REKLAMA

Jak nie lokata, to co? Ryzykujesz lub przegrywasz

Krzysztof Kolany2020-07-22 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2020-07-22 06:00
fot. Andrzej Bogacz / FORUM

Doczekaliśmy czasów, gdy lokaty bankowe praktycznie przestały płacić jakiekolwiek odsetki, a tradycyjne oszczędzanie w zasadzie straciło rację bytu. Oszczędzający zostali postawieni pod ścianą i przymuszeni do wzięcia udziału w grze, której podjąć nie chcieli.

Pod koniec maja Rada Polityki Pieniężnej ścięła stopy procentowe praktycznie do zera. Po trzech „covidowych” obniżkach stopa referencyjna w Narodowym Banku Polskim została obniżona z 1,50 proc. do ledwie 0,10 proc. Uważam, że wiosenne decyzje RPP były błędne, szkodliwe i zwyczajnie niepotrzebne. Ale moja opinia nie zmieni sytuacji, że od czerwca 2020 roku trzymanie większej gotówki w polskim banku oznacza godzenie się na ponoszenie strat w ujęciu realnym.

Gdy lokaty przeistaczają się w LOLkaty

W ślad za stopami procentowymi w NBP i na rynku międzybankowym poszło oprocentowanie lokat. W wielu bankach standardem stały się pseudo lokaty oprocentowane na 0,01 proc. w skali roku. Ulokowanie w ten sposób 100 000 złotych na trzy miesiące wygeneruje odsetki wynoszące 83 grosze, dodatkowo pomniejszone o 19-procentowy podatek Belki.  Dlatego tego typu oferty nazwaliśmy LOLkatami, ponieważ wywołują tylko śmiech.

Śmiesznie przestało być, gdy LOLkaty stały się bankowym standardem. Obecnie LOLkata oferująca 0,05 proc. zajęłaby 4 miejsce w zestawieniu najlepszych depozytów terminowych na 3 miesiące. Te niepoważnie niskie odsetki w żaden sposób nie rekompensują oszczędzającemu utraty siły nabywczej pieniądza. Ba, często nawet nie pokrywają kosztu utraty wolnego czasu potrzebnego na założenie takiej „lokaty”. Lepiej już zostawić kasę na zwykłym rachunku a vista, w ramach którego w każdej chwili możemy zamienić bankowy zapis na fizyczną gotówkę. I lokować ją w przysłowiowym materacu, bo „rentowność” obu inwestycji jest już niemal identyczna.

Rzecz jasna rozmaici „łowcy okazji” wciąż mogą polować na coraz rzadsze oferty promocyjne „nawet” 2,50 proc. na koncie oszczędnościowym. Są to propozycje obwarowane licznymi warunkami, jednak z reguły dla niskich kwot i ograniczone do kilku miesięcy. Zatem na dłuższą metę pozostaje tylko oferta standardowa, zwykle przynosząca wyraźnie mniej niż 1 proc. rocznie.

Oszczędzanie przynosi straty

Równocześnie z finansowego równania nikt nie wyciągnął inflacji. Według Głównego Urzędu Statystycznego w czerwcu 2020 roku koszyk cen dóbr i usług konsumpcyjnych był o 3,3 proc. droższy niż przed rokiem. Tzw. inflacja bazowa – czyli wskaźnik cen nieuwzględniający żywności, paliw i energii – sięgnęła aż 4,1 proc. i była najwyższa od 2001 roku. Co więcej, tak wysoka inflacja CPI najprawdopodobniej utrzyma się do końca roku i zapewne w kolejnych latach także pozostanie relatywnie wysoka. Nawet jeśli wskaźnik CPI nie jest idealnym odzwierciedlaniem faktycznej inflacji, to można założyć, że siła nabywcza naszych oszczędności co roku będzie malała o 2-3 proc.

W normalnych czasach bankowy depozyt oprocentowany był na tyle wysoko, że nawet po „obelkowaniu” pozwalał przynajmniej zachować realną wartość oszczędności. Gdy stopy procentowe wynoszą np. 5 proc. przy inflacji szacowanej na 3 proc., to trzymanie oszczędności w banku ma sens, ponieważ pozwala obronić się przed utratą siły nabywczej pieniądza. Realnie na tym raczej nie zarobimy, ale przynajmniej wyjdziemy na zero przy stosunkowo niskim ryzyku.

Teraz ta opcja przestała istnieć. Przy nominalnych stopach procentowych na zerze i inflacji rzędu 3-4 proc. realna stopa procentowa stała się głęboko ujemna. To jeden z przejawów represji monetarnej. Społeczeństwom zachodnim reżym realnie ujemnych stóp zaprowadzono już dekadę temu. U nas on się właśnie rozpoczął. I zapewne potrwa przynajmniej kilka lat, bo żaden z rynkowych ekonomistów nie oczekuje podwyżki stóp procentowych w NBP przed końcem 2021 roku. A doświadczenia strefy euro, Szwajcarii czy Japonii pozwalają oczekiwać, że taki stan potrwa lata. I może się wręcz pogorszyć, przybierając postać już nie tylko realnie, ale nawet nominalnie ujemnych stóp procentowych.

/ Bankier.pl na podstawie danych GUS i NBP.

Wniosek z tego jest prosty. Jeśli trzymasz oszczędności na śmiesznie oprocentowanym wkładzie bankowym, to realnie tracisz 2-3 proc. rocznie. I tak co roku przez nie wiadomo jak długi czas. Jeśli akceptujesz ten stan rzeczy, to odpuść sobie czytanie dalszej części artykułu. Jeśli jednak chcesz bronić swoich pieniędzy, to musisz zacząć inwestować. Czyli wystawić swoje oszczędności na ryzyko ich utraty w celu uzyskania stopy zwrotu przewyższającej inflację. Do tej gry zmusili nas członkowie Rady Polityki Pieniężnej, sztucznie zaniżając stopy procentowe przy wciąż wysokiej inflacji.

Myśl portfelowo

Nie jest moją rolą wskazanie konkretnego i „jedynie słusznego” rozwiązania. Każdy z nas ma inne potrzeby, inne preferencje, inny horyzont czasowy i inny apetyt na ryzyko. Sądzę jednak, że warto zacząć myśleć portfelowo. To znaczny, że zamiast wrzucać wszystkie pieniądze do jednego worka, dzielimy kapitał na transze, które lokujemy w kilku różnych klasach aktywów. Inwestowanie to nie wyścigi konne. Tu nie stawiamy wszystkiego na jednego konia, tylko rozdzielamy pieniądze na cały tabun. Każdy koń dotrze do mety w innym tempie, dowożąc lepszą bądź gorszą (czasem ujemną!) stopę zwrotu. Liczy się, aby sumarycznie byłą ona wyższa od skumulowanej inflacji.

Jeśli do tej pory oszczędzałeś ostrożnie i konserwatywnie stawiając głównie na bankowe lokaty lub obligacje skarbowe, to teraz musisz sięgnąć po bardziej ryzykowne aktywa, jeśli chcesz pobić inflację. Oczywiście, nie trzeba inwestować wszystkich pieniędzy! Warto – a może wręcz powinno się – pozostawić odpowiednią poduszkę finansową (tzw. pieniądze na czarną godzinę) oraz bufor płynnościowy. Przy odrobinie szczęścia i dobrej strategii wystarczy zaryzykować choćby 10-20 proc. kapitału, aby cały portfel „dowiózł” wynik realnie nieujemny.

Patrząc na zachowanie światowych rynków finansowych, łatwo dostrzec, że wielu inwestorów zmuszonych zostało do podjęcia niechcianego ryzyka. Od czterech miesięcy w górę idą notowania akcji, złota, srebra i surowców. To są właśnie objawy ucieczki od aktywów wolnych od dochodu, jakimi stały się obligacje skarbowe i bankowe depozyty. Na rynkach rządzi teraz TINA (ang. there is no alternative – nie ma żadnej alternatywy), przymuszająca inwestorów do kupowania przewartościowanych akcji lub szukania ucieczki w metalach szlachetnych czy nieruchomościach.

Kto nie ryzykuje, ten nie je

W ten oto sposób wszyscy oszczędzający zostali postawieni w rolę kapitalisty. Jeśli chcą przeżyć, to muszą ryzykować. Co gorsza, z roku na rok zawęża się pole manewru i spada liczba inwestycyjnych opcji. Za sprawą nieograniczonych programów QE (zwanych też „dodrukiem pieniądza”) znikł sens kupowania obligacji skarbowych. To znaczy, przestał mieć sens trzymania tych papierów do dnia wykupu. Spekulacja obligacjami (czyli obstawianie dalszego wzrostu ich cen) trzyma się mocno. Wykastrowaniu uległa nawet oferta detalicznych obligacji skarbowych, które od maja emitowane są na znacznie gorszych warunkach. Przede wszystkim przycięte zostały marże w przypadku obligacji indeksowanych inflacją CPI, co sprawiło, że papiery te w zasadzie przestały chronić przed inflacją (ze względu na podatek Belki).

Kolejne na liście są zwykle nieruchomości, w warunkach polskich zwykle rozumiane jako bezpośrednia inwestycja w mieszkanie na wynajem. Tu sprawy się komplikują, bo w ostatnich 5 latach obserwujemy nieco szaloną hossę polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych. Ceny są więc już mocno wygórowane, stopa kapitalizacji niezbyt wysoka, a recesja gospodarcza i oczekiwany wzrost bezrobocia grożą presją na spadek (i ściągalność!) czynszów od najemców. W tle cały czas jawi się też groźba podatku katastralnego, który może się pojawić przy pierwszym kryzysie finansów publicznych.

