Jedno ze "szczytowych osiągnięć" junty wojskowej generała Jaruzelskiego przyznawało rozległe przywileje zawodowe nauczycielom. Władzom chodziło tylko o to, aby kadra szkolna nie sympatyzowała z opozycją i aby zwalczała objawy „kontrrewolucji” wśród młodzieży. Klasyczne posunięcie w myśl zasady „dziel i rządź”.

Źródło: materiały dla mediów
Karta daje nauczycielom zatrudnionym w państwowych szkołach i przedszkolach przywileje, o których nie mogą marzyć śmiertelnicy zatrudnieni w oparciu o Kodeks pracy. 20-godzinny tydzień pracy, czyli praca na pół etatu z pensją jak za cały. Trzy miesiące płatnego urlopu w roku plus roczny urlop na „podreperowanie” zdrowia. Jednak najbardziej szkodliwy jest demotywujący sposób wynagradzania nauczycieli, uniemożliwiający docenienie wybitnych pedagogów. Nauczyciel z pasją i poświęcający swój czas na pracę z dziećmi dostanie takie samo (lub niższe) wynagrodzenie co znudzony i wypalony belfer.
Karta nauczyciela jest szkodliwym reliktem z czasów stanu wojennego, ale nauczycielska związkokracja będzie jej bronić do upadłego. Nic dziwnego, bo Karta zapewnia wygodny byt nauczycielskim leniom. A to, że szkodzi dzieciom, generuje olbrzymie koszty dla podatników oraz demotywuje ambitnych i pracowitych nauczycieli, przecież mało kogo obchodzi.



























































