Globalny odwrót od rynków wschodzących

główny analityk Bankier.pl

Od kwietnia trwa globalny odwrót od rynków wschodzących. Cierpi na tym także GPW oraz polski złoty. Marnym pocieszeniem pozostaje fakt, że inni mają zdecydowanie gorzej.

Na wielu wykresach „emerdżingów” widać to samo. To data 17 kwietnia 2018 roku. Po tym dniu notowania walut rynków wschodzących (ang. emerging markets – EM) zaczęły spadać, jakby ktoś nagle pozbawił je siły nośnej. Przykładowo, kurs USD/PLN podskoczył z 3,35 zł do niemal 3,80 zł na początku lipca. To samo widzimy na wykresie indeksu MSCI Emerging-Market Currency, który w tym samym okresie zaliczył spadek o 5,6%. Równocześnie indeks dolara poszedł w górę z 89 do 95 punktów, co przekłada się na 6,7-procentowe umocnienie amerykańskiej waluty.

Nie był to przypadek. 17 kwietnia Ludowy Bank Chin obniżył stopę rezerwy obowiązkowej o 100 punktów bazowych do 17% w przypadku dużych banków. Było to istotne poluzowanie polityki monetarnej za Murem. Zmianę kursu Pekin potwierdził w czerwcu, ordynując potężny zastrzyk pieniądza w system bankowy oraz ponownie tnąc stopę rezerw obowiązkowych.

Zmiana polityki monetarnej w Chinach negatywnie odbiła się na wartości juana, co zresztą zdaniem niektórych komentatorów było zamierzonym działaniem chińskich władz. A wraz z juanem w dół poszły notowania prawie całego koszyka „emerdżingowego”. Według stanu na 8 sierpnia z całego koszyka na plusie względem początku roku utrzymują się tylko peso meksykańskie oraz kolumbijskie. Stosunkowo nieźle trzymają się jeszcze niektóre waluty azjatyckie.

(Bloomberg.)

Polski złoty znalazł się w połowie stawki ze stratą 5,4% YTD. Nieco więcej straciła rupia indonezyjska, peso filipińskie czy forint węgierski. Można by powiedzieć, że to swego rodzaju straty własne powstałe w wyniku zmasowanego ostrzału krajów pogrążonych (lub pogrążających się) w kryzysie gospodarczym lub finansowym.

Kryzys tu, kryzys tam

Listę największych ofiar otwiera argentyńskie peso, które od początku roku straciło prawie jedną trzecią wartości względem dolara. Argentyński kryzys rozegrał się w maju i czerwcu – z powodu błędów w polityce monetarnej kraj utracił zaufanie zagranicznych inwestorów. Argentyna musiała się ratować awaryjną podwyżką stóp procentowych (do 40%) i równie awaryjną pożyczką od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Działania władz argentyńskich były zgodne z „podręcznikiem” i wydaje się, że przyniosły zamierzony efekt: od początku lipca kurs peso jest stabilny.

Rozpędu nabiera za to kryzys walutowy w Turcji, gdzie lira niemal co dnia bije rekordy słabości i od początku roku straciła już niemal 30%. Tu także przyczyny były dość klasyczne: brak reakcji banku centralnego na wzrost inflacji i boom kredytowy. Inflacja CPI w Turcji dobija do 16% i nie zatrzymały jej kunkatorskie podwyżki stóp procentowych w wykonaniu zależnych od prezydenta Erdogana przedstawicieli TCMB. Co gorsza, Recep Tayyip Erdogan wdał się w czysto polityczny spór ze Stanami Zjednoczonymi, co może poskutkować nałożeniem amerykańskich sankcji i wystraszyć nawet najbardziej odważny kapitał zagraniczny znad Bosforu. Sytuację Turcji pogarszają irracjonalne wierzenia samego Erdogana, który publicznie powtarza, jakoby to wysokie stopy procentowe były przyczyną wysokiej inflacji. Ekonomiści dość zgodnie twierdzą, że jest dokładnie na odwrót: to zbyt niskie stopy procentowe napędzają inflację.

Osobnym tematem jest sytuacja w Republice Południowej Afryki, która wkroczyła na ścieżkę zimbabweńską. Rządzący „rewolucjoniści”, którzy doprowadzili do upadku apartheidu, teraz wywłaszczają białych farmerów i prowadzą niegdyś najbogatszy kraj Afryki w objęcia realnego socjalizmu. Pierwsze efekty już widać: stopa bezrobocia wynosząca 27% sięga najwyższych poziomów od 15 lat przy inflacji rzędu 5% i rocznej dynamice PKB od lat nieprzekraczającej 2%.

