W czwartek oficjalne zakończenie III kadencji Rady Polityki Pieniężnej. Jeśli oceniać tylko po realizacji celu inflacyjnego, to niczym specjalnym się nie wyróżniła. Lepsza jednak Rada przeciętnie celna od takiej, która w cel inflacyjny trafia lepiej, ale często zdarza jej się "przestrzelić w górę".


Rada Polityki Pieniężnej jest organem decyzyjnym Narodowego Banku Polskiego i odpowiada za realizację polityki monetarnej państwa. To RPP ustala stopy procentowe NBP, które mają decydujący wpływ na stawki Wibor, a więc decydują o kosztach kredytu w gospodarce. RPP jest specyficzną formą centralnego planisty, która za pośrednictwem stóp procentowych odpowiada za alokację kapitału w gospodarce.
Członkowie Rady wybierani są na 6-letnią kadencję bez możliwości reelekcji i praktycznie bez możliwości odwołania ze stanowiska. RPP – podobnie jak prezes NBP – odpowiada tylko przed Bogiem i historią. Ani Sejm, ani prezydent, ani żaden sąd nie mogą kwestionować decyzji Rady. Decyzje RPP są ostateczne i nieodwołalne.
Trzymać cel!
Ustawowym celem Narodowego Banku Polskiego (i tym samym RPP) jest „utrzymanie stabilności cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP” (art. 3). RPP ustaliła, że „stabilność cen” jest tożsama z ich średnim rocznym wzrostem o 2,5%. Nie wiadomo, dlaczego „stabilność” przenicowano na „stabilny” wzrost i dlaczego akurat o 2,5% (+/- 1 punkt procentowy), a nie np. o 1,5% czy o 5,5%.
Tak czy inaczej RPP jest zobowiązana dążyć do inflacji CPI na poziomie 2,5%, z dopuszczalnym odchyleniem o jeden punkt procentowy. W czasie 6-letniej kadencji Rady pojawią się 72 odczyty „indeksu cen dóbr konsumpcyjnych” (CPI) sporządzanego przez Główny Urząd Statystyczny. Jeśli roczna dynamika CPI mieści się w celu, Rada może sobie dopisać punkcik do skuteczności. A jeśli nie… to niekoniecznie oznacza to, że Rada podejmuje złe decyzje.
Polityka monetarna nie ma bezpośredniego i natychmiastowego przełożenia na ceny koszyka dóbr konsumpcyjnych. W krótkim terminie (tj. do kilkunastu miesięcy) indeksem CPI kierują zmiany cen ropy naftowej i żywności, na które RPP nie ma bezpośredniego wpływu. Stopy procentowe mogą jednak mieć wpływ na kurs złotego, co już przekłada się na ceny transportu i żywności. Ale w średnim i długim terminie, to „jakość” polityki monetarnej (czyli wysokość stóp procentowych) w znacznym stopniu determinuje wysokość inflacji, czyli tempo spadku siły nabywczej pieniądza.
„Mission: Impossible”
Żegnamy dopiero trzecią Radę Polityki Pieniężnej (instytucję tą wprowadziła Konstytucja z roku 1997). Skuteczność inflacyjna Rady I kadencji wyniosła zaledwie 9,7% - tj. tylko przez 7 z 72 miesięcy inflacja CPI mieściła się w pożądanym paśmie. Czy ta Rada była nieskuteczna? Nic z tych rzeczy! Bo w ciągu 6 lat jej działalności udało się zbić inflację CPI z 14,2% (!) do całkiem przyzwoitych 1,6% (dla porównania: podaż złota rośnie w tempie ok. 1,7% rdr).
Statystycznie najskuteczniejsza była RPP II kadencji, która przez 26 miesięcy (36,1%) utrzymywała inflację CPI w celu, przy średniej na poziomie 2,83%. Ale co z tego, skoro za jej urzędowania wzrost kosztów życia przyspieszył z 1,6% do 3,6%.
Odchodząca Rada wypada pośrodku. Cel inflacyjny zrealizowała w 20,8% (tj. przez 15 z 72 miesięcy), a średnia inflacja CPI ukształtowała się na poziomie 1,69% - a więc wyraźnie poniżej celu. Za to dynamika CPI obniżyła się z 3,6% do -0,7%, a w roku 2015 odnotowano pierwszą od czasów Gierka i najsilniejszą od czasów Gomułki deflację CPI w Polsce. Czyż to nie epokowe osiągnięcie?
Kłopot w tym, że RPP robiła, co tylko mogła, aby deflację zwalczyć. I jej nie wyszło, z czego należy się cieszyć. Równocześnie bardzo łagodna deflacja CPI w Polsce była wynikiem oddziaływania czynników zewnętrznych: przede wszystkim gwałtownej przeceny ropy naftowej (ze 110 do ok. 35 USD za baryłkę) oraz tańszej żywności. Ceny w pozostałych kategoriach niestety wzrosły.
Moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie ustalania stóp procentowych mechanizmom rynkowym. Ale skoro już żyjemy w reżymie banków centralnych, to przecież lepsza jest władza nakładająca niższe podatki (w tym inflacyjny) niż wyższe. Nawet jeśli w ten sposób nie realizuje wyznaczonych celów fiskalnych.























































