Amerykański rynek akcji znajduje się już w świątecznym nastroju. Statystyczne zależności w postaci rajdu św. Mikołaja i kończącego rok „window dressing” trafiły na sprzyjający grunt interwencji banków centralnych, kluczowych decyzji politycznych oraz lepszych danych z gospodarki Stanów Zjednoczonych.
W czwartek analityków pozytywnie zaskoczył indeks ISM, co jednak dla inwestorzy przyjęli dość chodno. Ten główny wskaźnik mierzący koniunkturę w przemyśle USA (i świetnie skorelowany z indeksem S&P500) wzrósł w listopadzie z 50,8 pkt. do 52,7 pkt. wobec mediany prognoz rzędu 51,5 pkt. Taki wynik wskazuje na przyspieszenie bardzo słabego wzrostu w amerykańskim sektorze wytwórczym.
Sama kompozycja tego wskaźnika nie była jednoznacznie pozytywna. Cieszyła wyraźna poprawa subindeksów obrazujących nowe zamówienia oraz bieżącą produkcję. Minusem było jednak coraz szybsze kurczenie się portfela zamówień, wyhamowanie spadku zapasów oraz wolniejszy przyrost zatrudnienia. Warto też odnotować, że bardzo słabo wypadły analogiczne indeksy PMI dla Chin oraz praktycznie wszystkich krajów europejskich.
Rozczarował wzrost liczby nowojrejestrowanych bezrobotnych. Po „kuroniówkę” zgłosiło się 402 tys. Amerykanów. To o 6 tys. więcej niż przed tygodniem i o 12 tys. więcej od rynkowego konsensusu. Mocniej od prognoz wzrosły za to wydatki na inwestycje budowlane.
Wypadkową mieszanych danych makro oraz wciąż niepewnej sytuacji w strefie euro była neutralna sesja na Wall Street. Trzy główne indeksy fluktuowały wokół poziomów z środowej sesji, podczas której wzrosły po przeszło 4%. Na początku dnia S&P500 nawet zaatakował poziom 1.250 pkt., ale byki nie zaangażowały dostatecznie dużych kapitałów. Niemniej brak spadków po 8-procentowej zwyżce (licząc od początku tygodnia) uznałbym za oznakę siły kupujących.
Zwłaszcza że w Europie wciąż nie zapadły rozstrzygnięcia w sprawie przyszłości strefy euro i ratunku dla Włoch. Co prawda po względnie udanych aukcjach hiszpańskich i francuskich obligacji koszty obsługi europejskiego długu wyraźnie spadły, to sytuacja wciąż jest podbramkowa.
Ciekawy pogląd na amerykański rynek akcji przedstawił główny strateg banku Goldman Sachs. David Kostin powiedział, że gospodarka USA znalazła się w stagnacji, więc zyski 500 największych spółek w przyszłym roku wzrosną tylko o 3%. Oznacza to, że indeks S&P500 jest obecnie wyceniany na 12,5-krotność przyszłorocznych prognozowanych zysków, co moim zdaniem trudno uznać za szczególną okazję inwestycyjną.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































