Niemcy chcą, aby do końca 2013 roku przynajmniej 10% członków w zarządach firm stanowiły kobiety. Jeśli przedsiębiorstwa nie awansują lub nie zatrudnią kobiet, to rząd zmusi je do tego drogą ustawową. Prezydent PKPP Lewiatan przekonuje, że czas na poważne zmiany także w Polsce. Pytanie tylko, czy te zmiany można wprowadzić bez szkody dla przedsiębiorstw?
PKPP Lewiatan przekonuje, że amerykańscy uczeni udowodnili, że firmy współzarządzane przez kobiety mają lepsze wyniki finansowe niż te, zarządzane tylko przez mężczyzn. Amerykańscy naukowcy udowodnili już prawie wszystko - zawsze, gdy jakaś organizacja powołuje się na to źródło, to jedyne co przychodzi na myśl to absurdalne stwierdzenia typu "czas gotowania szparagów ma wpływ na długość palców u nóg".
Tymczasem okazuje się, że w Polsce w zarządach spółek giełdowych jest tylko 8% pań. Powodów takiego stanu rzeczy jest wiele, choć największą przeszkodą wydaje się być specyficzna kultura polska – panie boją się podejmować ryzyko, decyzje, uważają, że lepszym szefem jest mężczyzna, bo nie reaguje emocjonalnie itp. Na szczęście coraz rzadziej spotykamy się z takimi opiniami wyrażanymi przez same kobiety, niemniej pomimo tego, że kultura ewoluuje we właściwym kierunku, z komentarza PKPP Lewiatan wynika, że chyba w niewłaściwym tempie.
Za jedyne słuszne rozwiązanie uznaje się wprowadzanie parytetów. Plany Komisji Europejskiej są następujące:
- do 2015 w zarządach miałoby zasiadać 40% kobiet,
- do 2020 roku kobiety miałyby stanowić połowę.
Innymi słowy, w Polsce, gdzie odsetek ten wynosi tylko 8%, w ciągu trzech i pół roku liczba pań w zarządach miałaby wzrosnąć 4-krotnie. Pamiętać należy o tym, że ustawowy awans kobiet oznaczałby zwolnienie lub zahamowanie karier wielu mężczyzn. Otóż nawet dużo bardziej kompetentny mężczyzna mógłby stać się ofiarą parytetu i np. przegrywałby szanse na awans z kobietą i nie dlatego, że jest lepsza, tylko dlatego, że rząd tak ustanowił.
Z drugiej strony to prawda, że kobiety bardzo często w ogóle nie są brane pod uwagę przy obsadzaniu stanowisk kierowniczych. Z tego też powodu naprawdę ciężko powiedzieć, czy przypadkiem ewentualne utrudnienia dla mężczyzn nie będą równoważyć się z upokorzeniami, jakie przez lata doznawały kobiety?
Jedno jest pewne - kobiety radzą sobie coraz lepiej na rynku pracy, uczą się i robią wielkie kariery. Teraz pań w zarządach jest tylko 8%, ale wszystko wskazuje na to, że odsetek ten będzie się systematycznie zwiększał. Bardzo dobrym przykładem tego, jak obecnie radzą sobie kobiety w biznesie są panie reprezentowane w cyklu Kobiecy pomysł na biznes oraz wszystkie te, które wystartowały w konkursie Kobieta biznesu 2010.
Gołym okiem widać, że panie szturmem zdobywają rynek. Nie ma zatem potrzeby robienia im krzywdy w postaci wprowadzania parytetów, które kojarzą się z niczym innym jak "dziką kartą" dla kogoś, kto - według odgórnych założeń - ma mniejsze szanse na sukces. Innymi słowy upokarzają kobiety; przedstawicielki z ruchu parytety.pl powołują się właśnie na ten argument. Bardzo wątpliwe, aby panie, które domagają się parytetów, brały opinie "koleżanek" pod uwagę.
Wprowadzenie ograniczeń w postaci parytetów oprócz tego, że natychmiast zwiększy ilość kobiet na kierowniczych stanowiskach, ma same wady:
- nie jest powiedziane, że na rynku jest odpowiednio dużo wykwalifikowanych kobiet,
- część mężczyzn straciłaby szansę na awans,
- zatrudnianie pań tylko dlatego, że firma musiałaby spełniać wymogi prawne (promowanie statystycznie przydatnych pracowników, a nie tych naprawdę potrzebnych),
- nie w każdej branży zawsze będzie możliwe utrzymanie takiego samego udziału pracowników kobiet i mężczyzn,
Jeśli nie parytet, to co?
Niektórzy przekonują, że feminizacja to naturalny proces i na prawdziwe wyrównanie szans trzeba poczekać jeszcze kilka pokoleń. Z drugiej strony od czasu do czasu pojawia się propozycja, aby firmy, które zatrudniają większy odsetek kobiet na wszystkich stanowiskach, mogły korzystać z preferencyjnych ulg podatkowych. To z kolei za bardzo kojarzy się z zakładami pracy chronionej, chociaż z pewnością byłoby to wiele bardziej korzystne niż "suche" wprowadzenie parytetów.
Parytety to niedoskonałe rozwiązanie problemu, który powoli sam się rozwiązuje. Jeżeli Komisja Europejska dalej będzie wierzyć amerykańskim naukowcom, to niewykluczone, że już za kilka lat przekonamy się o tym, jak wiele złego mogą wyrządzić pomysły z pogranicza inżynierii społecznej. Zwolennicy parytetów chcą dobrze. Pod wieloma względami mają rację, ale niestety - jak mówi stare przysłowie - "dobrymi chęciami...".
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
l.piechowiak@bankier.pl
» Kobieta prawdziwy demon biznesu
» Parytet w biznesie nie jest dobrym rozwiązaniem
» Czy kobiety są lepszymi szefami finansów




























































