REKLAMA

Jak przeżyć w zeroprocentowym świecie?

Krzysztof Kolany2020-04-16 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2020-04-16 06:00
fot. SVPanteon / Shutterstock

Po ostatnich decyzjach Rady Polityki Pieniężnej Polska dołączyła do świata niemal zerowych stóp procentowych. To pogłębienie represji finansowej jest elementem polityki wspierania nieodpowiedzialności i karania przezorności.

Co się stało?

W trzy tygodnie rekordowo niskie stopy procentowe w Polsce zostały praktycznie wyzerowane. Dokonała tego Rada Polityki Pieniężnej, które w dwóch ruchach (17 marca i 8 kwietnia) ścięła stopę referencyjną NBP z 1,50% do 0,50%. Stopa depozytowa (czyli taka, po której bank centralny przyjmuje depozyty od banków komercyjnych) została obniżona do zera.

/ Bankier.pl na podstawie danych NBP.

Co to oznacza?

Zerowa (lub prawie zerowa) stopa procentowa znaczy to tyle, że pieniądz otrzymany dziś jest teoretycznie warty mniej więcej tyle samo, co pieniądz otrzymany w odległej przyszłości. Taki stan jest z oczywistych względów czymś kompletnie absurdalnym, zarówno na gruncie teorii finansów, jak i praktyki gospodarczej. A jednak jest on teraz masowo forsowany przez bankierów centralnych.

Oznacza to, że banki będą mogły pożyczyć od Ciebie pieniądze prawie za darmo (stawki depozytów zapewne szybko spadną poniżej 0,5%), aby potem udzielić kredytów kosztujących 6-8% rocznie plus prowizje i inne koszty. Wraz ze stopą referencyjną NBP spadło też maksymalne oprocentowanie kredytu, które od 9 kwietnia wynosi 8%. Oznacza to też, że banki w ogóle zaprzestaną kredytować ludzi o podwyższonym ryzyku kredytowym, ponieważ maksymalna marża nie zrekompensuje im szacowanej stopy niespłacalności.

Generalnie jest to jednak wielka zachęta do zaciągania długów (czyli uszczuplania przyszłych dochodów) i zakwestionowanie samego sensu oszczędzania pieniędzy. Czyli jest to polityka wspierania finansowej nieodpowiedzialności i zwalczania przezorności. Jest to też arbitralny transfer bogactwa od oszczędzających do dłużników.

Jakie będą tego konsekwencje?

Praktyczne wyzerowanie stóp procentowych w Polsce sprawiło, że trzymanie większej gotówki na lokatach bankowych całkowicie stracił sens. Zwłaszcza przy tak wysokiej inflacji, która jeszcze w lutym według oficjalnych danych podchodziła pod 5%. Co prawda większość ekonomistów spodziewa się spadku inflacji w wyniku recesji, ale roczna dynamika CPI raczej nie spadnie poniżej 1%. A może wzrosnąć, ponieważ wielu analityków nie docenia skali ograniczenia dostaw dóbr i usług na skutek trwającego od połowy marca „zamknięcia gospodarki”.

Ulgę odczują dłużnicy, zwłaszcza osoby zadłużone na wysokie kwoty na cele mieszkaniowe. Przyjmując, że WIBOR 3M obniżyłby się o 0,5 pp. (z obecnych 1,17%.), to stawka oprocentowania dla kredytu mieszkaniowego z 2-punktową marżą spadłaby do 2,67%. Rata dla 30-letniego kredytu na 350 tys. zł zmniejszy się z 1507 zł do 1382 zł (czyli o ponad 8%). Warto przy tym pamiętać, że największym dłużnikiem w Polsce jest Skarb Państwa, który jest winny wierzycielom ponad bilion złotych i który planuje się potężnie zadłużyć w najbliższym czasie.

Kto na tym skorzysta?

