REKLAMA

4 000 zł brutto z nikogo nie czyni klasy średniej

Krzysztof Kolany2021-07-09 06:00główny analityk Bankier.pl
publikacja
2021-07-09 06:00
4 000 zł brutto z nikogo nie czyni klasy średniej
4 000 zł brutto z nikogo nie czyni klasy średniej
fot. Tim Roberts Photography / / Shutterstock

Wypowiedź wiceministra finansów wywołała publiczną dyskusję o tym, czym właściwie jest „klasa średnia”. Spór dotyczy w zasadzie tego, czy ową grupę społeczną można identyfikować jedynie na podstawie kryterium dochodowego.

 - W Ministerstwie Finansów na klasę średnią patrzymy pod kątem średnich zarobków. Z danych wynika, że 10 proc. najlepiej zarabiających Polaków uzyskuje dochody miesięczne powyżej 10 tys. zł, więc ich spokojnie można uznać za klasę wyższą. Natomiast klasa średnia, patrząc na dominantę średnich zarobków, zaczyna się powyżej 4 tys. zł brutto. Już od tego poziomu sama osoba ma odczucie, że należy do klasy średniej – powiedział na początku lipca wiceminister finansów Piotr Patkowski w programie Kurier Ekonomiczny Radia Wnet.

Ta nieszczęsna wypowiedź rozgrzała opinie publiczną, która jednak miała nieco inne wyobrażenie o „klasie średniej”. I trudno się temu dziwić, bo klasyfikacja przyjęta przez wiceministra Patkowskiego mocno rozmija się z rozumieniem klasy średniej przez sporą część opinii publicznej. Zacznijmy jednak od podstaw.

Ile znaczy 4 000 zł brutto?

Umowa o pracę opiewająca na kwotę „4 000 złotych brutto” w rzeczywistości oznacza, że pracownik co miesiąc otrzyma ok. 2 908 zł (pomijamy tu wszelki ulgi i preferencje, za wyjątkiem powszechnie niskiej kwoty wolnej od PIT). Natomiast państwo w postaci podatku PIT i „składek na ubezpieczenia społeczne” zabierze 1 911 zł (zobacz, dlaczego to nie sumuje się do czterech tysięcy). Przy obecnym kursie euro (ok. 4,51 zł) według wiceministra Patkowskiego klasę średnią daje kwota rzędu 645 euro miesięcznie. To mniej niż płaca minimalna brutto (nierzadko zresztą zwolniona od podatku) w krajach zachodniej Europy.

Na sprawę można też spojrzeć przez pryzmat średnich dochodów rozporządzalnych w Polsce. Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2020 roku dochód rozporządzalny na jedną osobę wyniósł 1919 zł.  Zatem para z jednym dzieckiem, w której oboje małżonków zarabiają po 4 000 zł brutto dysponuje dochodem per capita w wysokości 1939 zł, czyli mniej więcej na poziomie owej średniej.

Dla porównania, publikowane co miesiąc statystyki przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw pokazują, że tzw. średnia krajowa w maju 2021 roku wyniosła 5 637,34 zł brutto i była nominalnie o 10,1% wyższa niż przed rokiem. Problem w tym, że dane te pokazują zarobki niespełna 40% pracujących w Polsce, a sama średnia jest zawyżana przez lepiej opłacanych pracowników i dlatego wyraźnie odbiega od mediany i dominanty zarobków.  Więcej na ten temat pisaliśmy w artykule „Kto tak dużo zarabia? Wynagrodzenia w Polsce - jak GUS to liczy? [Tłumaczymy]”.

Dochód to nie wszystko

Tyle że definiowanie klasy średniej tylko przez pryzmat uzyskiwanych dochodów jest w mojej ocenie sporym nieporozumieniem. Wbrew zaklinaniom obozu władzy średni dochód jeszcze nie czyni cię członkiem klasy średniej. Podział społeczeństwa na klasę wyższą, średnią i niższą (łącznie z rozróżnieniami pomiędzy samymi klasami) osadza się na większej liczbie kryteriów, niż tylko na samym dochodzie.

Dość paradoksalnie, o ile nie ma większych sporów co do tego, kto należy do klasy wyższej i niższej, o tyle definicja przynależności do klasy średniej nie należy do naukowego konsensusu. Teoretycznie sprawa jest prosta: jeśli nie jesteś w klasie wyższej (co stwierdzić jest dość łatwo), ani nie jesteś biedakiem (co już nie jest takie oczywiste), to jesteś w „klasie średniej”.  Tyle że według takich kryteriów w klasie średniej musiałby się znaleźć mieszkaniec np. Burkina Faso zarabiający 100 USD miesięcznie. Brzmi to dość absurdalnie.

Pojęcie „klasy średniej” przywędrowało do nas z XX-wiecznego Zachodu – przede wszystkim z krajów anglosaskich. Słownik „Cambridge Dictionary” w wersji brytyjskiej definiuje klasę średnią jako grupę społeczną składającą się z dobrze wykształconych ludzi (takich jak lekarze, prawnicy czy nauczyciele), którzy mają dobrą pracę i nie są ani biedni, ani bogaci. Wersja amerykańska tego sformułowania jest bardziej egalitarna i mówi o „zwykłych” ludziach z „dobrą” pracą, ale nie wspomina o wykształceniu. W warstwie semantycznej mamy więc już przynajmniej trzy wyróżniki „średniaków”: przyzwoity dochód, wyższe wykształcenie i dobra praca. Z definicji nie ma tu więc ani emerytów, ani osób utrzymujących się z zasiłków, ani nawet dobrze wykształconych ludzi wykonujących nisko opłacaną pracę.

Klasowy relatywizm

Ojcostwo współczesnego pojęcia „klasy średniej” przypisywane jest brytyjskiemu statystykowi Thomasowi H.C. Stevensonowi, który użył go w raporcie z roku 1913 do opisania ludzi o statusie niższym niż klasa wyższa, ale wyższym niż klasa pracująca. Zaliczył do nich m.in. specjalistów, menedżerów oraz wyższej rangi urzędników państwowych. W ten sposób cechą wyróżniającą klasę średnią stał się nie tyle poziom dochodu, co odpowiedni zasób kapitału ludzkiego, rozumianego jako wykształcenie, znajomości towarzyskie, poziom kultury osobistej, zainteresowań czy aspiracji.

W tym kierunku poszły też XX-wieczne definicje klasy średniej w Ameryce. Za Atlantykiem wyróżnikiem przynależności do tej grupy był nie tylko poziom dochodu, ale też status społeczny związany z posiadaniem wyższego wykształcenia, odpowiednich kwalifikacji zawodowych pozwalających bez większych problemów znaleźć i utrzymać dobrze płatną pracę, podzielanie konserwatywnych, „mieszczańskich” wartości (wolnego rynku, etosu pracy, uczciwości i „porządności”) oraz posiadanie pewnego majątku (zwykle chodziło o dom, samochód i oszczędności emerytalne). Z tym ostatnim w Polsce jest szczególnie krucho. Po pięciu dekadach panowania socjalizmu dopiero od 30 lat możemy w miarę swobodnie akumulować kapitał. Siłą rzeczy budowa "klasy średniej" stała się możliwa dopiero po roku 1988, od kiedy weszła w życie tzw. ustawa Wilczka.

Warunkiem koniecznym awansu do klasy średniej było też prowadzenie odpowiedniego stylu życia. Przedstawiciel tej klasy mieszkał w domu na przedmieściu (nawet jeśli dom był na kredyt), jeździł przyzwoitym samochodem, stać go było na obiad w restauracji oraz coroczne wakacje spędzane z całą rodziną. Co więcej, mniej więcej do lat 70. XX wieku status ten osiągało się w Ameryce dzięki jednej pensji, zwykle przynoszonej do domu przez mężczyznę. Nie da się powiedzieć, aby w polskich warunkach na taki poziom życia pozwalało wynagrodzenie rzędu 4 tysięcy złotych brutto.

Jak liczna jest klasa średnia?

Odpowiedź na to pytanie zależy od przyjętej definicji. Jeśliby przenieść na polski grunt standardy amerykańskie, to klasa średnia w Polsce praktycznie nie istnieje, ograniczając się do górnego decyla dochodowego niełapiącego się do klasy wyższej. Nawet w Stanach Zjednoczonych co autor, to inne kryteria przynależności do klasy średniej. Niektórzy badacze kwalifikują do klasy średniej delikwentów o dochodach mieszczących się między trzecim a dziewiątym decylem dochodów gospodarstw domowych (czyli eliminują 30% gospodarstw o najniższych dochodach oraz 10% o najwyższych). Inni mówią o przedziale między drugim a ósmym decylem. Pew Research Center jako klasę średnią definiuje osoby osiągające między 67% a 200% mediany zarobków w kraju. Z kolei dla Urban Institute jest to przedział dochodu między 150% a 500% federalnej granicy ubóstwa. Jedyne co łączy te opracowania, to względność. Tu klasa średnia to po prostu ludzie o przeciętnych dochodach, o bardzo szerokim spektrum zamożności (czyli posiadanego majątku), wykształcenia i stylu życia.

W tym kierunku poszedł też rządowy Polski Instytut Ekonomiczny. W raporcie z września 2019 roku PIE szacuje liczebność klasy średniej w Polsce tylko na podstawie kryterium dochodowego, jakim jest przedział między 67% a 200% mediany dochodu rozporządzalnego netto przeważonego przez liczbę członów gospodarstwa domowego (ang. Equivalised Household Disposable Income  - EHDI).

Przyjęcie tego parametru okazało się bardzo sprytnym rozwiązaniem, ponieważ w praktyce pozwala on wykluczyć z równania dzieci, w sensie ekonomicznym stanowiącym poważne obciążenie (lub jak kto woli – inwestycję) dla przeciętnego gospodarstwa domowego.  A to dlatego, że EHDI jest ilorazem sumy dochodów netto (czyli płac, zasiłków, dochodów kapitałowych etc. po opodatkowaniu) oraz pierwiastka z liczby członków gospodarstwa domowego. W ten sposób w ramach rodziny z dwójką dzieci latorośle praktycznie się nie liczą, bo dochód dzieli się przez dwa (tj. przez pierwiastek kwadratowy z czterech).

Przy takich założeniach klasa średnia w Polsce liczy sobie 11-12 mln i zawiera w sobie 54% osób w wieku 24-64 lat. Mieściło się w niej każde gospodarstwo domowe o EHDI w przedziale 1500-4500 zł. Tak jest, według rządowych ekonomistów w 2019 roku w trzyosobowej rodzinie wystarczyło zarabiać  łącznie 2600 zł netto (czyli nawet mniej niż dwie płace minimalne!), aby znaleźć się w „klasie średniej”. A zarobki na poziomie 7800 zł brutto w trzyosobowej rodzinie (czyli nieco ponad dwie ówczesne – ok. 5 200 zł brutto - „średnie krajowe”) pozwalało awansować do liczącej 16% populacji „klasy wyższej”. Teraz już wiadomo, dlaczego w rządowej narracji człowiek zarabiający ponad 6000 zł brutto staje się „bogatym”.

Co ciekawe, te wyliczenia są zbieżne z deklaracjami sporej części Polaków. Gdy w lutym 2020 roku CBOS zapytał ludzi o „określenie swojej pozycji w hierarchii społecznej”, to 46% respondentów zadeklarowało przynależność do „klasy średniej właściwej”. Dochód per capita wśród osób samo identyfikujących się w klasie średniej najczęściej mieścił się w przedziale od dwóch do trzech tysięcy złotych. Warto przy tym dodać, że są to tylko deklaracje. Ludzie z reguły nie chcą myśleć (a co dopiero mówić!) o sobie jako o osobach biednych. Stąd też wielu odpowiada, że są w klasie średniej, choć faktycznie nie prowadzą życia pozwalającego na taką klasyfikację.

Dość podobne wyniki uzyskali badacze ze Stanów Zjednoczonych. W badaniu Pew Reserach Center za klasę średnią uważało się 47% wszystkich dorosłych Amerykanów. Tyle tylko, że w USA za klasę średnią uznaje się gospodarstwa domowe o rocznym dochodzie rzędu 80-200 tys. dolarów. Nawet uwzględniając różnice w kosztach życia między Polską a USA, to wyraźnie więcej niż nasze cztery tysiące brutto miesięcznie (dla dwóch takich pensji daje to ok. 18,3 tys. USD netto rocznie).

Wnioski zależą od przyjętych założeń

Jeśli więc postawimy na „dochodowy relatywizm”, to siłą rzeczy w prawie każdym kraju na świecie otrzymamy liczną „klasę średnią”, nawet jeśli dochód pozwalający się do niej zakwalifikować nierzadko nie wystarczy na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. W tym ujęciu słowa wiceministra Patkowskiego nie powinny budzić społecznego zgorszenia.

Sądzę jednak, że taka definicja klasy średniej jest nie do końca poprawna i kłóci się z potocznym rozumieniem tego określenia. Według mnie przynależność do klasy średniej wynika z możliwości utrzymania odpowiedniego stylu życia za dochody osiągnięte dzięki własnej pracy i posiadanym kompetencjom zawodowym. To także pewien status życiowej niezależności - zarówno tej finansowej jak i intelektualnej czy światopoglądowej. Stąd w klasie średniej widziałbym przede wszystkim właścicieli małych i mikro firm oraz średnich gospodarstw rolnych, kadrę menedżerską średniego szczebla, dobrze opłacanych specjalistów (i to zarówno wykonujących pracę fizyczną jak i umysłową), drobnych przedsiębiorców, osoby wykonujące wolne zawody czy urzędników wyższego szczebla.

Trudno jednak uznać za przedstawicieli klasy średniej ludzi bez majątku (albo wręcz z długiem netto) zarabiających 30-50% powyżej płacy minimalnej. W ten sposób deprecjonuje się samo pojęcie, poświęcając je na rzecz partyjnej propagandy uszytej na potrzeby „Nowego Ładu”. W gruncie rzeczy władzy zwykle chodzi tylko o realizację celów politycznych. W tym przypadku jest to przekonanie swoich wyborców, że pod rządami tej a nie innej partii znaleźli się w „klasie średniej” i że w ogóle to powinni być zadowoleni z tego, co mają. Nawet jeśli jest to tylko jedna lub dwie przysłowiowe miski ryżu dziennie.

Krzysztof Kolany

Źródło:
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
0zł za prowadzenie i najważniejsze usługi w koncie firmowym.  Zyskaj konto firmowe z gwarancją braku opłat przez 2 lata.

0zł za prowadzenie i najważniejsze usługi w koncie firmowym. Zyskaj konto firmowe z gwarancją braku opłat przez 2 lata.

Komentarze (101)

dodaj komentarz
jas2
1. Do klasy średniej powinny należeć wyłącznie osoby zarabiające powyżej średniej.
2. Powinniśmy dążyć aby wszyscy zarabiali powyżej średniej.
3. Dwa pierwsze punkty to żart.
fiat126p
Jeżeli będą w takim tempie podnosić płacę minimalną (szybciej niż produktywność, szybciej niż inflacja, chyba najszybciej w Europie) to pojawią się żądania by minimalna stanowiła 110% średniej... Że matematyka nie pozwala? Wprowadzi się "Jeszcze Nowszy Polski Ład" i będzie można...
kozey
wg tego kryterium każdy obywatel krajów zza naszej wschodniej granicy pracujący na budowie jest już polską wyższą klasą średnią, nie zdziwiłbym się jak każdy dobrze kręcący kilometry uber też, nawet dostawcy jedzenia w dużej części się kwalifikują, trzeba ich natychmiast uświadomić, wtedy zaczną brać kredyty na mieszkania i samochody,wg tego kryterium każdy obywatel krajów zza naszej wschodniej granicy pracujący na budowie jest już polską wyższą klasą średnią, nie zdziwiłbym się jak każdy dobrze kręcący kilometry uber też, nawet dostawcy jedzenia w dużej części się kwalifikują, trzeba ich natychmiast uświadomić, wtedy zaczną brać kredyty na mieszkania i samochody, ruszą konsumpcję i turystykę
the_mind_renewed
"Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie" Jan Zamoyski (1542–1605) – polski polityk, mąż stanu, kanclerz wielki koronny i hetman wielki koronny, doradca Zygmunta Augusta i Stefana Batorego.

sel
Niżej nie wchodzą to może to : http://www.meritum.us/2013/11/11/najniebezpieczniejsze-dzielnice-miast-w-usa/
stachsgh
Mnie to nawet nie stać na tego...
https://www.youtube.com/watch?v=WogtI3JBxmU
stachsgh odpowiada demeryt_69
$zmall ON !! w Izraelu !!
sel
Klasa średnia w USA MIESZKA TAK , top jest środek Nowego Yorku https://www.google.com/maps/@40.6856185,-73.7891411,3a,90y,313.45h,95.41t/data=!3m7!1e1!3m5!1sBGshqxr8ye2M05fsLfPItA!2e0!6shttps:%2F%2Fstreetviewpixels-pa.googleapis.com%2Fv1%2Fthumbnail%3Fpanoid%3DBGshqxr8ye2M05fsLfPItA%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D217.Klasa średnia w USA MIESZKA TAK , top jest środek Nowego Yorku https://www.google.com/maps/@40.6856185,-73.7891411,3a,90y,313.45h,95.41t/data=!3m7!1e1!3m5!1sBGshqxr8ye2M05fsLfPItA!2e0!6shttps:%2F%2Fstreetviewpixels-pa.googleapis.com%2Fv1%2Fthumbnail%3Fpanoid%3DBGshqxr8ye2M05fsLfPItA%26cb_client%3Dmaps_sv.tactile.gps%26w%3D203%26h%3D100%26yaw%3D217.15697%26pitch%3D0%26thumbfov%3D100!7i16384!8i8192?hl=pl

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki