Prezes Wólczanki Rafał Bauer nie potwierdza wprost informacji o połączeniu obu firm, ale też nie zaprzecza. - O połączeniu Wólczanki i Vistuli mówi się od lat. Kiedyś nie było ekonomicznego uzasadnienia, bo byliśmy firmami jedynie produkcyjnymi. Teraz to się zmieniło. Obie firmy stawiają na sprzedaż i rozwój sieci sklepów - mówi Bauer i dodaje, że na fuzji obie firmy mogą zaoszczędzić - zarówno koszule Wólczanki jak i garnitury Vistuli mogłyby być sprzedawane w jednym salonie. Odchudzenie kadr obu firm zredukowałoby z kolei koszty ich zarządzania. - Niewątpliwie firma, która ma kapitalizację na poziomie 300 milionów złotych, ma inne perspektywy rozwoju niż dwie mniejsze - mówi Rafał Bauer.
Są dwa możliwe scenariusze połączenia: albo klasyczna fuzja, za czym przemawia ugruntowana pozycja rynkowa obu marek, albo wchłonięcie jednej firmy przez drugą. Decyzje jeszcze nie zapadły. Niewykluczone, że zapadną wiosną podczas walnego zgromadzenia akcjonariuszy. Głównymi udziałowcami obu firm jest ta sama grupa funduszy inwestycyjnych.
Na koniec zła wiadomość: nie wiadomo, czy nowo powstała firma będzie związana z Łodzią. Działająca w tym mieście od 61 lat Wólczanka od roku czeka na kupca, chętnego na budynek przy ul. Wólczańskiej, gdzie mieści się centrala firmy. Władze spółki nie ukrywają, że sprzedaż siedziby będzie oznaczała przeprowadzkę zarządu - najprawdopodobniej do Ostrowca Świętokrzyskiego.
Dziennik Łódzki
(pb)


























































