Ceny gazu na europejskim rynku hurtowym testują psychologiczny poziom 100 euro za megawatogodzinę i znajdują się najwyżej od kryzysu energetycznego z 2022 roku. Za gwałtownym, wzrostem cen stoją geopolityczny paraliż Cieśniny Ormuz oraz bezprecedensowo niski stan zapełnienia magazynów tuż przed startem sezonu grzewczego. Jeśli nadchodząca zima przyniesie głębsze ochłodzenie, rządy i przemysł na Starym Kontynencie staną przed realnym zagrożeniem racjonowania błękitnego paliwa.


Inwestorzy operujący na europejskim rynku gazowym przeżywają powrót dobrze znanych lęków. Jeszcze na początku stycznia holenderskie kontrakty terminowe TTF, stanowiące benchmark cenowy dla całej Europy, wyceniane były na poziomie około 28 euro za megawatogodzinę. W dniu 28 października przyniósł wystrzał ich kursu w rejon 100 euro za MWh.
Oznacza to wzrost o około 257% od początku roku, czyli ponad 3,5-krotny wzrost ceny surowca w zaledwie dziesięć miesięcy. Chociaż obecne wyceny wciąż pozostają poniżej absolutnego rekordu z panicznego sierpnia 2022 roku, kiedy to stawki przekraczały 340 euro, to obecna dynamika wywołuje nerwowość. Trzycyfrowa cena gazu to bezpośredni impuls proinflacyjny, który uderzy w marże energochłonnych gałęzi przemysłu oraz może wymusić podwyżki stóp procentowych przez banki centralne.
„Poziom 100 euro jest bez wątpienia barierą psychologiczną, która może powstrzymać dalsze wzrosty” – ocenił Tom Marzec-Manser, dyrektor ds. europejskiego rynku gazu i LNG w Wood Mackenzie. „Jednak biorąc pod uwagę dynamicznie zmieniającą się sytuację geopolityczną na Bliskim Wschodzie, zwłaszcza w kontekście zbliżających się wyborów w USA, wystarczy niewiele, aby ceny gazu w Europie poszybowały jeszcze wyżej” - dodał.
Paraliż Cieśniny Ormuz uderza w globalne LNG
Bezpośrednim katalizatorem obecnej sytuacji stała się eskalacja konfliktu zbrojnego z udziałem Stanów Zjednoczonych, Izraela oraz Iranu, która doprowadziła do paraliżu strategicznej Cieśniny Ormuz przez którą transportowane było około 20% globalnych dostaw skroplonego gazu ziemnego. Chociaż transport ropy przez to wąskie gardło powoli wrócił do wolumenów sprzed wojny za sprawą transferów ze statku na statek (STS), to gaz znacznie trudniej w ten sposób transportować.

Podczas gdy uwaga opinii publicznej koncentrowała się na wahaniach notowań ropy naftowej to w segmencie błękitnego paliwa powstał strukturalny problem podażowy. Unijne terminale regazyfikacyjne odnotowują w październiku wolumeny importu wyraźnie niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Sytuacja ta jest o tyle alarmująca, że początek czwartego kwartału to zazwyczaj moment najbardziej intensywnego napływu metanowców, mających zabezpieczyć zimowe zapotrzebowanie.
Magazyny na historycznych minimach
Drugim, równie potężnym filarem presji cenowej są fatalne statystyki dotyczące poziomu zapasów w europejskich podziemnych magazynach gazu. Dane organizacji Gas Infrastructure Europe nie pozostawiają złudzeń: na dzień 27 października unijne rezerwuary były wypełnione zaledwie w 74,9%. To poziom drastycznie odbiegający od normy, zważywszy że średnia pięcioletnia dla tego momentu w kalendarzu wynosi około 86%.
Skalę zapaści dobrze obrazują liczby bezwzględne. Wolumen zgromadzony w europejskich magazynach wynosi obecnie około 845 TWh, co oznacza deficyt rzędu 100 TWh w stosunku do tego samego okresu roku poprzedniego. Jak zauważył w nocie analitycznej Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowcowej w Saxo Bank, luka ta odpowiada ładunkowi ponad 80 dużych gazowców LNG. Tyle dodatkowych jednostek musiałoby dotrzeć do Europy niemal natychmiast, aby przywrócić ubiegłoroczny bufor bezpieczeństwa. W obecnych realiach gdzie w grę wchodzi także zaostrzonaq konkurencja globalnych dostaw z odbiorcami z Azji, sprowadzenie takich wolumenów graniczy z niemożliwością.
Perspektywa cięcia popytu?
Struktura zaopatrzenia Europy w błękitne paliwo opiera się na wąskiej grupie kluczowych graczy. Najważniejszym dostawcą kontynentu pozostaje Norwegia, która za pośrednictwem rozległej infrastruktury rurociągowej zasila klientów w Europie Zachodniej i Wielkiej Brytanii, odpowiadając za około 30% unijnego zapotrzebowania, czyli wolumen rzędu 89 mld m³. Drugą pozycję zajmują Stany Zjednoczone, dostarczające około 26% gazu sprowadzanego przez kraje Wspólnoty (około 76 mld m³), w całości w formule LNG. Pozostałą część bilansu uzupełniają producenci z Afryki Północnej (przede wszystkim Algieria), Katar, Azerbejdżan oraz wciąż płynące do części państw europejskich dostawy z Rosji.
Ta dywersyfikacja importowa nie gwarantuje jednak pełnej elastyczności, gdy popyt gwałtownie wzrasta. Jeśli druga połowa zimy przyniesie falę arktycznych mrozów, jak w ubiegłym roku, a magazyny zostaną przedwcześnie wydrenowane, kontent będzie w trudnej sytuacji. Na kluczowe czynniki ryzyka zwraca uwagę Ana Maria Jaller-Makarewicz, główna analityczka ds. energii w Europie w Instytucie Ekonomiki Energetycznej i Analiz Finansowych (IEEFA), cytowana przez portal Euronews. Jej zdaniem to siła wiatru, warunkująca generację z OZE, oraz temperatury zadecydują o ostatecznej głębokości kryzysu podażowego i skali skoku cen. Ekspertka jednoznacznie podkreśla przy tym, że jedyną zmienną, nad którą Europa zachowuje bezpośrednią kontrolę, pozostaje administracyjne i rynkowe ograniczanie popytu.





























































