Kryzys na Cyprze był wielowątkowy charakter. Jednym z wątków była chęć zlikwidowania rosyjskiego przyczółka do wykupywania kluczowych europejskich przedsiębiorstw. Eksperyment się udał, więc przyszła pora na londyńskie City.
![]() | » Kto będzie następnym Cyprem? |
Rosja nie jest członkiem Unii Europejskiej, dlatego nie może korzystać z dobrodziejstw wspólnego rynku, jakim jest swobodny przepływ kapitału. Natomiast Rosjanie, aby realizować swoje cele – o charakterze biznesowym, ale również politycznym – potrzebują dostępu do europejskiego rynku. Wrotami prowadzącymi do Unii Europejskiej, a zwłaszcza do przecenionych w wyniku kryzysu ostatnich lat kluczowych branż gospodarek Starego Kontynentu, był Cypr.
Rosjanie chętnie korzystali z liberalnego podejścia Nikozji do rejestracji firm. Dzięki temu uzyskiwali możliwość operowania w unijnym kraju, który dodatkowo był członkiem strefy euro. Wschodni oligarchowie wyposażeni w pieniądze pochodzące z handlu gazem i ropą, których ceny napompowała amerykańska Rezerwa Federalna, mieli narzędzie służące do zamiany dolara na europejskie aktywa.
Cypryjski przyczółek upadł jako pierwszy
Politycy w Nikozji żyli w przekonaniu, że zdołali ograć największych europejskich graczy. Po czasie okazało się jednak, że to najważniejsze europejskie stolice dyktują warunki, a Cypr nie dostał wsparcia od Rosjan, na co mocno tam liczono. Moskwa widocznie nie miała już nadziei na uratowanie Nikozji.
![]() | » Cypryjski raj podatkowy – czyściec dla portfeli, piekło dla Europy |
Ostatecznie kraje strefy euro, narażając się na olbrzymie koszty wizerunkowe, postanowiły zlikwidować rosyjski przyczółek. Dzięki temu osiągnęły dwie korzyści. Pierwszą jest oszczędność na wydatkach związanych z ratowaniem cypryjskich banków, lecz ważniejsza jest druga – zabezpieczenie kluczowych europejskich biznesów przed zakusami rosyjskich oligarchów, realizujących interesy Moskwy.
Teraz pora na londyńskie City
Brytyjski nadzór coraz mocniej bierze pod lupę zagraniczne spółki notowane na londyńskiej giełdzie. Te spółki pojawiły się na brytyjskim parkiecie ze względu na bańkę inwestycyjną na surowcach, wywołaną przez kluczowe banki centralne z Rezerwą Federalną na czele.
Teraz obecność rosyjskich oligarchów jest coraz bardziej irytująca dla inwestorów, gdyż nie przestrzegają oni podstawowych zasad ładu korporacyjnego, traktując spółki publiczne jak prywatną własność. Jednak istotniejsze jest to, że ekspansja wschodnich biznesmenów, którzy ze względu na portfele napchane gotówką pochodzącą z surowcowej bańki nie są krępowani przez rynkowe ceny, coraz mocniej zagraża brytyjskim interesom.
Prace w tym kierunku już się zaczęły, a ich pierwsze rezultaty będą niedługo widoczne. Pigułka będzie gorzka do przełknięcia, gdyż według obliczeń agencji Bloomberg w zeszłym roku 65 proc. wartości IPO (8,1 mld dolarów) dotyczyło spółek zagranicznych.
![]() | » Cypr: demokracja okradziona ze złudzeń |
Chociaż ograniczenie dostępu do londyńskiego parkietu dla rosyjskich oligarchów oznacza znaczny spadek zysków, to jest to wysiłek konieczny do podjęcia. Europa dostrzegła wreszcie zagrożenie, jakim jest jej wschodni partner i nie zamierza dalej siedzieć z założonymi rękami.
Brytyjski Financial Conduct Authority powinien zakończyć pracę nad nowymi regulacjami za miesiąc. Chociaż przepisy są oficjalnie skupione na poprawie jakości ładu korporacyjnego, to ich ostatecznym rezultatem będzie istotne ograniczenie dostępu zagranicznych firm do londyńskiego parkietu.
Koniec ery. Dla wszystkich
Skoro już nawet londyńska giełda znalazła się na celowniku, to nikt nie może czuć się bezpieczny. Era rajów podatkowych, na których najlepiej wychodzili biznesmeni robiący nie do końca jasne interesy, zmierza ku końcowi.
Obok zagadnienia wojen walutowych kwestia rajów podatkowych będzie dyskutowana podczas spotkania krajów G20. Najważniejsze decyzje, jak zwykle na zebraniach o takim charakterze, będą dyskutowane w kuluarach.
PL




























