Największym beneficjentem administracyjnego cięcia stóp procentowych jest rząd i kontrolujący go politycy, którzy będą mogli pożyczyć więcej pieniędzy po niższej cenie. Będą mogli wydać dodatkowe setki miliardów złotych według własnego uznania, ale na koszt i ryzyko podatników. Skorzystają też osoby, które zadłużyły się przy wyższych stopach procentowych, a teraz będą płacić niższe odsetki.

Jak obronić oszczędności?

Przy (niemal) zerowej stopie procentowej trzymanie większej gotówki w banku praktycznie straciło sens. Deponenci stali się w zasadzie darczyńcami banków i ich dłużników. Nie oznacza to jednak, że posiadanie oszczędności stało się zbędne. Wręcz przeciwnie! W czekającej nas zapaści gospodarczej gotówka będzie królem, a utrzymanie płynności finansowej będzie esencją sztuki finansowego przetrwania. Lokaty bankowe staną się aktywem wolnym od zysku przy rosnącym ryzyku kredytowym samych banków, których bilanse boleśnie odczują kompresję marż kredytowych i skokowy wzrost kosztów ryzyka (tj. niespłacalnych kredytów).

/ Bankier.pl na podstawie danych GUS i NBP.

Rzecz w tym, że trzymanie na lokacie większych kwot (np. powyżej 30 000 zł) lada moment stanie się pozbawione sensu, ponieważ będą one generowały pewną realną utratę kapitału nawet w warunkach bardzo niskiej inflacji. Taka polityka sztucznego zaniżania stóp procentowych nosi miano represji finansowej. Przed spadkiem siły nabywczej pieniądza mogą się obronić aktywa materialne (złoto, nieruchomości, surowce) oraz produkcyjne (w tym także akcje, będące swego rodzaju opcją na zakup majątku przedsiębiorstwa). Tyle że rozpoczęty właśnie kryzys gospodarczy może jeszcze w międzyczasie obniżyć wyceny akcji i surowców, zanim biliony USD/EUR/JPY uruchomią inflacyjną hossę na rynkach finansowych.

Ile to może potrwać?

Jedyna uczciwa odpowiedź na to pytanie brzmi: nie wiem. Początkowo uważana za przejściową i nadzwyczajną polityka ZIRP (ang. zero interest rate policy) w krajach rozwiniętych jest z nami już od dekady. Coś, co było wprowadzone jako „tymczasowe” stało się „nową normalnością” prowadzącą do niespotykanych nigdy wcześniej ekscesów na rynkach finansowych. ZIRP może zniknąć za rok, albo pozostać z nami na kolejną dekadę i nikt nie jest w stanie tego przewidzieć. Z drugiej strony „świat 0%” kiedyś się skończy i warto, aby ta zmiana nas nie zaskoczyła.

Czy ZIRP wykończy złotego?

Do tej pory ZIRP był domeną najważniejszych walut świata. Na prowadzenie tak szalonej polityki monetarnej mogą sobie pozwolić emitenci dolara, euro, jena czy choćby franka szwajcarskiego lub korony szwedzkiej. Istnieje spore ryzyko, że taka sama polityka w wykonaniu Narodowego Banku Polskiego zakończy się tragicznie dla złotego – niszowej i ryzykownej walucie niewielkiego rynku wschodzącego.

Kliknij, aby przejść do notowań / Bankier.pl

Szanse na szybki upadek polskiego złotego obecnie nie są zbyt wysokie. Ale w dłuższej perspektywie ryzyko to będzie się nasilać. Stąd też pewna dywersyfikacja walutowa jest zalecana bardziej niż do tej pory. Oczywiście nie rekomenduję tu natychmiastowego szturmu na kantory, aby kupić niemal rekordowo drogie euro, USD czy CHF. Jednakże trzymanie pewnej części oszczędności w „twardej walucie” jest teraz bardziej wskazane niż w przeszłości.

Dywersyfikacja geograficzna wykracza poza kwestie walutowe. To samo dotyczy portfela akcji i obligacji, gdzie trzymanie wszystkiego w ramach jednego kraju i jednej gospodarki jest i było sporym ryzykiem.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (83)

dodaj komentarz
and-owc
Życie to nie jest bajka, należy mieć zdrowe 2 jajka (nie zbuki). Nie lubię jak baby narzekają. "Ale to już było - LIVE (Jedynka)" śpiewała Maryla Rodowicz (i jak się skończyło ?). Moja odp. "Teraz Jest Wojna" (kto handluje ten żyje).- piosenka. Dawniej obcięli 4(cztery) zera t.zw.denominacja, dzisiaj Życie to nie jest bajka, należy mieć zdrowe 2 jajka (nie zbuki). Nie lubię jak baby narzekają. "Ale to już było - LIVE (Jedynka)" śpiewała Maryla Rodowicz (i jak się skończyło ?). Moja odp. "Teraz Jest Wojna" (kto handluje ten żyje).- piosenka. Dawniej obcięli 4(cztery) zera t.zw.denominacja, dzisiaj przydało by się obcią 1(jedno) zero dla wzmocnienia złotówki. Lub wywiercić 2(dwie) dzierki i sorzedawać jako guziki po 1,50zł.
sammler
Denominacja to nie dewaluacja. To była zmiana czysto "papierowa" bez realnego wpływu na gospodarkę. A dewaluacja to byłby koniec złotego i całej gospodarki Polski.
ferdynand_kiepski
Jak już fachowcy od ekonomii i finansów typu jasiek2017 i godojoshi zaczynają tu że sobą dyskutować - to może lepiej pojechać rowerem do lasu....
loool
Obecna gospodarka to jak sport na sterydach. Sterydy to oczywiście kredyt. Kredyty powodują że wzrost jest szybszy ale to ma uboczne efekty bo organizm długo na sterydach nie pociągnie i szybko pojawiają się skutki uboczne. Tyle że raz wziętych sterydów nie da się odstawić łatwo bo wyniki spadają wiec wykończonego Obecna gospodarka to jak sport na sterydach. Sterydy to oczywiście kredyt. Kredyty powodują że wzrost jest szybszy ale to ma uboczne efekty bo organizm długo na sterydach nie pociągnie i szybko pojawiają się skutki uboczne. Tyle że raz wziętych sterydów nie da się odstawić łatwo bo wyniki spadają wiec wykończonego sportowca szprycuje się jeszcze większą dawką sterydów. Efekt końcowy może być tylko jeden.
jasiek2017
Artykuł dosyć tendencyjny napisany przez redaktora, któremu ucięło odsetki.

A plusów obniżki oprocentowania jest znacznie więcej:

1) Miliony Polaków zapłaci realnie niższe raty i to nie o 5 czy 10 pln a o 100-300 pln/miesięcznie. A to już jest bardzo odczuwalna różnica dla wielu osób.

2) Pieniądze
Artykuł dosyć tendencyjny napisany przez redaktora, któremu ucięło odsetki.

A plusów obniżki oprocentowania jest znacznie więcej:

1) Miliony Polaków zapłaci realnie niższe raty i to nie o 5 czy 10 pln a o 100-300 pln/miesięcznie. A to już jest bardzo odczuwalna różnica dla wielu osób.

2) Pieniądze trzymane w banku czy w domu na nic nie pracują. Zmuszenie/zachęcenie choćby części Polaków do wydawania/inwestowania pobudzi gospodarkę oraz wpływy do budżetu.

3) Mniejszy koszt obsługi zadłużenia Polski spowoduje, że Polska będzie miała więcej kasy w budżecie choćby na walkę z bezrobociem itd

4) Banki mają wystarczającą ilość gotówki aby nie walczyć o kolejne depozyty.

A kto może ucierpieć. Realnie prawie nikt. Bo co to za różnica czy ktoś dostanie w skali roku 200 zł odsetek czy 100 zl ? Więc biadolenie na wysokość odsetek to takie marudzenie rozkapryszonego dziecka nie umiejącego liczyć. Gdyby każdy miał na koncie 100 mln pln i zostałoby ścięte 1 mln odsetek (zamiast 2 mln) to ok dało by się to odczuć itd.

Ale typowy Polak ile ma oszczędności w banku ? 5 tys? To policzmy. Przyjmijmy, że miesiąc temu oprocentowanie wynosiło 1,5% w skali roku czyli w skali roku na rękę 60,75 pln WOW
A ile po obniżce do 0,5% dostaniemy odsetek ? Z 5000 pln po roku dostaniemy na rękę 20,25 pln. Różnica 40 pln na 12 miesięcy. No faktycznie zamówmy płaczki i zacznijmy lamentować.

Zaraz zaraz.
Tu na forum już jest lament w sukurs autorowi artykułu.
r4k
Ucierpią prawie wszyscy.
5% różnicy rocznie między inflacją a odsetkami oznacza utratę połowy oszczędności w okresie 10lat.

Polacy mają w bankach prawie 1000mld. Łatwo policzyć ile z tego wyparuje. Więcej niż rząd przeznaczył na tarczę.
denim292
Obecnie stopy procentowe są na minimach, prawie na zerach i co gorsza relana inflacja na poziomie rzeczywistym to coś bliżej 10%-12% niż oficjalne statystyki na ok. 5%. W 2008r.-2012r. była ogromna deflacja i stopy na poziomie 6% potem przez lata zaczęły dopiero spadać coraz niżej więc było oczywiste że w czasie kryzysu Obecnie stopy procentowe są na minimach, prawie na zerach i co gorsza relana inflacja na poziomie rzeczywistym to coś bliżej 10%-12% niż oficjalne statystyki na ok. 5%. W 2008r.-2012r. była ogromna deflacja i stopy na poziomie 6% potem przez lata zaczęły dopiero spadać coraz niżej więc było oczywiste że w czasie kryzysu nikt nie chciał wydawać kasy tylko bezpiecznie trzymać na lokatach dających realnie 7-8%. Zauważcie że spadek stóp procentowych spowodował run na mieszkania i teraz będzie to trwało dalej (po chwilowych zastojach), gdyż realnie na stracie będzie coraz większa część oszczędności zalegających w bankach na nieoprocentowanych kontach - tego jest setki miliardów złotych - oszczędności ludności a do tego jeszcze kasa zwykłych firm handlowych itp., firm inwestycyjnych itp. itd. Już to widzę jak cała ta kasa grzecznie będzie sobie leżała w bankach na 1% przy rzeczywistej inflacji 10%-12% a to jeszcze nie jest ostatnie słowo inflacji i możliwe że będzie więcej.
A co do kasy trafiającej bezpośrednio do ludzi to właśnie to teraz mamy, bo w 2008 roku nic w tym względzie nie zrobiono Tusk tylko wyszedł i gadał że jesteśmy zieloną wyspą a Rostowski dodawał swoje "piniędzy ni ma i nie będzie" i tyle.
Teraz rządy będą tworzyć pieniądz w sposób wykraczający poza wszelkie ograniczenia bilansowe czy pozabilansowe. Warto zwrócić uwagę, że Niemcy wykorzystały do tego celu agencję rządową, nie zaś swój budżet.
Czy system jest aż tak zniszczony, czy wytrącony z równowagi, że sytuacja musi się pogorszyć, zanim będzie mogła nastąpić poprawa? Odpowiedzi na to pytanie niech szukają inni. Jesteśmy jednak przekonani, że po zakończeniu 2020 r. podjęte działania polityczne uruchomią zdecydowane siły inflacyjne, które mogą nawet wskazywać na ryzyko stagflacji.
Cały świat drukuje pusty pieniądz, USA, UE, Japonia, Australia, Chiny itp. nawet
Narodowy Bank Polski (a także m.in. banki centralne w Europie środkowej jak Rumunii i Chorwacji) już zaczęły skupować obligacje państwowe (czyli luzowanie ilościowe), a kolejne kraje pójdą w ich ślady. Stwarza to ryzyko negatywnych efektów drugiej rundy - gwałtowny wzrost inflacji w 2021 i wycofanie się banków centralnych z poluzowania polityki pieniężnej lub jeżeli tego nie dokonają - do wzrostu inflacji do monstrualnych rozmiarów zwanych hiperinflacją.
bt5
Na mieszkania w Polsce rzucili się najpierw gotówkowi bogacze z milionowymi lokatami którzy nassali się wczesniej z roboli opłacanych 4-5 ziko/h . W drugim etapie boomu mieszkaniowego zaczęli się dołączac inwestorzy na lewarach . Ale w jednym i drugim przypadku fundamentalnym czynnikiem zakupu był popyt na najem , zarówno Na mieszkania w Polsce rzucili się najpierw gotówkowi bogacze z milionowymi lokatami którzy nassali się wczesniej z roboli opłacanych 4-5 ziko/h . W drugim etapie boomu mieszkaniowego zaczęli się dołączac inwestorzy na lewarach . Ale w jednym i drugim przypadku fundamentalnym czynnikiem zakupu był popyt na najem , zarówno krótkoterminowy , jak i długoterminowy. Gospodarka teraz przygaśnie bo odbiorcy produkcji na eksport z ternu PL niesamowicie ścięli zamówienia , a i tym samym wyjadą z miast Ukraińcy i słoiki , do tego wzrośnie bezrobocie i to typu polskiego ze śladową ochrona socjalną - popyt na najem długi traci czynnik napędowy. Wynajmowi krótkoterminowemu nic nie pomoże nawet zniesienie zakazów dopóki ten Covid nie będzie obstawiony szczepionkami i metodami leczenia - popyt na najem krótki wypada z gry. W krajach zachodnich włącznie ze stosunkowo nędzną Grecją ludność ma o wiele większe zasoby pieniędzy na lokatach i niższe stopy prcentowe niż w Polsce i to od lat - i jakoś runu na mieszkania tam nie ma - z wyjątkiem Niemiec i Francji gdzie azylantów na miliony i tamte państwa utrzymują tych imigrantów wraz z wynajmowanie mmieszkan dla nich , w sposób hurtowy przez odpwiednie agencje. O przyjeżdzie do Polski żadni inzynierowie socjalni nie chca nawet słyszeć bo są obcykani w socjalach i dobrze wiedzą że w Polsce na socjalu nie da się wyżyc. Zakupy mieszkań które nie pracują są żadną lokatą lecz stratą.
jasiek2017 odpowiada bt5
Zaczyna mi się udzielać Twoje czarnowidztwo. Pan ciemności nadchodzi. Wszędzie źle (ale jednak nie wszędzie), wszędzie mało płacą (ale jednak są kraje gdzie dobrze płacą), wszyscy narzekają (ale jednak nie wszyscy) itd
godojoshi odpowiada bt5
Znam niemilionowych bogaczy, którzy kupili za gotówkę, bo zbierali całe życie i nie przewalali pieniędzy na lewo i prawo. Zawsze można napisać, że inni winni. Poza tym ilościowo, mniej niż połowa to gotówka, reszta to tani kredyt. Tani kredy = wzrost popytu = wzrost cen przy ograniczonej podaży. Czeka nas inflacja i Znam niemilionowych bogaczy, którzy kupili za gotówkę, bo zbierali całe życie i nie przewalali pieniędzy na lewo i prawo. Zawsze można napisać, że inni winni. Poza tym ilościowo, mniej niż połowa to gotówka, reszta to tani kredyt. Tani kredy = wzrost popytu = wzrost cen przy ograniczonej podaży. Czeka nas inflacja i tyle jeżeli pieniądz nie ma pokrycia w wytworzonych dobrach. Tak było zawsze. Co by rządzący nie robili po prostu będzie źle i wielu ludzi ucierpi. Ale może dzięki temu wielu się nauczy, że nie zawsze idzie zgodnie z planem i nie zawsze jest coraz lepiej.

Powiązane: RPP obniża stopy procentowe

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki