Urzędnicy zyskują potężne narzędzie w walce z nadużyciami na rynku pracy. Zakład Ubezpieczeń Społecznych pracuje nad zaawansowanym algorytmem, który ma pomóc Państwowej Inspekcji Pracy w precyzyjnym namierzaniu firm ukrywających etaty pod płaszczykiem kontraktów B2B. Skończyć ma się era kontroli „na chybił trafił” - teraz inspektor zapuka tam, gdzie system wskaże wysokie ryzyko nieprawidłowości - donosi Interia Biznes.


To nowe światło na zacieśniającą się współpracę między dwiema kluczowymi instytucjami nadzorczymi w Polsce. Zamiast losowych wizytacji, które często kończyły się brakiem wykrycia uchybień, PIP ma otrzymać od ZUS „gotowca” - listę podmiotów, w których struktura zatrudnienia budzi uzasadnione wątpliwości.
Algorytm prześwietli relacje B2B
Kluczowy jest tu mechanizm działania nowego systemu. ZUS dysponuje gigantyczną bazą danych o płatnikach składek. Nowy algorytm ma za zadanie analizować te dane pod kątem specyficznych wzorców, które mogą sugerować tzw. fikcyjne samozatrudnienie.
ReklamaZobacz także
O jakie wzorce chodzi? Choć szczegóły techniczne algorytmu pozostają tajemnicą, cytowani eksperci wskazują na oczywiste „czerwone flagi”:
-
Wystawianie co miesiąc tylko jednej faktury dla jednego kontrahenta.
-
Świadczenie usług na rzecz byłego pracodawcy tuż po zmianie formy zatrudnienia.
-
Ciągłość i stałość współpracy, która nosi znamiona stosunku pracy (określone miejsce, czas, podporządkowanie).
- W pierwszym etapie ZUS ma robić scoring - i na to jesteśmy gotowi, bo wyliczamy go na podstawie własnych danych. Natomiast jeśli chodzi o wymianę danych między PIP a ZUS i KAS, to zależy od terminu wejścia w życie przepisów. Jeśli ten termin będzie bardzo krótki, bo jest uwarunkowany uzyskaniem zewnętrznego finansowania z KPO, to w okresie przejściowym tymi danymi możemy się wymieniać w sposób nie do końca automatyczny, a w tym czasie będziemy wypracowywać interfejs automatyczny - tłumaczy Interii Sławomir Wasilewski, członek zarządu ZUS.
PIP dostanie broń, której jej brakowało
Warto zwrócić uwagę na systemowy problem, z którym boryka się Państwowa Inspekcja Pracy – brak wystarczających zasobów kadrowych do skontrolowania milionów polskich przedsiębiorców. Do tej pory inspektorzy działali często reaktywnie (na podstawie donosów) lub losowo.
Dzięki danym z ZUS, PIP będzie mogła działać jak snajper, a nie jak artyleria. Skuteczność kontroli ma drastycznie wzrosnąć, ponieważ urzędnicy pojawią się w firmach, gdzie prawdopodobieństwo łamania prawa pracy (zastępowania umów o pracę kontraktami cywilnoprawnymi w celu optymalizacji podatkowej) jest matematycznie wysokie.
Co to oznacza dla przedsiębiorców?
Wygląda na to, że czasy swobodnego „wypychania” pracowników na samozatrudnienie mogą dobiegać końca, a przynajmniej staną się znacznie bardziej ryzykowne. Jeśli algorytm zadziała zgodnie z założeniami, przedsiębiorcy stosujący agresywną optymalizację kosztów pracy muszą liczyć się z wizytą inspektora, który będzie miał w ręku twarde dane jeszcze przed wejściem do biura.
Dla wielu firm, które oparły swój model biznesowy na tanim zatrudnieniu, wdrożenie algorytmu przez ZUS może oznaczać trzęsienie ziemi.

























