Fed rozdaje karty...

Abstrahując od lokalnych i raczej specyficznych dla poszczególnych krajów problemów, nie można zapominać o działaniach Rezerwy Federalnej, która z cykliczną bezdusznością normalizuje politykę monetarną. Przez poprzednie 50 lat każdy cykl podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych prowadził do jakiegoś kryzysu finansowego.

(Rezerwa Federalna.)

Nierzadko były to kryzysy „na peryferiach” – czyli właśnie w krajach rozwijających się. Przebieg tych kryzysów był zawsze podobny. W czasach niskich stóp w USA kraje rozwijające się (zarówno rządy, jak i sektor prywatny) zadłużały się tanim dolarze. Gdy Fed stopy podnosił, umacniał się dolar, co podwójnie uderzało w zdolność do obsługi dolarowych długów. Teraz mamy to samo: Fed bardzo powoli, lecz nieubłaganie zaciska pętlę na szyi dłużników z rynków wschodzących: od Turcji przez Rosję po Argentynę (dolarowe długi akurat nie dotyczą Polski, ale niestety jesteśmy w jednym koszyku z dolarowymi dłużnikami). Trudno się dziwić, że w takich warunkach koszyk „emerdżingów” jako całość cierpi katusze.

... a RPP ucina sobie drzemkę

Nie wygląda na to, aby pełzający kryzys rynków wschodzących miałby wkrótce zostać przezwyciężony. Nie bardzo widać też powody, dla których zagraniczny kapitał miałby się zainteresować polskimi aktywami. Polskie obligacji 10-letnie płacą obecnie 3,1%, podczas gdy amerykańskie oferują prawie 3% rentowności. Trudno byłoby mi zrozumieć amerykańskiego inwestora, który wybrałby papiery polskie przy tak niskiej premii za ryzyko.

Jeszcze bardziej kuriozalna sytuacja panuje na krótkim krańcu krzywej terminowej. Rząd USA za pożyczenie dolarów na dwa lata płaci 2,67%. Rząd polski pożycza złote po koszcie 1,61%. I nie zanosi się, aby w tej materii cokolwiek miało się zmienić na korzyść polskich obligacji. Rada Polityki Pieniężnej w dającej się przewidzieć przyszłości nie planuje podniesienia stóp procentowych. Prezes NBP Adam Glapiński idzie jeszcze dalej i chciałby utrzymać rekordowo niskie stopy nawet od 2020 roku. I to nawet w sytuacji, gdy projekcje samego NBP wskazują na to, że inflacja CPI sięgnie 3%, a wzrost PKB będzie hamował. W takim układzie trudno znaleźć jakiś argument przemawiający za umocnieniem złotego.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
11 38 karbinadel

Jeśli Korea Południowa, Singapur i Hongkong to rynki wschodzące, a Grecja i Włochy zaliczają się do rozwiniętych, to gratuluję :)

! Odpowiedz
4 11 karroryfer

o ile podwyżki stóp % bardzo silnego lat 80 i dziewiędziesiątych do 8-6% miały znaczenie i były też geopolityką to nie bardzo rozumiem jak podwyżka do 2% mogła spowodować tak gwałtowne reakcje. Choć oczywiście przyzwyczajenie do Zera pewnie miało znaczenie ...

! Odpowiedz
3 9 wojtek2u

to akurat bardzo proste: zadłużenie teraz jest o niebo większe niż w latach 80-tych. 10% od $1000 jest duuuuużo mniejsze niż 2% of $100000000000000

! Odpowiedz
10 14 niepelnosprawny_org

a Polska bedzie rodzynkiem, USA sie tu przenosi...

! Odpowiedz
1 19 pjb

Zgadzam się z jednym FED jak odkurzacz wyssie kapitał z innych rynków. Kto wcześniej podejmie działania będzie miał z czego inwestować i się rozwijać. Kto prześpi ten okres zapłaci podwójnie raz brakiem kapitału dwa gwałtownie rosnącą jego ceną. Jak EBC zamknie drukarnię ruchy na rynku globalnym istotnie przyśpieszą.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
USD/PLN 0,57% 3,8105
2018-08-15 22:04:00
EUR/PLN 0,59% 4,3241
2018-08-15 22:05:00
EUR/USD 0,03% 1,1348
2018-08-15 22:04:00
CHF/PLN 0,63% 3,8361
2018-08-15 22:05:00

Porównywarka kantorów internetowych

za

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl