Wyjazd do Czech zakończył się zabraniem tablic rejestracyjnych po rutynowej kontroli. Polski kierowca nie popełnił żadnego wykroczenia. MSZ od dawna ostrzega, że przez nieswoje zaległości mandatowe można przeżyć niemiłą niespodziankę.


Casus dotyczy samochodów w leasingu lub najmie długoterminowym, a o podobnych przypadkach stało się głośno za pomocą Instagrama. Tam jeden z użytkowników streścił swój przypadek. Został zatrzymany podczas noworocznej standardowej kontroli drogowej (kierowca nie złamał żadnych przepisów). Miał też przy sobie wszystkie wymagane dokumenty. Jednak podczas sprawdzania tablic rejestracyjnych w czeskim systemie samochód "wyskoczył na czerwono".
Otóż okazało się, że problemem są nieopłacone mandaty przez właściciela pojazdu, a więc firmę leasingową. Newralgiczny okazał się tutaj bowiem status własności samochodu.
Czy takie działanie jest zgodne z prawem? Czeskim tak
Kierowca samochodu leasingowanego lub wynajmowanego długoterminowo nie jest jego właścicielem, tylko użytkownikiem. Prawnie należy on do banku lub funduszu leasingowego. Zgodnie z przepisami obowiązującymi u naszych południowych sąsiadów, jeśli więc inni kierowcy korzystający z floty tej samej firmy nie uregulowali swoich rachunków u czeskiej drogówki, funkcjonariusze mają prawo egzekwować je od innych - Bogu ducha winnych - użytkowników.
ReklamaZobacz także
Zatrzymany oczywiście może opłacić wszystkie widniejące na daną firmę leasingową mandaty, jednak najczęściej nie są to małe sumy. W przypadku odmowy policja w Czechach ma prawo uniemożliwić dalszą jazdę m.in. poprzez zatrzymanie tablic rejestracyjnych. Wówczas pozostaje jedynie wezwanie lawety.

Polskie MSZ informuje o tym na stronie internetowej w zakładce informacje dla podróżnych:
Odzyskiwanie należności dotyczy mandatu nałożonego na kierowcę, jak i właściciela pojazdu i następuje w miejscu kontroli drogowej. Większość zatrzymań dotyczy samochodów w leasingu, w przypadku których firmy leasingowe nie opłaciły zaległych kar z tytułu przekroczenia prędkości zarejestrowanych przez fotoradary.
Kierowcy mają związane ręce
Niestety, użytkownicy aut leasingowanych nie mają szansy sprawdzić zawczasu, czy akurat firma go obsługująca wywiązuje się z opłacania mandatów. W teorii bowiem to oni powinni regulować wszelkie należności, by w następnej kolejności domagać się ich od użytkowników aut.
Jak wyjaśniają firmy leasingowe m.in. na portalu Elektromobilni.pl, część zaległości nie wynika z ich opieszałości czy świadomego działania, a jest podyktowana m.in. niepełną dokumentacją, która spływa do nich z Czech, co "nie pozwala na szybkie powiązanie kary z konkretnym pojazdem lub klientem".
Przeczytaj także
opr. red/































































