Europa traci udział w światowym PKB, przegrywa z USA i Chinami nie tylko gospodarczo. W ostatnim w tej serii odcinku wideocastu „Rzeczy, o których przestaliśmy myśleć” Kamil Sobolewski, główny ekonomista Pracodawców RP, wskazuje, dlaczego unijna maszyna legislacyjna powinna zostać zatrzymana na pięć lat i jaką lekcję cały Stary Kontynent może wyciągnąć od polskich firm.


Materiał zrealizowany w ramach płatnej współpracy z Przedstawicielstwem Komisji Europejskiej w Polsce.
Światowy porządek przebudowują dziś Waszyngton i Pekin. Rosja pełni w tej rozgrywce funkcję chińskiego wasala, a Unia Europejska zniknęła z globalnego stołu negocjacyjnego. Wynika to z malejącej siły gospodarczej naszego kontynentu oraz wad strukturalnych europejskiej wspólnoty.
– Europa to dziś twór, który dostaje ciosy od jednych i drugich, ponieważ nie potrafi się asertywnie bronić przed dumpingiem czy cłami. Światu daliśmy się poznać jako obszar gospodarczy trudny do sterowania, w którym nie do końca wiadomo, kto tak naprawdę dzierży władzę – diagnozuje główny ekonomista Pracodawców RP.
Polskie biznes może oświetlać drogę Europie
Amerykańskie i chińskie giganty technologiczne urosły w siłę dzięki dostępowi do potężnych i jednolitych rynków wewnętrznych. To tam mogły budować skalę i rentowność, by później przy minimalnych kosztach dokonywać globalnej ekspansji. Unia Europejska, choć demograficznie i gospodarczo nadal znacząca, wciąż zmaga się z barierami administracyjnymi, które sprawiają, że wspólny rynek często pozostaje jedynie w sferze deklaracji.
Kamil Sobolewski podkreśla jednak, że obecność we wspólnym rynku to dla państw takich jak Polska absolutny fundament rozwoju.

– Gdyby nie wspólny unijny rynek, prawdopodobnie już dawno zostalibyśmy kolonią wielkich gospodarek. W Polsce wciąż potrafimy z niego korzystać. Firmy takie jak InPost, Allegro, CD Projekt czy Żabka to przykłady biznesów, które rozpychają się na rynku i skutecznie skalują się międzynarodowo. Polska nie zatraciła przedsiębiorczości, którą w dużej mierze zatraciła Europa. Być może to my powinniśmy być dziś latarnią oświetlającą drogę dla unijnej gospodarki – ocenia ekspert.
Rykoszetem w polskie AGD
Barierą dla utrzymania konkurencyjności europejskiego przemysłu są nietrafione przepisy. Przykładem może być mechanizm CBAM, czyli tzw. cło węglowe, nałożone na importowane towary energochłonne, by wyrównać szanse unijnych producentów m.in. stali. W praktyce opłata ta podnosi koszty funkcjonowania całego przemysłu przetwórczego, który tę stal kupuje.
– Przez cło węglowe branże takie jak motoryzacja czy produkcja sprzętu AGD mierzą się z drastycznym wzrostem kosztów. Polska odpowiada za 60 proc. unijnej produkcji pralek, zmywarek i suszarek. Przez nowe opłaty europejska pralka na sklepowej półce będzie droższa od chińskiej czy tureckiej. Zamiast ratować producentów stali, grzebiemy własny przemysł przetwórczy – ostrzega Sobolewski.
Pięć lat regulacyjnego odwyku
Co powinna zrobić Europa, by nie przespać całkowicie transformacji i zyskać w oczach zniechęconych, skłaniających się ku populistom obywateli? Zdaniem gościa wideocastu unijna machina legislacyjna potrzebuje radykalnego resetu.
– Każda organizacja potrzebuje czasem kroku w tył. Powinniśmy ogłosić, że przez najbliższe pięć lat w UE nie będzie nowych regulacji. Eurokratom należy wyznaczyć nowe zadanie: rzetelną ewaluację dotychczasowych polityk. Z tych, które przyniosły skutki odwrotne od zamierzonych, trzeba się po prostu wycofać, a skupić na pogłębianiu i udrażnianiu prawdziwego wspólnego rynku – podsumowuje główny ekonomista Pracodawców RP.
Zapraszamy do obejrzenia całej rozmowy o teraźniejszości i przyszłości gospodarczej Europy w załączonym powyżej materiale wideo. Polecamy też wcześniejsze odcinki serii „Rzeczy, o których przestaliśmy myśleć”.




























































