Jeszcze przed Sylwestrem wiele przedsiębiorstw zapowiedziało na 2026 r. niemałe zwolnienia grupowe. Kolejne z pewnością ogłoszą je w kolejnych miesiącach. Zapytaliśmy ekspertów o to, jakie organizacje i branże mogą zmniejszać swoje zespoły w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy i czym to jest spowodowane.


Rok 2026 przynosi kolejną falę zwolnień grupowych w Polsce. Dla wielu branż zapowiada się jako czas trudnych decyzji i reorganizacji.
– Wedle szacunków w 2025 r. zwolnienia grupowe miały objąć około 80 tys. Wiele firm, które je zapowiedziały, będzie wdrażać te decyzje w życie w najbliższych dwóch latach. W niektórych przypadkach proces ten rozpoczął się w 2025 roku, a jego zakończenie przewidziano nawet na 2027 rok – mówi Bankier.pl Natalia Myskova, prezes Smart Solutions HR. – Najbardziej niepokoi fakt, że firmy, które zdecydowały się na taki krok są bardzo różnorodne - zlokalizowane na terenie całej Polski, działające w różnych branżach - od IT do produkcji i są różnej wielkości - od dużych przedsiębiorstw, po firmy rodzinne.
Małe firmy pod większą presją
Według Mateusza Żydka, eksperta rynku pracy Instytutu Badawczego Randstad, skala planowanych redukcji w 2026 roku jest ściśle powiązana z wielkością i odpornością kapitałową przedsiębiorstw.
– Choć ogólny odsetek firm planujących zwolnienia spadł w ujęciu rocznym z 8 do 5 proc., to ciężar tych procesów rozkłada się nierównomiernie. Największą stabilność wykazują duże przedsiębiorstwa – tylko 1 proc. z nich planuje redukcje, podczas gdy wśród najmniejszych, zatrudniających do 50 osób, wskaźnik ten sięga już 7 proc. – mówi Bankier.pl Mateusz Żydek. – Może to sugerować, że mniejszy biznes silniej odczuwa presję kosztową i po licznych perturbacjach w gospodarce, ma mniej przestrzeni na utrzymywanie dotychczasowego zatrudnienia.
Według przedstawiciela Randstad, w dobie spowolnienia gospodarczego wiele organizacji decyduje się na tzw. „odchudzanie” struktur, co jest widoczne w uszczuplaniu kadry kierowniczej średniego szczebla oraz w ograniczaniu stanowisk juniorskich.
– Dane wskazują na stały spadek ofert dla osób początkujących, co sprawia, że próg wejścia na rynek pracy staje się wyższy. Firmy zamiast szerokich rekrutacji stawiają na wysoką efektywność obecnych, doświadczonych zespołów, co jest elementem szerszej polityki utrzymania status quo – uważa Mateusz Żydek.
Usługi „papierkiem lakmusowym”
Zdaniem eksperta Randstad, analiza sektorowa pokazuje, że większość branż zachowuje dodatni bilans rekrutacyjny, jednak sektor usługowy mierzy się z wyraźnym ochłodzeniem.
– Jedynym obszarem, w którym odsetek firm planujących redukcje (10 proc.) przewyższa plany nowych rekrutacji (7 proc.), jest obsługa nieruchomości i firm – twierdzi Mateusz Żydek. – Branża ta często pełni rolę „papierka lakmusowego” gospodarki, obsługując inne sektory, więc jej słabsza kondycja może sygnalizować dotychczasowe szersze wstrzymywanie wydatków biznesowych przez kontrahentów.
Zdaniem eksperta zauważalne zmiany zachodzą również w sektorze IT oraz handlu. Choć w IT plany wzrostu zatrudnienia (13 proc.) wciąż dominują nad redukcjami (3 proc.), to branża ta przechodzi przez proces weryfikacji modeli biznesowych.
– Obserwujemy tam odejście od masowego zatrudniania na zapas na rzecz precyzyjnej selekcji kompetencji – mówi Mateusz Żydek. – W handlu natomiast 9 proc. firm planuje zwolnienia przy 14 proc. planujących wzrosty, co wynika z postępującej konsolidacji rynku oraz optymalizacji procesów sprzedażowych. Najbezpieczniejszą przystanią pozostaje przemysł oraz budownictwo, gdzie zapotrzebowanie na pracowników nadal znacznie przewyższa plany redukcyjne.
Tam będzie najwięcej zwolnień
Zdaniem Iwony Wieczyńskiej, dyrektor regionu w Grupie Progres, można wyróżnić trzy główne grupy pracodawców, które będą najbardziej narażone na redukcje zatrudnienia.
– Po pierwsze, będą to branże o niskiej dynamice popytu i wysokiej wrażliwości kosztowej. To przede wszystkim segmenty handlu tradycyjnego niezwiązane z e-commerce, część usług konsumenckich oraz działalności sezonowych. Będą one optymalizować zatrudnienie w celu obniżenia kosztów stałych. Tam presja na marże, wzrost kosztów pracy i rosnące wymagania pracowników powodują, że firmy zaczynają traktować zatrudnienie etatowe jako koszt, którym trzeba sprawniej zarządzać – mówi Bankier.pl Iwona Wieczyńska. – Po drugie, przemysł tradycyjny i część usług B2B. Szczególnie te, które stoją w obliczu modernizacji i automatyzacji mogą planować ograniczenia kadrowe.
Jak twierdzi Iwona Wieczyńska, trzecia grupa to przedsiębiorstwa dotknięte zmianami strukturalnymi w modelach biznesowych np. część firm z sektora finansowego, ubezpieczeniowego czy tradycyjnych mediów, które w wyniku cyfrowej transformacji szukają oszczędności poprzez konsolidację funkcji i centralizację procesów.
Jakie firmy będą zwalniać w 2026 roku?
Wśród przedsiębiorstw, które już ogłosiły zwolnienia grupowe w tym roku znalazły się:
- Agora – pracę straci tu łącznie około 166 osób,
- Black Red White - producent mebli zwolnił w 2025 r. ponad 420 osób, jednak do 2026 roku redukcje mają objąć łącznie 800 zatrudnionych,
- Fujitsu Technology Solutions – zwolnienia obejmą łącznie ponad 830 zatrudnionych – proces zwolnień potrwa do marca 2026 roku,
- UBS – szwajcarski gigant finansowy w lutym ogłosił zamknięcie swojego warszawskiego oddziału i zwolnienie około 1200 pracowników. Cały proces został rozłożony na lata 2025-2026,
- Heineken Polska – według nieoficjalnych danych w krakowskim centrum usług wspólnych firmy pracę straci nawet 700 osób,
- Zakład Elektrotechniki Motoryzacyjnej w Ełku – na początku roku rozpocznie się proces zwalniania 240 pracowników,
- Ceramika Paradyż – w 2026 roku pracę straci tu 140 osób.
Polska jest coraz droższa?
Według przedstawicielki Smart Solutions HR jedną z przyczyn redukcji zatrudnienia jest to, że Polska staje się coraz droższa.
– Od 2020 roku stale rosną koszty siły roboczej wraz ze wzrostem płacy minimalnej. Wiele firm przenosi produkcję i centra logistyczne do tańszych krajów Unii Europejskiej, jak Węgry, Bułgaria czy Rumunia. – twierdzi Natalia Myskova. – Po drugie, postępujące robotyzacja i automatyzacja zmniejszyły zapotrzebowanie na pracowników fizycznych w branży logistycznej. Mamy dużo mniejszy popyt na takie role jak: magazynierzy, spedytorzy, pakowacze, pickerzy, wyjątkiem są tu kierowcy.
Zdaniem ekspertki kolejną przyczyną zwolnień jest połączenie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji oraz zapowiedzianych zmian legislacyjnych m.in. przekształcenia umów B2B na umowy o prace, które w połączeniu powodują mniejszy popyt na specjalistów i zwiększają ryzyko zwolnień w branży IT oraz cyfryzacji. Nie bez znaczenia jest też malejący popyt na serwisowanie, coraz więcej artykułów, które uległy uszkodzeniu, jest wymienianych. Wiąże się to ze zmianami w przyzwyczajeniach konsumentów. Zmniejsza to zapotrzebowanie na usługi w tych branżach, które jako centra serwisowe wybrały Polskę.
– Ważnym czynnikiem jest też zwiększenie mocy i jakości produkcyjnej w Chinach, co uczyniło mniej konkurencyjnym rynek produkcyjny w Europie. Najbardziej jaskrawym przykładem w tym kontekście jest branża automotive, która wpadła w Europie, a zwłaszcza w Niemczech, w stagnację. Odbija się to na Polsce, która jest największym producentem części i elementów samochodowych – dodaje ekspertka.
Wybuchowa mieszanka działająca z opóźnieniem
Z kolei zdaniem przedstawiciela Randstad, decyzje o redukcjach są pokłosiem skumulowanych obciążeń, z którymi firmy mierzyły się w ostatnich latach.
– Inflacja, gwałtowne wzrosty kosztów energii i paliw oraz dynamiczna płaca stworzyły mieszankę, która z pewnym opóźnieniem wpływa teraz na ochłodzenie na rynku pracy. Choć fundamenty finansowe wielu firm pozostają silne, bo 75 proc. ocenia swoją kondycję jako dobrą lub bardzo dobrą, to mniejsze podmioty często nie posiadają już wystarczających rezerw, by długotrwale utrzymywać zatrudnienie w obliczu stagnacji gospodarczej, którą przewiduje 54 proc. badanych – uważa Mateusz Żydek. – Istotnym tłem dla tych procesów jest również postępująca automatyzacja i wdrażanie rozwiązań opartych na AI. Choć technologia ta nie zastępuje jeszcze masowo pracowników, to pozwala firmom na optymalizację pewnej części stanowisk operacyjnych.
Kluczowy będzie pierwszy kwartał
Wiele wskazuje na to, że rok 2026 nie przyniesie fali masowych zwolnień, lecz stanowić będzie etap głębokiej korekty na rynku pracy. Przedsiębiorstwa będą dostosowywały się do rosnących kosztów działalności, zmian technologicznych i nowego otoczenia regulacyjnego. Jednak według ekspertów rynku pracy zjawisko to będzie miało charakter selektywny — będzie dotyczyło przede wszystkim branż i firm o niższej odporności kapitałowej.
Jak podkreśla Mateusz Żydek, choć pracodawcy wciąż prognozują stagnację, dane z polskiej gospodarki napawają coraz większym optymizmem.
– Pierwszy kwartał 2026 roku będzie kluczowym sprawdzianem. Jeśli poprawa koniunktury faktycznie przełoży się na wzrost zamówień i sprzedaży, odsetek firm planujących redukcje może spaść. W takim scenariuszu ostrożna dziś polityka kadrowa szybko ustąpi miejsca nowej fali rekrutacji, która na razie pozostaje domeną głównie dużych graczy z sektora produkcji i budownictwa – podsumowuje ekspert.









