Dalej mamy metale szlachetne, które w ostatnich miesiącach radzą sobie znakomicie. Dolarowe notowania srebra osiągnęły 4-letni szczyt, a kurs złota w USD zbliża się do nominalnego rekordu z 2011 roku. O ile złoto jest tylko przeciętnym zabezpieczeniem antyinflacyjnym, to dane historyczne wskazują, że zwykle dobrze sobie radziło w otoczeniu realnie ujemnych stóp procentowych.

Najbardziej oczywistym – ale też zdecydowanie bardziej ryzykownym – zabezpieczeniem przed inflacją pozostają akcje. Wycena spółki zwykle jest pochodną jej zdolności do generowania gotówki. Jeśli na skutek inflacji giełdowe spółki zwiększają przychody szybciej od kosztów (np. podnosząc ceny w środowisku niskiej presji płacowej, z czym obecnie mamy do czynienia), to udziały w takich firmach zwykle zyskują na wartości. Nawet jeśli przyrost zysków jest tylko inflacyjną iluzją (tj. rosną one nominalnie, ale realnie już nie), to akcjonariusz i tak może się cieszyć z nominalnego przyrostu wartości portfela. Przy czym ryzyko i zmienność są na rynku akcji wyraźnie wyższe niż w przypadku nieruchomości czy złota.

To nie jest pełny katalog inwestycyjnych opcji. Dla odważnych i zorientowanych w temacie pozostają jeszcze kryptowaluty, akcje spółek niepublicznych oraz wszelkiej maści „inwestycje alternatywne” (np. diamenty, wino, dzieła sztuki, etc.). Ważne, aby najpierw uświadomić sobie istotę sytuacji, w której się znaleźliśmy. I aby podjąć grę na własnych zasadach, broniąc oszczędności przed zakusami władz monetarnych. Chcąc nie chcąc właśnie wszyscy staliśmy się finansowymi partyzantami.

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy

Otwórz konto sobie i dziecku i zyskaj 200 zł w promocji na zakupy u naszych partnerów.

Komentarze (34)

dodaj komentarz
staryznajomy
InventionMed jutro +20-40%. Do końca sierpnia 5 zl.
degrengolada
Złoto. Liczę kupię 5% prowizji, sprzedam 5% prowizji, więc na wejściu jestem -10% do odkucia by w ogóle myśleć o zarobku.

Akcje. Nie znam się na tym i mam niską podatność na ryzyko. Mam kupić akcje ale jakie i kiedy, kiedy sprzedać, kiedy trzymać. Ciężko będzie patrzeć przez lata gdy zmiany w kursach mogą
Złoto. Liczę kupię 5% prowizji, sprzedam 5% prowizji, więc na wejściu jestem -10% do odkucia by w ogóle myśleć o zarobku.

Akcje. Nie znam się na tym i mam niską podatność na ryzyko. Mam kupić akcje ale jakie i kiedy, kiedy sprzedać, kiedy trzymać. Ciężko będzie patrzeć przez lata gdy zmiany w kursach mogą być duże. Zasłaniać oczy przed newsami gdy spada? Wiązać dłoń gdy będę chciał szybko spieniężyć zyski? no i prowizje też trzeba wliczyć.

Obligacje nieindeksowane inflacją. Zero szans na zysk i samo oprocentowanie bardzo niskie.

Obligacje indeksowane inflacją. Zgadzam się że papiery te w zasadzie przestały chronić przed inflacją. Jednak jest duża szansa na wyższy procent zwrotu niż z lokat bankowych. Przelewam środki Skarbowi Państwa i śpię spokojnie. Wrzucam pieniądze i zapominam. Ceny w sklepach rosną jak oszalałe ? a co mnie to w ogóle obchodzi gdy dostanę zwrot w corocznie wypłacanych odsetkach. Wiem kiedy i mniej więcej ile dostanę. Szału nie ma, ale spokój ducha jest.
innowierca
@degrengolada
Zloto to nalezalo kupowac jak bylo po 1200 USD kilkanascie miesiecy temu. Zlota nigdy nie kupujemy podczas wybuchow kryzysow gospodarczych tak jak to ma miejsce teraz. Zloto to sie dokupuje kiedy jest wzgledny spokoj w gospodarkach a inwestorzy maja chec na bardziej ryzykowne aktywa. Dodatkowo zlota mamy w portfelu
@degrengolada
Zloto to nalezalo kupowac jak bylo po 1200 USD kilkanascie miesiecy temu. Zlota nigdy nie kupujemy podczas wybuchow kryzysow gospodarczych tak jak to ma miejsce teraz. Zloto to sie dokupuje kiedy jest wzgledny spokoj w gospodarkach a inwestorzy maja chec na bardziej ryzykowne aktywa. Dodatkowo zlota mamy w portfelu 10-15 procent osczednosci, no moze 20 max jak ktos bardzo zloto lubi. Ewentualnie jak ktos kupil zlota stosunkowo niedawno po 1200 USD za powiedzmy 300 000 PLN to nawet po odjeciu jak to nazywasz prowizji ma dzisiaj zysku 40-50%
innowierca odpowiada innowierca
cd.
No i jak kupil sobie zloto po 1200USD za 300 000PLN to moze sobie dzisiaj sprzedac i kupic mieszkanie za gotowke bo wlasnie tanieja i mozna wynegocjowac dobra cene. Kupowanie zlota to nie filozofia wielka. Oczywiscie nie teraz kiedy dilerzy bulionowi reklamuja sie w telewizji obok reklam z proszkami do prania.
degrengolada odpowiada innowierca
czyli obstawiasz, że 1 866,55 USD/uncja na dzisiaj się już nie opłaca. Cóż, sprawdzimy za pewien czas czy miałeś rację.
innowierca odpowiada degrengolada
Sam jestem ciekawy. No ale jezeli omawiamy zakupy fizyka to jezeli ktos kupil kilka monet po 1200 i moze byc nawet po 2000 (zalozmy ze to bedzie max podczas obecnego kryzysu) to co to dla niego za okazja kupic po 1866 jezeli chce trzymac fizyka i od powiedzmy 1950 zacznie spadac.
Jest wysoce prawdopodobne ze zloto bedzie mozna
Sam jestem ciekawy. No ale jezeli omawiamy zakupy fizyka to jezeli ktos kupil kilka monet po 1200 i moze byc nawet po 2000 (zalozmy ze to bedzie max podczas obecnego kryzysu) to co to dla niego za okazja kupic po 1866 jezeli chce trzymac fizyka i od powiedzmy 1950 zacznie spadac.
Jest wysoce prawdopodobne ze zloto bedzie mozna kupic po 1300-1400
USD za uncje za okolo 2 lata.
Jezeli nie interesowales sie tematem wczesniej i nagle zapragnoles kupowac zloto jako czesc swoich inwestycji a raczej przeniesienia wartosci czesci swoich pieniedzy bo teraz wszyscy rzucili sie na zloto
to radze teraz nie kupowac. Oczywiscie moge sie mylic i decyzje musisz podjac sam. Zwroce tylko uwage ze sprzedaz u dilerow juz na ten moment spadla i jak kupisz monete na zachodzie u wiekszego dilera to dostaniesz poczta na drugi dzien. Jeszcze miesiac temu to bylo minimum
2 tygodnie.
degrengolada odpowiada innowierca
pewnie, że tak. Raczej złota nie zamierzam kupować
m00zyk
Złoto - kupujesz z drugiej ręki a już OBOWIĄZKOWO sprzedajesz na rynku wtórnym, wtedy nie masz żadnej prowizji od sprzedaży. A co do pozostałych aktywów - nie znasz się - poznaj się. Nie edukujesz się - obrywasz. Przynajmniej w tych chorych czasach. Ale nikt Ci nie każe być traderem, doedukuj się i zostań długoterminowym Złoto - kupujesz z drugiej ręki a już OBOWIĄZKOWO sprzedajesz na rynku wtórnym, wtedy nie masz żadnej prowizji od sprzedaży. A co do pozostałych aktywów - nie znasz się - poznaj się. Nie edukujesz się - obrywasz. Przynajmniej w tych chorych czasach. Ale nikt Ci nie każe być traderem, doedukuj się i zostań długoterminowym inwestorem.
xiven
dzisiejszą funkcje lokaty kapitału przejął kredyt inwestycyjny
piotr76
Aż mam ochotę napisać - co wy k*** wiecie o inflacji ;) Problem to się dopiero zacznie, jak zrobi się dwu lub trzycyfrowa, taka jak pod koniec PRLu. Jeśli będzie to szło w tym kierunku, to trzeba działać tak jak w tamtych czasach - biletów NBP używać tylko do bieżących rozliczeń i jak najszybciej się ich pozbywać,Aż mam ochotę napisać - co wy k*** wiecie o inflacji ;) Problem to się dopiero zacznie, jak zrobi się dwu lub trzycyfrowa, taka jak pod koniec PRLu. Jeśli będzie to szło w tym kierunku, to trzeba działać tak jak w tamtych czasach - biletów NBP używać tylko do bieżących rozliczeń i jak najszybciej się ich pozbywać, wymieniając na "twarde" waluty, metale szlachetne, środki produkcji i ogólnie realne dobra.

Powiązane: Tylko u nas

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki