REKLAMA

Jak wyglądałby państwowy behemot giełdowy?

Adam Torchała2017-10-27 13:30redaktor Bankier.pl
publikacja
2017-10-27 13:30
Jak wyglądałby państwowy behemot giełdowy?
Jak wyglądałby państwowy behemot giełdowy?
/ Wikimedia Commons

Ostatnimi dniami giełda żyła plotkami o państwowych fuzjach. Według nich Pekao miałby się połączyć z Aliorem, a Lotos z Orlenem. My poszliśmy dalej i połączyliśmy spółki państwowe z każdej z branż. Jak państwowe behemoty prezentowałyby się na tle europejskiej konkurencji?

Behemot to występujący w Biblii lądowy potwór gigantycznych rozmiarów. Bywa przedstawiany jako ogromny słoń bądź hipopotam. Jego wodnym "odpowiednikiem" był inny potwór - Lewiatan. W realiach giełdowych behemotem można byłoby nazwać dużą, powstałą z kilku mniejszych, spółkę. Takie połączenie najłatwiej przeprowadzić, gdy spółki są w rękach jednego akcjonariusza, a pod względem liczby kontrolowanych spółek na polskiej GPW równych sobie nie ma Skarb Państwa. Celem tego artykułu nie jest zastanawianie się nad tym, czy fuzja byłaby korzystna, czy nie. Chcemy po prostu przyjrzeć się temu, jak duże spółki mogłyby powstać, gdyby Skarb Państwa zadecydował, że nie utrzymuje iluzji konkurencji i wielu swoich spółek w jeden branży, tylko łączy je w jeden twór.

Zacznijmy od sektora bankowego, tutaj bowiem wydaje się, że do ewentualnej fuzji jest najbliżej. W poniedziałek na rynek dotarła informacja, że Pekao oraz Alior myślą o bliższej współpracy, a być może nawet o połączeniu sił. Pomysł ten nie spodobał się inwestorom, opublikowanie tej informacji w kanale ESPI świadczy jednak o tym, że przymiarki do ewentualnej fuzji rzeczywiście trwają. Taka połączona spółka warta byłaby niecałe 40 mld zł, co nie wystarczyłoby nawet na zdominowanie warszawskiej GPW. Największy Orlen wart jest bowiem 53,5 mld zł. 

Wielkie banki łączą siły

Po co się jednak ograniczać. W rękach Skarbu Państwa znajdują się także dwa inne banki notowane na warszawskiej giełdzie. Pierwszy - BOŚ - jest dosyć mały i ma obecnie spore problemy finansowe. drugi - PKO BP - to jednak lider rynku i jedna z największych spółek notowanych na GPW. Co by się stało, gdyby Skarb Państwa przestał uprawiać iluzję konkurencji i połączył wszystkie "swoje" banki notowane na giełdzie w jedną spółkę?

fot. / / Bankier.pl

Taki podmiot byłby zdecydowanym liderem krajowego rynku. Z kapitalizacją 86,2 mld zł wyprzedzałby drugi na liście Orlen o 32,7 mld zł. Daleko byłoby mu jednak do europejskich gigantów. Notowani na GPW w ramach dual-listingu Santander (w Polsce, oprócz swojej sieci, posiadający udziały także w BZ WBK) i UniCredit (niedawny właściciel Pekao) wyceniani są odpowiednio na 390 i 166 mld zł. To zdecydowanie inna liga. Przepaść jest widoczna także w bilansach obu spółek. Polski bankowy behemot miałby pod zarządem aktywa warte 538 mld zł, tymczasem UniCredit ma ich 3,5 bln zł, a Santander aż 6,1 bln zł. Nawet drugi garnitur europejskich banków odstawałby spółce powstałej z połączenia Pekao, PKO BP, Aliora i "Bosia". Dwudziesty największy pod względem bilansu bank w Europie, Standard Chartered, ma aktywa warte 2,3 bln zł.

Na siłę bankowego behemota można by jeszcze wesprzeć Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń. Wprawdzie to przede wszystkim ubezpieczyciel, jednak również działa w branży finansowej. Posiada także udziały w bankach - Aliorze oraz Pekao - a przez to coraz większą ekspozycję na ten sektor. Łączna kapitalizacja czwórki banków i PZU to 124 mld zł, od sumy tej, by uniknąć podwójnego liczenia, należy odjąć jednak wartość posiadanych przez ubezpieczyciela akcji Aliora i Pekao. Wówczas otrzymujemy kapitalizację na poziomie 115,8 mld zł. Do europejskich liderów wciąż daleko.

Kończąc temat banków żartobliwie można dodać, że fuzja Pekao i PKO BP miałaby jedną podstawową zaletę. W końcu oba banki przestałyby się mylić i - rozmawiając - nie trzeba byłoby akcentować, czy chodzi nam o BP, czy o "żubra". Po prostu byłby to już wówczas jeden bank.

Gorąca fuzja w paliwach

Drugim "fuzyjnym" tematem ostatnich dni jest mariaż Orlenu i Lotosu. Wprawdzie obecne zainteresowanie tematem zrodziło się po słowach ministra, który w tej kwestii ma niewiele do powiedzenia, jednak temat co jakiś czas wraca, a to pokazuje, że coś jest na rzeczy. Tym bardziej, że rozwiązanie obowiązujące w Polsce - dwie państwowe spółki paliwowe - to na Zachodzie raczej rzadkość. Orlen i Lotos działają w tym samym obszarze, co sprawia, że temat fuzji będzie powracał tak długo, jak długo taki stan rzeczy się utrzymuje,

Jak więc wyglądałby polski gigant paliwowy? Cóż, podobnie jak w przypadku banków, także i tutaj o europejskiej czołówce raczej ciężko myśleć. Kapitalizacja Statoila to 236 mld zł, BP 541 mld zł, Shella 923 mld zł, tymczasem Lotos+Orlen to ledwie 64,8 mld zł. Podobnie wygląda to w przychodach. BP i Shell przekraczają 1 bln zł, polski gigant paliwowy ledwie przekroczyłby 100 mld zł.

fot. / / Bankier.pl

Z drugiej firmy paliwowe zazwyczaj dominują w zestawieniach największych firm. Wspomnieni Shell i BP to pod względem obrotu największe firmy w Europie, poprzeczka jest więc zawieszona bardzo wysoko. Wielkość widać zresztą i po samym Orlenie, który regularnie ląduje na szczycie rankingu największych firm nie tylko Polski, ale i całej Europy Środkowo-Wschodniej. W rankingu europejskim kręci się w okolicach setnego miejsca. 

Polski paliwowy gigant mógłby jednak być jeszcze większy. Na giełdzie notowane jest przecież Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, które wprawdzie stacji benzynowych nie ma, ale odpowiada za gaz ziemny. Gdyby do duetu Orlen-Lotos dołączyć jeszcze PGNiG, otrzymalibyśmy spółkę o wartości niemal 104 mld zł i przychodach na poziomie 134 mld zł. Za 2016 rok spółka ta miałaby - oczywiście upraszczając i po prostu sumując wyniki - 8,6 mld zł zysku netto. To ogromna kwota, która jest większa na przykład od giełdowej kapitalizacji Orange Polska. Wystarczyłoby też na dwie linie metra, jeżeli liczymy według kosztów budowy obecnego kształtu warszawskiej II linii. I przypomnijmy, mówimy o zysku rocznym, już po odjęciu podatków.

Energetyczna czwórka znowu razem

Jest jeszcze jeden sektor, w którym fuzja miałaby uzasadnienie - energetyka. Cztery wielkie koncerny notowane na GPW wprawdzie nieco się od siebie różnią, przykładowo PGE ma węgiel brunatny, Energa szła bardziej w źródła odnawialne etc., jednak bardzo wiele je łączy i de facto równie dobrze mogłyby działać jako jeden organizm. Sumaryczna kapitalizacja Tauronu, Enei, Energi i PGE to 42,3 mld zł, spółka o takiej wartości byłaby obecnie trzecią największą na GPW. Co ciekawe mniej więcej tyle samo - 41 mld zł - wart jest gigant energetyczny zza naszej południowej granicy, czyli CEZ. Czesi w dzielenie molocha się nie bawili, połączone cztery spółki energetyczne to więc nasz swego rodzaju odpowiednik CEZ-u. Potwierdza to kapitalizacja.

W porównaniu do zachodnich gigantów polski kwartet nie wypada już tak dobrze. W Europie największą energetyczną spółką jest włoski Enel wyceniany na 227 mld zł. Spółka oprócz rodzimego kraju aktywnie działa jednak na półwyspie iberyjskim oraz na Słowacji. Francuski EdF, od którego PGE odkupuje polską część biznesu, wart jest blisko 140 mld zł. Bliżej polskiemu gigantowi byłoby do niemieckich E.ON-a oraz RWE, warto także zauważyć, że w energetyce przepaść byłaby mniejsza niż w paliwach i bankach.

fot. / / Bankier.pl

Warto jednak zauważyć, że Tauron, Enea, Energa i PGE to nie jedyne spółki z udziałem Skarbu Państwa, które zajmują się energetyką i są notowane na GPW. Niebawem do tego grona dołączy Kogeneracja, która podbije łączną kapitalizację do 43,2 mld zł. De facto z energetyki żyją teraz Rafako (niebawem państwowe) i Polimex, które również można byłoby zintegrować w ramach grupy. Integrację w dół można przeprowadzić także w sektor górniczy i wchłonąć Bogdankę i JSW. Ta ostatnia wprawdzie skupia się na węglu koksowym, energetyczny jednak także produkuje. W ten sposób otrzymujemy 56,02 mld zł kapitalizacji, a więc największą spółkę na całej GPW.

Nie można także zapominać, że w energetykę coraz bardziej angażują się dwie spółki, które nazwy już tutaj wcześniej padły. To Orlen i PGNiG. Dodanie ich do grupy podwyższa kapitalizację do 148,6 mld zł. Taki ruch byłby tym bardziej uzasadniony uzasadniony, że wielu europejskich gigantów energetycznych w swoim portfolio ma także gaz. A przecież prąd, choć na własne potrzeby, produkuje także i KGHM. Tak otrzymujemy 172 mld zł, czyli kapitalizację przewyższającą większość zachodnioeuropejskiej konkurencji. Taki gigant miałby 211 mld zł przychodu i powalczyłby o miejsce w czołowej sześćdziesiątce największych firm starego kontynentu.

Wielki państwowy holding

A co by się stało, gdyby spróbować połączyć wszystkie firmy mające przynajmniej 5 proc. udział - pośredni bądź bezpośredni - Skarbu Państwa w swoim akcjonariacie? Tutaj oczywiście pomijamy udziały OFE, bo choć to de facto pieniądze państwowe - Trybunał Konstytucyjny, pamiętamy - to jednak wzięcie ich pod uwagę byłoby sporym naciągnięciem. Nawet jak na założenia tego artykułu.

Są dwadzieścia cztery tego typu spółki na GPW. Ich łączna kapitalizacja to 314,1 mld zł. Dla porównania kapitalizacja wszystkich krajowych spółek notowanych na GPW to 662 mld zł, upaństwowienie mamy więc solidne. Swoją drogą warto dodać, że nawet tak abstrakcyjny holding nie przekroczyłby granicy 100 mld dolarów kapitalizacji. Tymczasem, jak wynika z rankingu "Forbesa", na świecie są obecnie 74 spółki, którym to się udało. Z globalnego punktu widzenia znów o gigancie więc mowy być nie może. Warto jednak pamiętać, że Skarb Państwa ma także udziały w wielu spółkach, których na giełdzie nie ma i przez co do tej sumy nie zostały one wliczone. 

Abstrakcja większa i mniejsza

Na koniec chcę podkreślić, że większość opisywanych tutaj fuzji jest dosyć abstrakcyjna, te podstawowe typu Alior+Pekao, Lotos+Orlen czy połączenie energetycznego kwartetu są jednak jak najbardziej realne. Oczywiście swoje pięć groszy mógłby tutaj wrzucić UOKiK, ale nie oszukujmy się. przykładowo na rynku energii konkurencji i tak nie ma.

Przy wyliczeniach zostały pominięte wszelkie efekty synergii, ale także i ewentualne negatywne bądź pozytywne reakcje akcjonariuszy na ewentualną fuzję. Zestawienie jest uproszczone i ma na celu jedynie pokazać skalę spółek, które by po ewentualnych połączeniach powstały.

Źródło:
Adam Torchała
Adam Torchała
redaktor Bankier.pl

Redaktor zajmujący się rynkami kapitałowymi. Zdobywca tytułu Herosa Rynku Kapitałowego 2018 przyznanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Swoją uwagę skupia głównie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, gdzie trzyma rękę na pulsie nie tylko całego rynku, ale także poszczególnych spółek. Z uwagą śledzi również ogólnogospodarcze wydarzenia w kraju i poza jego granicami.

Tematy
Załóż eKonto w promocji i zyskaj 150 zł od Bankier.pl + do 300 zł od mBanku + do 300 zł w programie poleceń

Załóż eKonto w promocji i zyskaj 150 zł od Bankier.pl + do 300 zł od mBanku + do 300 zł w programie poleceń

Komentarze (7)

dodaj komentarz
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
burzawa
Banki UniCredit i Santander mmoże i są gigantyczne w porównaniu do polskich banków ale mają także gigantyczne problemy. Są bardzo dużym obciążeniem dla Włoch i Hiszapani. Małe jest piękne :-)
fx69
Fajny artykuł, zestawia największe europejskie firmy i podsuwa skalę polskiego biznesu nawet po teoretycznych fuzjach
pjb
Biznesowego sensu to w takiej analizie za wiele nie ma, ale z politycznego punktu analizy megalomanii polityków już tak. Jak się ma pełnię władzy zrobić można wszystko, tylko jakie będą efekty. Jak już można było zobaczyć grupa Ziobry wiedziona politycznym interesem chce połączyć Pekao i Aliora co ogłoszone zostało Biznesowego sensu to w takiej analizie za wiele nie ma, ale z politycznego punktu analizy megalomanii polityków już tak. Jak się ma pełnię władzy zrobić można wszystko, tylko jakie będą efekty. Jak już można było zobaczyć grupa Ziobry wiedziona politycznym interesem chce połączyć Pekao i Aliora co ogłoszone zostało bez żadnych analiz, perspektyw biznesowych, tak trochę "dziwnie" jak na działania zarządów takich podmiotów finansowych. Rynek to od razu skorygował w cenie spółek państwowych PZU, Pekao i Alior obniżając ich cenę o 4-5mld. Ale politycznie to może ma sens bo można utrudnić życie grupie Morawieckiego wprowadzając PFR w kłopoty. Wszak kupił akcje Pekao na kredyt, którego są zabezpieczeniem a teraz są mniej warte od ceny zakupu. Jest strata. Do tego dywidenda z Pekao miała spłacać odsetki a po połączeniu jej nie będzie. Pytanie co zrobi PKO BP (też grupa M) z tym kredytem, wyrezerwuje? To uderzy w wyniki banku. Jak widać drobny list intencyjny a jakie kłopoty dla konkurencyjnej grupy politycznej. I chyba nikt już w tej politycznej rywalizacji nie przejmuje się tym że państwowe spółki straciły na wartości, gdzie jest PREMIER i dlaczego nie interweniuje? Czyż powinnością Pani Premier nie jest dbać o mienie państwowe, o propaństwowe postawy zarządów. To może jednak zmiana, taka dobra zmiana nie tylko w rządzie ale i w zarządzie ???
janusz26904029
Pani premier podobno musi teraz walczyć o swój stołek. "Usynowiony" Morawiecki raczej jest w przeciwnej drużynie.
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)

Powiązane: Fuzja Orlenu i Lotosu

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki