WAŻNE

Na zerowych stopach procentowych zyskają nieliczni

Krzysztof Kolany2020-06-08 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2020-06-08 06:00
fot. Hyejin Kang / Shutterstock

Stało się. Rada Polityki Pieniężnej wyzerowała nam najważniejszą cenę w gospodarce. W ten sposób Polska dołączyła do niechlubnego grona krajów o zerowych stopach procentowych, co doprowadzi do obalenia starych paradygmatów inwestycyjnych.

28 maja RPP zaskoczyła rynek i ścięła stopę referencyjną Narodowego Banku Polskiego z 0,50% do zaledwie 0,10%. Czyli w praktyce do zera. W ten sposób Polska dołączyła do krajów Zachodu, gdzie zerowe (lub wręcz ujemne) stopy procentowe obowiązują od przeszło dekady. Uważam majowe posunięcie rady za niezrozumiałe, niepotrzebne i przede wszystkim bardzo szkodliwe.  

/ Bankier.pl na podstawie danych NBP.

Tektoniczna zmiana w finansach

Już przed kryzysem – wywołanym bezprecedensowym „zamknięciem gospodarki” przez władze – w Polsce panowała represja finansowa. Czyli stan, w którym oszczędzający nie są w stanie w bezpieczny sposób ochronić swoich pieniędzy przed niszczącym wpływem inflacji. Od 2017 roku stopy w NBP utrzymywane były z reguły poniżej poziomu bieżącej inflacji CPI, zatem trzymanie pieniędzy na lokatach bankowych czy w obligacjach skarbowych przynosiło realne straty.

/ Bankier.pl na podstawie danych GUS i NBP.

Przypomnijmy też, że jeszcze trzy miesiące temu stopy procentowe w Polsce wynosiły 1,50%, co także było rekordowo niskim (i w mojej ocenie stanowczo zbyt niskim) poziomem. Ale tydzień temu decydenci z RPP przekroczyli Rubikon. Bo różnica między 0,50% a 0,10% – choć z pozoru niewielka – stanowi tektoniczną zmianę w polskich finansach.  

Rewolucja w 5 punktach

Po pierwsze, sprowadzenie stóp procentowych praktycznie do zera w zasadzie podważa sens oszczędzania pieniędzy. Jaki jest cel gromadzenia oszczędności, skoro nie generują one odsetek, a ceny dóbr i usług, które możemy za nie kupić, nieustannie idą w górę? Przekaz prezesa Glapińskiego i spółki jest więc trywialnie prosty: przestańcie oszczędzać, wydajcie wszystkie pieniądze, a najlepiej jeszcze weźcie kredyt. Jest to centralnie planowana promocja finansowej nieroztropności i jednocześnie karanie ludzi za przezorność i dbanie o własny portfel.

W pierwszej kolejności wychłostani zostali oszczędzający. Ale na dłuższą metę uderzenie w oszczędności zaszkodzi całej gospodarce, ograniczając przyszłe inwestycje i potencjał produkcyjny Polski. To typowy przykład polityki, która bieżący interes rządzących (tj. obniżenie kosztów obsługi szybko rosnącego długu publicznego) przekłada nad długofalowe interesy ekonomiczne kraju.

Po drugie, represja finansowa prawdopodobnie utrzyma się w Polsce przez następne lata. Doświadczenia Japonii, Stanów Zjednoczonych czy Europy uczą, że wyjście z reżimu zerowych stóp procentowych jest bardzo trudne, a może nawet niewykonalne bez gruntownej zmiany obecnego systemu finansowego. Dlatego należy oczekiwać, że zerowe (lub prawie zerowe) stopy procentowe pozostaną z nami na długo, nawet jeśli inflacja CPI będzie wysoka.

Warto więc przygotować się na dłuższy okres tej „nienormalnej” sytuacji. W wielu przypadkach będzie to oznaczało konieczność zmiany założeń inwestycyjnych i opróżnienia portfela z wielu bezpiecznych instrumentów: przede wszystkim lokat bankowych, papierów skarbowych i funduszy obligacji.

Po trzecie, obniżenie stóp procentowych może przynieść efekt odwrotny od zamierzonego i ograniczy akcję kredytową zamiast ją zwiększyć. A wszystko przez taki jeden przepis rodem z głębokiego średniowiecza, który przymusowo ogranicza wysokość pobieranych odsetek (tzw. ustawa antylichwiarska). Limit maksymalnego oprocentowania określa się według wzoru: (stopa referencyjna NBP +3,5%)*2. Przy stopie na poziomie 1,50% wynosił on 10%. Ale przy stopie w wysokości 0,10% bank nie może zażądać odsetek wyższych niż 7,2% rocznie.

Jeśli banki obniżą oprocentowanie depozytów w pobliże zera, to maksymalna marża odsetkowa wyniesie ok. 7 pp. Ta marża musi pokryć koszty funkcjonowania banku (pensje pracowników, utrzymanie placówek, koszty IT etc.) oraz ryzyko kredytowe. Jeśli bank oceni ryzyko związane z kredytem powyżej limitu oprocentowania, to takiego kredytu po prostu nie udzieli. W konsekwencji część potencjalnych kredytobiorców o niższej wiarygodności (zarówno osób fizycznych, jak i przedsiębiorstw) zostanie odprawiona z kwitkiem. Rzecz jasna banki będą się przed tą „antylichwą” bronić, podnosząc opłaty, prowizje i wciskając zupełnie niepotrzebne „ubezpieczenia”. Może też odbiją to sobie, podnosząc marże bardziej wiarygodnym klientom (np. w segmencie kredytów mieszkaniowych).

Kliknij w obrazek, aby zapisać się do webinaru / Bankier.pl

Lecz po czwarte, nawet te sztuczki nie uchronią sektora bankowego przed drastycznym obniżeniem rentowności. Już teraz banki przytłamszone są wysokimi składkami na Bankowy Fundusz Gwarancyjny, podatkiem bankowym i stosunkowo wysokimi wymogami regulacyjnymi (co zresztą samo w sobie nie jest złe). Dorzucanie im do tego zerowych stóp procentowych może doprowadzić do sytuacji, w której słabsi kredytodawcy popadną w tarapaty finansowe (już teraz kilka banków ma problemy z osiągnięciem rentowności) lub zostaną sprzedane silniejszym graczom. Ta wymuszona konsolidacja branży negatywnie odbije się na konkurencji, co w konsekwencji będzie oznaczało wyższe ceny usług bankowych w przyszłości.

„Odzyskany” przez państwo Pekao SA szacuje, że tylko w 2020 roku decyzje RPP obniżą jego wynik netto o 500-700 mln zł. Kontrolowany przez Skarb Państwa PKO BP ocenia utracone wpływy na 850-900 mln zł. Prywatny Santander mówi o 635-700 mln zł, a mBank o 250-300 mln zł. Analitycy DM Trigon szacują, że zyski całego sektora spadną o 25-30%, ale są też głosy mówiące o spadku rzędu 50%.

Może i szeroka publika nie będzie ronić łez z powodu okrojenia bankowych profitów, ale skutki inwestycyjne będą daleko idące. Obniżka stóp w RPP oznacza, że niskie wyceny akcji banków notowanych na warszawskiej giełdzie na długo mogą pozostać zdołowane. Tymczasem sektor bankowy ma spory udział w giełdowych indeksach, więc jego słabość będzie skutkowała niższymi wycenami jednostek funduszy inwestycyjnych, w tym także emerytalnych. Inwestorzy indywidualni muszą się liczyć z okrojeniem bankowych dywidend w następnych latach.

Po piąte, zerowe stopy procentowe można potraktować jako zbiorowy bailout dla tych wszystkich, którzy w ostatnich latach zadłużyli się na zakup nieruchomości. Zarówno w celach spekulacyjnych jak i na własny użytek. Przy (prawie) zerowym oprocentowaniu bankowych lokat i obligacji skarbowych nieruchomości mogą pozostać alternatywą pierwszego wyboru dla ludzi dysponujących większymi oszczędnościami. Zwiększa to ryzyko dalszego pompowania cen mieszkań pomimo pogorszenia koniunktury gospodarczej.

Na cięciu stóp w RPP zyskają ci, którzy wcześniej zadłużyli się na zakup nieruchomości – oni odnotują spadek miesięcznej raty. Ale ci, którzy dotąd nie kupili, będą musieli się liczyć z utrzymaniem bardzo wysokich cen. W otoczeniu spadku dochodów znacznej części społeczeństwa (spadek przychodów firm, redukcje płac, premii i zatrudnienia etc.) oznaczać to będzie spadek dostępności mieszkań. Zwłaszcza dla ludzi młodych, którzy dopiero wchodzą lub w najbliższych latach będą wchodzić na rynek pracy. Dla nich będzie to kolejna zachęta do opuszczenia Polski.

Reasumując, na zerowych stopach procentowych straci wielu, a zyskają nieliczni. Polacy zostaną poddani silniejszej represji finansowej, przed którą niewielu będzie potrafiło się obronić. Dotychczasowe schematy inwestycyjne odejdą do lamusa, a ich miejsce zajmą bardziej ryzykowne sposoby lokowania pieniędzy. Inwestycyjny świat zapewne już nigdy nie będzie taki jak dawniej.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (100)

dodaj komentarz
anna_domagalczyk
Ale u nas głównie chodzi o wynik wyborczy i nieantagonizowanie kredyciarzy hipotecznych do wyborów. Potem - zależy od sytuacji. Ekonomia nie ma z tym nic wspólnego. A co do pieniędzy - są jeszcze banki w Europie, która jest na granicy deflacji. Nie bój żaby :-)))
sammler
Kiedy informacja o sprzedaży obligacji skarbowych w maju?
xiven
ciułanie pieniędzy nie ma sensu, jak na coś zbierasz, kup to teraz na kredyt

kto zbierał pieniądze na nieruchomości w ciągu ostatnich 5 lat ten tak jakby stał w miejscu albo się wręcz cofał, kto kupił na kredyt tego kredyt nie dość że nie miał odsetek realnych to jeszcze kurczył się samoistnie wobec wzrostu
ciułanie pieniędzy nie ma sensu, jak na coś zbierasz, kup to teraz na kredyt

kto zbierał pieniądze na nieruchomości w ciągu ostatnich 5 lat ten tak jakby stał w miejscu albo się wręcz cofał, kto kupił na kredyt tego kredyt nie dość że nie miał odsetek realnych to jeszcze kurczył się samoistnie wobec wzrostu wartości zakupionego aktywa powodowanego inflacją

z kruszcami podobnie

można wysunąć więc wniosek że w świecie ujemnych stóp procentowych kredyt staje się lokatą kapitału

bierzesz kredyt kupujesz realne aktywa i zarabiasz odsetki od wzrostu ich ceny wynikających z realnej inflacji

uorenbufet
Dokładnie tak to działa!I to jest chore!
mjwhite
Ciułanie zawsze ma sens, w razie problemów będziesz miał kasę na pokrycie kilku rat...

Nie ma sensu jedynie odwlekanie zakupów w oczekiwaniu na spadki cen.
Faktycznie chciałem kupić dom w 2011 (pół bliźniaka) nowy kosztował 315000zł, teraz taki sam, na tym samym osiedlu, ulicę dalej, nowo wybudowany 540000zł.
jurnydziadek
No tak, ale wartość kredytu i tak trzeba spłacić, a niskie stopy generują duży wzrost cen mieszkań. Więc z perspektywy kupującego i tak musi zapłacić jak nie wysokie odsetki bankowi to wysoką cenę deweloperowi. Więc decydując się na zakup mieszkania na kredyt dziś to nie ma się z czego cieszyć. Nie mówiąc o tym,No tak, ale wartość kredytu i tak trzeba spłacić, a niskie stopy generują duży wzrost cen mieszkań. Więc z perspektywy kupującego i tak musi zapłacić jak nie wysokie odsetki bankowi to wysoką cenę deweloperowi. Więc decydując się na zakup mieszkania na kredyt dziś to nie ma się z czego cieszyć. Nie mówiąc o tym, że hipoteki na takich warunkach coraz mniej opłacają się bankom i coraz trudniej o taki kredyt hipoteczny. Chyba, że spłaca się kredyt za mieszkanie kupione po cenach sprzed lat. Generalnie uderza to mocno w młodych ludzi, którzy dziś wchodzą na rynek pracy.

Pokolenie Y (urodzeni w latach 80-tych) co już się urządziło się cieszy.
Pokolenie Z (urodzeni w latach 90-tych) płacze.
marianpazdzioch
Tyle, że to nie ma sensu i rozleci się jak ZSRR, Wenezuela itp. wynalazki. Rozwalenie systemu bankowego, to nie jest coś co rozejzie się po kościach. Kto na kociec dnia będzie miał nieruchomości, złoto, hipermarket spożywczy czy inne twarde aktywa ten się obroni. Reszta po prostu będzie ubożeć, albo wręcz wpadnie gwałtownie w biedę.
anna_domagalczyk odpowiada jurnydziadek
Możesz wyjaśnić, jak niskie stopy generują duży wzrost cen mieszkań? Bo jeśli myślisz o tanim kredycie, to on zdaje się właśnie się skończył i akcja kredytowa została dosyć mocno ograniczona. Więc dlaczego?
jas2 odpowiada anna_domagalczyk
"Możesz wyjaśnić, jak niskie stopy generują duży wzrost cen mieszkań?"
Tak. Niskie stopy generują wzrost cen wszystkiego co realne co ma prawdziwą wartość.
Pieniądz nie powinien mieć sam z siebie żadnej wartości a jedynie ułatwiać przenoszenie wartości, być wyłącznie środkiem wymiany a nie
"Możesz wyjaśnić, jak niskie stopy generują duży wzrost cen mieszkań?"
Tak. Niskie stopy generują wzrost cen wszystkiego co realne co ma prawdziwą wartość.
Pieniądz nie powinien mieć sam z siebie żadnej wartości a jedynie ułatwiać przenoszenie wartości, być wyłącznie środkiem wymiany a nie tezauryzacji.
strataczasu
Glapcio takie robi na rzeczy ale co tam on może i właśnie przeczytałem, że zamówił za ponad 5 mln luksowe samochody a co do ubezpieczenia to cytat:
ubezpieczenie obejmowało wszystkie zdarzenia losowe (łącznie z działaniem osób trzecich związanych ze strajkami i zamieszkami społecznymi) i nie zawierało ograniczeń
Glapcio takie robi na rzeczy ale co tam on może i właśnie przeczytałem, że zamówił za ponad 5 mln luksowe samochody a co do ubezpieczenia to cytat:
ubezpieczenie obejmowało wszystkie zdarzenia losowe (łącznie z działaniem osób trzecich związanych ze strajkami i zamieszkami społecznymi) i nie zawierało ograniczeń w wypłatach odszkodowań przy likwidacji szkód związanych z przekroczeniem przez kierowcę przepisów o ruchu drogowym, a w szczególności za:

przekroczenie prędkości o 30 km/h lub więcej,
nie ustąpienia pierwszeństwa przejazdu,
zignorowanie znaku STOP lub czerwonego światła,
przekroczenie podwójnej linii ciągłej.

Oni już tak robią że na serio nie wiem jak to się skończy? Może świnie wymyślą wojne, żeby zrobić reset kredytu, a że przy okazji rozleje się niewinna krew to oni się tym nie przejmują.
Tak czy siak jak zwykle to bywa to prywatny zysk a społeczny koszt :(

Powiązane: RPP obniża stopy procentowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki