Kryzys finansowy rozbrzmiewa głośno w Europie. W Wielkiej Brytanii, nakręcany dodatkowo przez codzienną porcję sensacji, nabrał już szczególnego charakteru. Lokalne media informują częstokroć o upadłości jednego z gigantów rynkowych, trudnościach międzynarodowych korporacji czy poszukiwaniach winnego, który stoi za obecną sytuacją. Nietrudno też dostrzec informacje o kłopotach finansowych mniejszych przedsiębiorstw czy zwykłych jednostek, które coraz częściej zgodnie zapowiadają ograniczenia wydatków i zwiększony rozsądek w obchodzeniu się z kapitałem.
Początek fali
W przeciwieństwie do podmiotów nastawionych na działalność rynkową nakierowaną na zysk, osoby fizyczne, patrzące zwykle na sytuację rynkową z poważną dozą rezerwy, zaczęły powoli zmieniać kierunek utartego trendu. Taki niezamierzony przymus edukacji ekonomicznej poskutkował tym, że coraz więcej sklepów świeci pustkami, a branża gastronomiczna i rozrywkowa notuje rekordowe straty. Ludzie zaczęli bardziej szanować pieniądz i znacznie ostrożniej się z nim obchodzą.
| Strategia PPI została wdrożona niemalże przez wszystkich liderów bankowości brytyjskiej. Przeważająca większość głównych banków ciepło spoglądała się na perspektywę kolejnych zysków, zmniejszając ryzyko ukształtowane przed przystąpieniem do polisy PPI i de facto bardziej zabezpieczając siebie niż klienta. |
Mimo tak rozumianej potyczki, kryzys nie zawsze musi być utożsamiany ze stratą. Często bywa przeciwnie. Z punktu widzenia nauki, nie jest to żadne novum, jednakże patrząc przez pryzmat tego, kto kryzys wywołuje i kto równocześnie na nim jest w stanie zyskać, wniosek nabiera nowych kolorów. Odkrywamy swoiste perpetuum mobile, które generuje zysk niezależnie od środowiska, w jakim mu przyszło funkcjonować. Do tego, każde załamanie rynkowe na swój sposób ma mobilizujący wpływ na koncepcje funkcjonowania gospodarki, jej innowacyjność i tempo rozwoju, które muszą na szybko stanowić godną alternatywę dla dobrze zadomowionych produktów. Następuje naturalna regulacja rynku.
| Dobrze to ujął Duncan Bannatyne – jeden z tutejszych rekinów biznesu. Przyznał, iż mamy do czynienia z okresem „okazji”, stwierdzając, że każdy, kto posiada dostateczne zapasy gotówki, by zainwestować i jednocześnie mieć dostateczne zasoby na bieżącą działalność, jest wygranym tej złej passy. |
„Czas więc, by powoli zacząć wykorzystywać sytuację i inwestować”. Na taką kolej rzeczy nastawione są wcześniej opisane mechanizmy, wprowadzone po to, by zamknąć z powrotem otwarte koło i uspokoić złe nastroje.
Oprócz wyczulenia jednostki na wartość pieniądza, wsparcia samoregulacji rynku, kryzys także przyczynił się do tego, że niemożliwe stało się możliwe, a szczególnie w odniesieniu do Wysp Brytyjskich. Był to bowiem doskonały pretekst do wprowadzenia większego rygoru w przyznawaniu kredytów, możliwości manipulowania oprocentowaniem rat czy wprowadzenia wymogów dodatkowych form zabezpieczenia wierzytelności. W razie potencjalnych zarzutów, dostatecznym wytłumaczeniem będzie protekcja interesu instytucji, która musi zabezpieczyć swoją płynność finansową poprzez uzyskanie gwarancji spłaty wierzytelności lub w razie jej braku, dysponować mechanizmami awaryjnymi.
Przy potencjale rynku brytyjskiego, jest to sygnał co najmniej alarmujący. Rynek ten był bowiem jednym z mniej restrykcyjnych, tym bardziej że jego ogrom potrafił wywołać tąpnięcie na gospodarce całej Unii. Skala, na jaką zadłużone jest tutejsze społeczeństwo, znacznie przekracza stan reprezentowany przez Polskę. Nie wspominając nawet o dostępności kredytów, wysokości ich rat oraz kwot, na jakie opiewają zobowiązania. Niestety, dobra brytyjska tendencja ulega obecnie całkowitej przemianie. Negatywne skutki przechodzą z miejsca na miejsce na zasadzie fali, przemieszczającej się z Zachodu kontynentu na jego Wschód.
Budząca wątpliwości troska
Instytucje finansowe, choć w szczególności banki, zastosowały w tej dość traumatycznej sytuacji strategię co najmniej ciekawą. Stając w szranki z mediami, zdecydowały zamiast straszyć klienta mistyczną grozą finansowej zagłady, objąć go opieką oraz zaproponować pomoc niezbędną do przezwyciężenia poglądów wyrobionych na podstawie lektury codziennej prasy. Do standardowego koszyka produktów dodano wiele rozwiązań z usług bancassurance oraz cały katalog nowych świadczeń finansowych. Ich zadaniem było pokazanie, iż nie jest wcale tak strasznie źle, bo rynek nadal się rozwija i nadal proponuje korzystne oferty.
| Nad wyraz widocznym i charakterystycznym elementem polityki finansowej stały się ubezpieczenia PPI, czyli Payment Protection Insurance, które zaczęły powoli towarzyszyć znacznej grupie usług. Znaleźć je było można wszędzie tam, gdzie występowało jakiekolwiek roszczenie pieniężne na rzecz banku, czyli w większości produktów bankowych. |
Stąd też powstawały różne odmiany tego ubezpieczenia, które były projektowane adekwatnie do produktu obejmowanego ochroną. I tak na przykład można było spotkać ubezpieczenie typu MPPI (Mortgage Payment Protection Insurance – ubezpieczenie kredytu na zakup nieruchomości), uwzględniające całą specyfikę rynku nieruchomości oraz wpływające z tego tytułu zagrożenia, czy też CCPI (Credit Card Payment Protection Insurance), regulujące dogłębnie zapisy umowne z perspektywy krótkoterminowej pożyczki. Jednym słowem, banki zaproponowały szeroki wachlarz potencjalnych rozwiązań.
Początkową ideą PPI było zabezpieczenie zobowiązania klienta banku poprzez wykupienie dodatkowej polisy ubezpieczeniowej, która w razie jego niewypłacalności czy też innych sytuacji losowych, jak na przykład utrata pracy czy zdrowia, gwarantowałaby spłatę zadłużenia. Więc gdyby zaistniał niedosyt względem samych rodzajów ubezpieczenia, zaproponowany mógł zostać stopień ochrony, jaki był w nich gwarantowany. To zrodziło kolejną typologię. Pierwszym stopniem i zarazem najniższą skalą protekcji cieszyły się rozwiązania z kategorii AS (Accident & Sickness), chroniące w przypadku trwałej choroby uniemożliwiającej podjęcie pracy zarobkowej lub wypadku. Pośrodku znajdowały się rozszerzone wersje ASPPI, czyli ASU (Accident, Sickness & Unemployment) i LAS (Life, Accident & Sickness), które powiększały spectrum czy to o ryzyko utraty pracy czy też utraty życia. Z najwyższym stopniem, co analogicznie wiązało się i z najwyższym kosztem, związane było ubezpieczenie typu LASU, obejmujące, jak łatwo się już domyślić, wszystkie główne kategorie ryzyk.
| Patrząc z perspektywy kredytu i kwot, na jakie średnio on opiewał, opłata za przystąpienie do programu PPI nie była wygórowana. Ale zerkając na sytuację przez pryzmat kryzysu i szalejącej spekulacji, była ona na pewno odczuwalna dla kieszeni. |
Dotyczyło to zwłaszcza osób decydujących się na CCPPI, które było rozliczane w stosunku wprost proporcjonalnym do statusu karty i wiążących się z tym limitów kredytowych. Zatem osoby żądne prestiżu nie dość, że już za ten luksus sowicie płacąc przy samym otwarciu rachunku, musiały jeszcze dopłacić za dreszczyk ryzyka banku, jaki był ponoszony przy sztucznie nadmuchanych limitach dziennych operacji. W dużym cudzysłowie oczywiście.
Nie było to także rozwiązanie niekorzystne z punktu widzenia konsumenta – wręcz na odwrót. Ubezpieczenie w razie potencjalnej wpadki chroniło go naprawdę dobrze i gwarantowało całkowite wywinięcie się od konieczności spłaty. Choć, odwracając sytuację, interes wyglądał jeszcze lepiej ze strony banków. Ryzyko potencjalnej sytuacji awaryjnej, pod postacią klienta mającego problem ze spłatą kredytu, było minimalne (po zbadaniu zdolności – tzw. Credit Checku). Natomiast zyski z wykupywanych na szeroką skalę ubezpieczeń dokładały spory procent. Szczególnie jak doliczyło się nadużywanie swojej pozycji względem klienta i łatanie tym dochodem dziur w budżecie. Według wyliczeń koszt jednego ubezpieczenia typu PPI to 20 funtów, z czego bank uzyskiwał czysty dochód w wysokości 1200 funtów (w sumie dochód z jednej polisy wynosił nieraz około 3000 funtów, lecz musiał być dzielony pomiędzy pośrednikami). W ekstremalnych przypadkach polisa PPI stanowiła 30% kosztu kredytu. Trudno więc ją nazwać całkiem bezinteresowną ofertą...
Do tak wypracowanej siatki produktów nie było żadnych zastrzeżeń. Nikt na siłę się nie czepiał, bo zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej przyszło działać bankom. Lecz i tutaj, będąc wstrzemięźliwym w poglądach, trzeba zaznaczyć, że na swoją własną prośbę, bo rzadko kto tak śmieci na własnym podwórku. Problemy pojawiały się jedynie w chwili interpretacji formy przystąpienia do umowy PPI, która odbywała się na warunkach sprzecznych z ogólnie przyjętymi standardami.
Peter Davis, przewodniczący zespołu Komisji, zwrócił uwagę, iż banki „ze względu na małą konkurencję w tej dziedzinie wypracowały sobie pozycję lidera i nieustępliwie utrzymywały za wysokie ceny”. Co więcej, istotne wydawały się też uwagi najmniejszego, ale i najliczniejszego ogniwa zaangażowanego w cały proces. Według klientów procedura ta nie odbywała się na zasadzie przedstawienia oferty czy też na propozycji wykupienia opcji ubezpieczenia, tylko polegała wręcz na przymusie.
| Jeżeli jednostka występująca o kredyt czy też kartę kredytową chciała mieć gwarancję jej uzyskania, musiała zgodzić się na przystąpienie do polisy PPI. W przeciwnym wypadku zdolność kredytowa uznawana została za niewystarczającą. Przy rynku wartym około 4 miliardów funtów oraz popycie, jakim cieszą się tego typu usługi, było to lukratywne rozwiązanie. |
Co więcej, strategia PPI została wdrożona niemalże przez wszystkich liderów bankowości. Przeważająca większość głównych banków ciepło spoglądała na perspektywę kolejnych zysków, zmniejszając ryzyko ukształtowane przed przystąpieniem do polisy PPI i de facto bardziej zabezpieczając siebie niż klienta. Choć w przypadku instytucji zdolnych wyłożyć kapitał potrzebny na zabezpieczenie niniejszych roszczeń samodzielnie, był to czysty zysk.
Z pełną zgodnością również wprowadzano powyższe mechanizmy do standardowej procedury stosowanej przy weryfikacji kredytowej, i to bez żadnych wyjątków. Postąpiły tak na przykład Alliance & Leicester, Barclays, Co-Operative Bank, Lloyds Banking Group oraz RBS/Natwest. Profity z tego przedsięwzięcia, jak można wywnioskować tylko na podstawie zakresu zjawiska i pojemności rynku, były duże. Pomysł powoli jednak przestał się podobać, gdy przychodziło się z nim zetknąć z perspektywy konsumenta. Wkrótce więc trafił pod lupę miejscowego UOKIK-u (The Competition Commission, zwanej dalej Komisją).
Klient nasz Pan
Sprawa zgodności z powszechnie przyjętymi praktykami konsumenckimi nabiera zawsze wielkiego znaczenia na Wyspach Brytyjskich. Konsument ustanawiany jest zawsze za mocniejszą stronę w przypadku ewentualnego konfliktu interesów pomiędzy nim a podmiotem korporacyjnym. Inaczej nie było i w tym przypadku, aczkolwiek z ręką na sercu trzeba przyznać, iż Komisja zachowała zdrową dozę rozsądku, a przede wszystkim szacunku do banków i działań, jakie podejmują w dobie kryzysu. Po części, jak wspomniałem powyżej, można to uznać jako takie usprawiedliwienie w działaniach nie do końca moralnych. Chociaż nawet pomimo tej dozy rozsądku problem urósł do rangi narodowej.
Sprawa trafiła do Komisji na początku 2007 r., natomiast pierwsze postępowanie dowodowe zostało przeprowadzone 7 lutego 2007 r. Przez ten cały okres, czyli aż do 29 stycznia 2009 r., kiedy to światło dzienne ujrzał końcowy raport, Komisja skrzętnie analizowała każde doniesienie i materiał dowodowy. Głównym jego substratem były ankieta rynkowa oraz informacje wypływające od klientów.
Wyniki nie były nazbyt optymistyczne i rzeczywiście na podstawie całości zgromadzonego materiału z łatwością dało się wywnioskować, iż zaimplementowane przez banki mechanizmy nie dawały szansy klientom na rozważne podjęcie decyzji i swobodny wybór polisy. Ponadto zauważono, jak mało informacji jest udzielanych odnośnie do konsekwencji uczestnictwa w programie ubezpieczeniowym, jego całkowitym koszcie oraz możliwości rezygnacji. Pod lupę trafił nie tylko bilans finansowy, ale całokształt rozwiązań prawnych, a także funkcjonalnych.
Do tego wszystkiego swoje dołożyła sytuacja przedstawiona przez Financial Services Authority (miejscowa Komisja Nadzoru Finansowego), strukturę, która od połowy 2007 r. przeprowadziła szeroko zakrojony audyt usług finansowych z pogranicza bankowości i ubezpieczeń. Nie obyło się też bez strategicznej analizy wykonanej pod kątem satysfakcji klienta oraz jego pozycji przy zawieraniu czy też rezygnowaniu z umowy. Skutki były do przewidzenia, a oscylowały one w górnych granicach kar, jakie są przyznawane za nieuczciwe praktyki rynkowe. Alliance&Leicester został ukarany 7 milionami funtów kary za, jak to określono, „poważne uchybienia w sprzedaży”. Działania przeprowadzone w ramach FSA również zostały wzięte pod uwagę przy dokonywaniu ustaleń przez Komisję.
Klamka zapadła
W czasie przeszło dwuletniej i wzmożonej obserwacji rynku, wielu przeprowadzonych analiz, symulacji rynku oraz recenzji płynących od konsumentów – wstępny projekt zmian został naszkicowany. A są one naprawdę rozciągłe.
Po pierwsze, bank nie będzie mógł zaoferować polisy typu PPI w czasie przedstawiania swoich pozostałych produktów finansowych. Będzie to możliwe dopiero po okresie przejściowym, czyli 7 dniach. Chociaż Komisja wnioskowała o termin 14-dniowy, to nawet ten o połowę krótszy jest w stanie skutecznie zniechęcić klientów. Z badań wynika bowiem, iż największa sprzedaż PPI następowała bezpośrednio przy zakupie zintegrowanego z nimi produktu finansowego. Pozostała część z nich, opiewająca na drobne procenty udziału w rynku, była kształtowana poza lokalem banku. Stowarzyszenie brytyjskich ubezpieczycieli API (Association of British Insurers) nie zgadza się z trafnością podjętej decyzji. W swoim oświadczeniu tłumaczy, że jest to nieszczęsny zbieg okoliczności, przez który „kredytobiorca ponosi duże ryzyko, szczególnie w czasie kiedy polisa od utraty pracy nie była bardziej potrzebna”.
Po drugie, Komisja wystosowała szereg zarządzeń dotyczących polityki finansowej w zakresie bancassurance. Przemiana ma dotyczyć udzielania szczegółowych informacji o ubezpieczeniu, które dodatkowo mają być odświeżane klientowi co roku, w przedstawianych raportach. Te z kolei mają również zawierać określone parametry, a w szczególności procedurę odstąpienia. Takie postępowanie ma zagwarantować priorytetową ochronę interesu, a nie instytucji finansowej. Zdaniem wielu ekspertów, to właśnie ten brak równowagi przyczynia się do generowania nietrafnych rozwiązań równocześnie dla jednej i drugiej strony.
Po trzecie, będzie istniało ograniczenie co do maksymalnych stawek prowizyjnych, ustalanych na podstawie kosztów pośrednictwa w PPI. Ryzyko tego, że jeden z liderów zacznie narzucać zbyt wygórowane ceny, zostanie tym samym puszczone w niepamięć. Jakby tego było mało, więcej dodatkowych przepisów zostanie wkrótce opracowanych i włączonych do miejscowego prawa bankowego. W ten sposób rynek nabierze pewnej stabilności, zaniechane zostaną agresywne praktyki zdobywania przewagi nad rywalami. Do tej pory sytuacja kształtowała się zupełnie odmiennie, co było dobrze uwidocznione w raporcie FSA.
W dodatku do działań i regulacji wysuniętych przez Komisję dokłada się z całą rozciągłością tematy zbliżone do PPI i produkty z nimi spokrewnione. FSA jasno podkreśla także, iż oczekuje tego, by produkty z pogranicza ubezpieczeń bankowych czy też inne mające podobnie szerokie zastosowanie powstały na przykładzie tego, jak potraktowano sprawę PPI. Jak słusznie wskazała FSA, muszą one dosłownie „czerpać wiedzę z doświadczeń innych”.
Taka strategia, umocniona jeszcze planami wprowadzenia prawnie wiążących unormowań, które usystematyzowałyby dokładnie zagadnienia PPI, zdaje się rozwiązaniem rozsądnym. Tożsame wnioski do tych prezentowanych przez instytucje nadzoru finansowego wysnuwa także Luise Hanson, przedstawicielka grupy roboczej Which?, która posiada w planach przygotowanie pakietu sugestii modyfikujących niekorzystne rozwiązania – dla rządu, jak też samych korporacji. Aczkolwiek, zwraca ona uwagę, iż w przypadku PPI naszkicowana sytuacja oznacza raczej podzwonne dla wielu produktów bankowych aniżeli motywację do zastosowania jakichkolwiek zmian. Jak słusznie informuje, banki będą starały się w inny sposób zbilansować skutki kryzysu, co może się odbić na jakości świadczonych usług, ich terminowości oraz większych problemach w uzyskiwaniu kredytów. Można się spodziewać w niedalekiej przyszłości drobnej zmiany w pobieranych przez banki prowizjach.
| Wszystkie główne banki zobowiązały się zastosować do wspomnianych instrukcji i pomyśleć o nowych metodach sprzedaży PPI. Nie widać na razie żadnego sprzeciwu z ich strony, chociaż nadal British Bankers Association alarmuje, że „z czystym sumieniem warto je polecać”, bo jest to działanie tylko dla naszego dobra. |
Angela Knight, przedstawicielka związku, mówi jasno, iż „raport dostarcza solidnej podstawy do przemyśleń, jednakże w konsekwencji pozostawi wielu konsumentów otwartych na pogarszające się warunki ekonomiczne”.
Komisja pozostaje jednak niewzruszona na stanowisko lobby i nie daje za wygraną. Ostateczny termin do zaimplementowania zmian i wprowadzenia alternatywnej strategii mija w kwietniu 2010 roku. W razie niepowodzenia, czekają duże kary. Ponadto, Financial Ombudsman (Rzecznik Finansowy) pozostaje nadal otwarty na monity w odniesieniu do sytuacji PPI oraz wciąż jest zainteresowany przyjmowaniem skarg na zachowania licujące z praktyką rynkową.
Teraz Polska
Jak obserwuję z daleka, w Polsce powoli także zaczyna się podnosić szum. Sceptycyzm wobec PPI rzadko jednak objawia się w trosce o klienta, jako głównej przesłance do podjęcia rozsądnych działań. Nacisk kładziony jest raczej na koncepcje kreujące potrzebę takiej regulacji, gdyż funkcjonowanie bancassurance niekiedy działa na granicy prawa – w szarej strefie pod usprawiedliwieniem wzorców zachodnich. Nie ma nawet odpowiednich zapisów mogących skutecznie kontrolować tego typu praktyki, stąd ich funkcjonowanie jest kształtowane w dowolny sposób.
Jednakże warto wspomnieć o próbach zmiany, bowiem równolegle do pasywności legislacyjnej wykształca się coraz większy ruch zwolenników wyczerpującego unormowania zagadnień PPI i im pokrewnych. Świadczy o tym nawet niedawna próba podjęcia tematu przez „Rzeczpospolitą”. Aczkolwiek bazując na ostatnich doświadczeniach, ciężko jest osądzić w obecnej chwili, czy można się spodziewać czegoś nadzwyczajnego. Istnieje duże podejrzenie, że koncepcja szybko upadnie, jak też inne tematy kłopotliwe dla przemysłu finansowego oraz dla klienta. Słusznym przykładem może być zamieszanie przy sprawie tzw. podatku Religi.
Co więcej, obecny system nie dysponuje tak szerokimi mechanizmami kontroli finansowej i praktyki biznesowej, jakie rozwijają się na przestrzeni Unii Europejskiej. Stało się modne raczej kopiowanie pomysłów od innych i dostosowywanie ich do regulacji miejscowych. Nie jest to kardynalnym błędem, choć nie pozwala uzyskać takiej wydajności jak tworzenie struktury od nowa – zaprojektowanej i pomyślanej dla określonej społeczności, charakteryzującej się typową specyfiką rynku oraz mentalnością konsumencką.
Nie propagując pesymizmu, bo to najgorsza rzecz, jaką można zrobić w takiej sytuacji, dalsze działania powinno się nakierować na chęć przeprowadzenia modyfikacji. Zmian koniecznych oraz dostosowanych do tego, czym nasz rynek jest ugruntowany oraz jak się go postrzega. Nie bójmy się zmian, mogą one wyjść na lepsze. Dyskutujmy więcej na ten temat.
Grzegorz Grzeszczyk

























































