

Japońskie dane makroekonomiczne nie potwierdzają sukcesu „Abenomiki” – tak najłagodniej można skomentować doniesienia napływające dziś z Kraju Kwitnącej Wiśni.

„Abenomika”, jak potocznie nazywa się pakiet reform wprowadzanych przez rząd i bank centralny Japonii, wciąż nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań.
Inflacja CPI w lutym wyniosła w Japonii 2% wobec 2,2% w styczniu i oczekiwań analityków na poziomie 2,1%. Wyłączając jednak efekt wprowadzonej w kwietniu podwyżki podatku od sprzedaży, ceny w ubiegłym miesiącu pozostały na niezmienionym poziomie po tym, jak w styczniu wzrosły o 0,2%.
Taki obraz danych o inflacji wywiera dodatkową presję na Bank Japonii. Idee fixe autorów „Abenomiki” jest doprowadzenie do długotrwałej i stabilnej inflacji na poziomie przynajmniej 2%. W tym celu BoJ rozszerza bazę monetarną w tempie 80 bilionów jenów rocznie (671 mld dolarów), jednak niewykluczone, że władze monetarne zdecydują się na jeszcze mocniejsze stymulowanie rynków i gospodarki.
Inflacja to nie jedyny problem dla japońskiego rządu i banku centralnego. Sprzedaż detaliczna w lutym spadła o 1,8% wobec oczekiwanego spadku o 1,5%. Malejące już od 11 miesięcy wydatki gospodarstw domowych zmniejszyły się o 3,2% wobec spadku w styczniu o 5,1%. Jedynym pozytywnym sygnałem odnotowanym w ubiegłym miesiącu był spadek stopy bezrobocia z 3,6% do 3,5%.
W czwartym kwartale ubiegłego roku annualizowany wzrost PKB w trzeciej największej gospodarce świata wyniósł 1,5%, zaś wzrost kwartalny sięgnął 0,4%. Dzięki takim wskazaniom Japonii – przynajmniej w teorii – udało się „wyczołgać” z recesji.
Michał Żuławiński



























































