Grupa Ciech nadal rozmawia o warunkach przywrócenia produkcji w Rumunii. Jeśli jednak nie porozumie się w sprawie dostaw pary od lokalnego dostawcy, może zdecydować się na budowę bloku CHP opalanego gazem - poinformowali przedstawiciele grupy. Koszty inwestycji miałyby być w większości po stronie partnera, kończą się prace nad studium wykonalności projektu.


"Największym wyzwaniem w Rumunii jest zmiana rządów. Nadal rozmawiamy. Nasze oczekiwania się nie zmieniają, jest kilka warunków, które by umożliwiły szybkie uruchomienie inwestycji, ale musimy mieć źródło parowe o racjonalnym koszcie wytworzenia. Albo dostaniemy parę od obecnego monopolistycznego dostawcy lokalnie albo wybudujemy sobie własne źródło" - powiedział prezes Dawid Jakubowicz na spotkaniu prasowym.
Rumuńska spółka Ciechu czasowo wstrzymała produkcję we wrześniu 2019 roku. Decyzję podjęto po wypowiedzeniu umowy przez elektrociepłownię CET Govora, jedynego dostawcę pary technologicznej do Ciech Soda Romania. CET Govora jednocześnie złożył propozycję podwyżki cen, które - w ocenie Ciechu - uniemożliwiłyby prowadzenie rentownej działalności przez rumuńską spółkę.
W styczniu tego roku Ciech informował, że rumuńska fabryka pozostaje w trybie czasowego wstrzymania produkcji. Grupa podawała, że szuka sposobu na wznowienie produkcji, ale pod warunkiem, że będzie ona rentowna.
"Rozważamy wiele scenariuszy. Wierzymy, że jesteśmy w stanie wybudować własne źródło CHP. Oczywiście nie chcemy finansować tego projektu z własnych środków, choć pewnie niewielki wkład +equity+ byłby wymagany, ale to byłaby kwota nieistotna w porównaniu z całym capeksem. Jesteśmy na etapie kończenia +feasibility study+. Otrzymujemy oferty od potencjalnych dostawców turbin, weryfikujemy nasz +business case+, wygląda to dobrze" - powiedział w środę prezes Ciechu.

"Niemniej jednak, by móc uruchomić zakład w Rumunii musimy mieć więcej jasności co do bonusu kogeneracyjnego, który się kończy w 2021 r., ewentualnego wsparcia z funduszy unijnych, przyłącza do sieci elektrycznej i gazowej, pozwolenia na budowę itd." - dodał.
Pytany, ile sobie spółka daje czasu na podjęcie decyzji, prezes odpowiedział: "Przedłużyliśmy bezrobocie techniczne do końca marca. Jeśli miałbym postawić dolary przeciwko orzechom, to powiedziałbym, że drugi raz przedłużenia nie będziemy robić. Wysłaliśmy przypomnienia do władz rumuńskich, czego oczekujemy od poszczególnych partnerów po stronie politycznej i biznesowej i czekamy na odpowiedź. Nie możemy czekać wieczność, bo to generuje koszty" - powiedział Jakubowicz.
Poinformował, że budowa własnego źródła mogłaby potrwać 3 lata, a jeśli proces uzyskiwania pozwoleń byłby bardzo szybki, to 2-3 lata.
Pytany, czy nie oznaczałoby to utraty kontraktów np. z Azji, prezes odpowiedział: "Z Rumunii wysyłaliśmy do Azji Południowo-Wschodniej. Nie było tak istotnego udziału globalnych klientów jak w portfolio z Polski i Niemiec. Część kontraktów była spotowa. (...) Liczymy się z tym, że wejście z powrotem na te rynki będzie się wiązało z większym udziałem kontraktów spotowych i pewną premią cenową dla naszych potencjalnych odbiorców, ale nasi klienci są otwarci na dalszą współpracę, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie".
Ciech zakłada, że moc źródła gazowego mogłaby wynieść ok. 280 MWe. Jak powiedział wiceprezes Ciechu Mirosław Skowron, spółka potrzebuje 230 ton pary na godzinę.
Przedstawiciele spółki powiedzieli, że koszt ewentualnej inwestycji nie jest jeszcze znany. Można szacować go na ok. 1 mln euro za 1 MW.
"Na pewno naszym celem nie jest ponoszenie nakładów. Chcielibyśmy zawrzeć jakąś formę partnerstwa. Zainteresowana strona buduje źródło, a my odbieramy parę i wchodzimy w długoterminową współpracę" - powiedział prezes.
Pytany, czy możliwe są kolejne odpisy na aktywa w Rumunii, odpowiedział: "Nie, odpisy w księgach są pełne. Sprawozdanie jest audytowane. Nie mamy teraz sygnałów, abyśmy mieli dodatkowo robić jakieś odpisy". (PAP Biznes)
pel/ ana/





















