedstawione powyżej efekty dotyczą jednostek. Spójrzmy teraz na sprawy z punktu widzenia makroekonomicznego. Autorzy Polskiego Ładu oszacowali jego łączne koszty na 651,6 mld zł w latach 2021-30, czyli 72,4 mld zł średniorocznie. Podniesienie kwoty wolnej przy równoczesnym wyodrębnieniu składki zdrowotnej jako osobnego podatku oznacza transfer dochodów podatkowych od budżetu państwa do Narodowego Funduszu Zdrowia. Zwiększy się więc pula pieniędzy na państwowy sektor medyczny, ale też wzrośnie deficyt budżetu państwa oraz dług publiczny.

Generalnie Polski Ład jest więc programem stymulacji fiskalnej. Rząd pożyczy więcej pieniędzy i wpompuje je do gospodarki. Ekonomiści Banku Pekao oszacowali skalę tej stymulacji na ok. 0,3-0,4% PKB, co nie jest wartością szczególnie dużą. Bardziej istotne są skutki redystrybucji dochodu, jaka założona jest w Nowym Ładzie.

Przede wszystkim dochód ma przepłynąć od osób średnio i dobrze zarabiających do ludzi o najniższych dochodach. Jako grupa społeczna najwięcej na zmianach skorzystają emeryci, których dochód do dyspozycji wzrośnie o 11,3 mld zł. Stracą dobrze zarabiający etatowcy i prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą – czyli w dużym uproszczeniu polska klasa średnia. Dla przeważającej większości pracowników zmiany będą praktycznie nieodczuwalne. Istotne zwiększenie dochodów odnotują jedynie zarabiający płacę minimalną (zakładając jej dalszy wzrost w następnych latach przy stałej kwocie wolnej).

- Takie zmiany będą oddziaływały w kierunku wzrostu konsumpcji, gdyż osoby z niższych grup dochodowych charakteryzują się niższą skłonnością do oszczędzania i wyższą skłonnością do konsumpcji niż osoby z wyższych grup dochodowych - napisano w raporcie ekonomistów Credit Agricole.

W rezultacie jest to program nastawiony na zwiększenie konsumpcji kosztem oszczędności. Wiadomo bowiem, że ludzie o najniższych zarobkach przeznaczają na konsumpcję znacznie większą część dochodu niż gospodarstwa domowe o najwyższych dochodach. W skali makro uzyskujemy więc efekt kolejnego podbicia konsumpcji. Piszę kolejnego, ponieważ od 2016 roku mamy do czynienia z zwiększaniem transferów socjalnych (500+, 13. i 14. emerytura, etc.), któremu towarzyszy malejąca stopa inwestycji w polskiej gospodarce.

- Efektem będzie zatem spadek stopy oszczędności sektora gospodarstw domowych i zwiększenie konsumpcji prywatnej. Pierwszy element zapewne znajdzie odzwierciedlenie w ceteris paribus mniejszych napływach środków na rynki aktywów i rynek nieruchomości, aczkolwiek trudno tu mówić o większym niż subtelny efekcie - ocenili ekonomiści Banku Pekao.

Po wdrożeniu Polskiego Ładu efekt ten prawdopodobnie się nasili. Szczególnie niebezpieczne wydaje się uderzenie w skłonność do oszczędności (ostatnio potęgowane prawie zerowymi stopami procentowymi w NBP), co na dłuższą metę podkopuje możliwości inwestycyjne polskich przedsiębiorców. To bowiem od stopy oszczędności zależy stopa inwestycji, a nie odwrotnie. Dodatkowo ogromna niepewność regulacyjna (ciągłe zmiany prawa, wprowadzanie nowych podatków sektorowych, lockdowny, kontrole i inspekcje, itp) i tak już zredukowała skłonność do inwestycji. Uderzenie w mały biznes zapewne dodatkowo ją obniży.

A to doprowadzi do obniżenia przyszłego potencjału produkcyjnego polskiej gospodarki i w konsekwencji do spowolnienia dynamiki produktywności. W zderzeniu ze zwiększeniem popytu konsumpcyjnego skutkiem będzie większa presja na wzrost cen i w konsekwencji wyższa inflacja CPI. Ryzyko to jest tym większe, że obecna większość w Radzie Polityki Pieniężnej konsekwentnie wyklucza podjęcie jakiejkolwiek próby normalizacji polityki pieniężnej nawet w obliczu inflacji trwale przekraczającej cel inflacyjny NBP.

Jest to więc wejście raczej na ścieżkę „wzrostu śródziemnomorskiego” niż azjatyckiego. Uważam, że polityka wymuszonej redystrybucji dochodu od przedsiębiorców do biernych zawodowo (np. emerytów) i najniżej opłacanych pracowników nie może zapewnić trwałego rozwoju gospodarczego. To polityka demotywująca ludzi do wysiłku, edukacji, cięższej pracy i podejmowania ryzyka gospodarczego. Premiuje za to postawę bierną, roszczeniową i preferująca inwestycje państwowe o wątpliwej stopie zwrotu ponad projekty realizowane przez sektor prywatny. To program zastępowania wolnej i indywidualnej inicjatywy państwowymi funduszami i agencjami sterowanymi przez politycznie mianowanych urzędników.

Jest to więc etatystyczny i socjalistyczny program wpychający Polskę w pułapkę średniego (albo nawet niskiego) dochodu, z której to przecież mieliśmy się wyrwać dzięki „planowi Morawieckiego”. Jeszcze żadnemu krajowi nie udało się wzbogacić dzięki wysokim podatkom i transferom socjalnym. A jeśli historia gospodarcza ostatnich 300 lat ma nas czegoś nauczyć, to tylko tego, że bogactwo i wzrost gospodarczy bierze się z pracy, oszczędności i swobody działania prywatnej przedsiębiorczości. A do tego potrzebujemy możliwie niskich podatków premiujących pracę zamiast życia na zasiłku, stabilnego i maksymalnie nieingerującego w gospodarkę prawa oraz prywatnych inwestycji pozwalających na zwiększenie produktywności gospodarki jako całości. To jedyna sprawdzona recepta na dobrobyt.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Konto Przekorzystne z premią do 300 zł

Advertisement

Komentarze (101)

dodaj komentarz
bha
Dobrobyt ogółu bierze się w dużej mierze z sumiennej, wydajnej fachowej i profesjonalnej pracy innych osób, a nie z żerowania latami najtaniej jak się tylko da i uda na ich pracy.
jas2
Dobrobyt bierze się z pracy a częściowo też z przypadku, szczęścia.
Dotyczy to zarówno pojedynczego człowieka jak i całego narodu.
ermann
Polski Ład czyt. = Poliński Łagier
bha
Nic nie przyniesie dobrobytu jak nie będzie uczciwych i godnych zarobków dla większości, a nie tylko % garstki na samej Górze.
itso_argumentum_ad_ignorantiam
Redystrybucja
(3) redystrybucja ciągła – zasada niwelowania skrajności – Podejmowanie działań przez państwo w zakresie zapewniania dostępu do dóbr podstawowych jak i regulowaniu dochodu do potrzeb danego człowieka. Zakłada, że występowanie jednostek o niskich, niekonkurencyjnych możliwościach nie powinno przekładać
Redystrybucja
(3) redystrybucja ciągła – zasada niwelowania skrajności – Podejmowanie działań przez państwo w zakresie zapewniania dostępu do dóbr podstawowych jak i regulowaniu dochodu do potrzeb danego człowieka. Zakłada, że występowanie jednostek o niskich, niekonkurencyjnych możliwościach nie powinno przekładać się na ich ubóstwo a podmiotów wysoce konkurencyjnych na "przesadne" bogactwo.
(4) redystrybucja totalna – zasada równego statusu – Redystrybucja jest ciągła i całkowita. Status materialny jednostki nie jest związany z posiadanymi możliwościami i jej pracą. Zakłada, że występowanie różnic w możliwościach nie powinno przekładać się na różnice w dochodach, inną wersją jest hasło "Od każdego według jego zdolności, każdemu według potrzeb" rozpropagowane przez Karola Marksa. Stanowi podstawę doktryny komunizmu.

źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Redystrybucja
itso_argumentum_ad_ignorantiam
''których niespecjalnie interesują takie rzeczy jak stopa inwestycji, PKB czy innowacyjna gospodarka.'' - o zgrozo! ten który ma mniej pieniędzy liczy je 2x więcej niż bogaty
itso_argumentum_ad_ignorantiam
''Polski Ład jest programem jednoznacznie etatystycznym, opartym o wzrost roli państwa i wymuszoną redystrybucję dochodu w społeczeństwie.'' nic się nie zmieniło poza zmianą procentów w podatkach a tu taki wniosek hmm ciekawe w jakim kraju autor żył do tej pory
itso_argumentum_ad_ignorantiam
''Jest to program w swym duchu antywolnościowy i antyrynkowy.'' - podwyżki płac 18mln ludzi to lepsza redystrybucja finansów w gospodarce zarobią wszyscy i biedni i bogaci a nie tacy co kolekcjonują pieniądze dla własnej satysfakcji wszyscy jedziemy na tym samym wózku czy si podoba czy nie a przed nami wspólna ''Jest to program w swym duchu antywolnościowy i antyrynkowy.'' - podwyżki płac 18mln ludzi to lepsza redystrybucja finansów w gospodarce zarobią wszyscy i biedni i bogaci a nie tacy co kolekcjonują pieniądze dla własnej satysfakcji wszyscy jedziemy na tym samym wózku czy si podoba czy nie a przed nami wspólna wyprawa im więcej nas dotrze na szczyt tym większy sukces wiec trzeba zadbać o mniej zarabiających
itso_argumentum_ad_ignorantiam odpowiada itso_argumentum_ad_ignorantiam
lepsza dystrybucja finansów w gospodarce bardziej rozproszona jak to moze być antyrynkowe wyjaśnij mi

Powiązane: Polski Ład

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki