REKLAMA
PIT 2023

W 2022 r. hydra inflacji nie odpuści

Michał Żuławiński2021-12-30 06:00analityk Bankier.pl
publikacja
2021-12-30 06:00

W 2022 roku ponownie będziemy musieli stawić czoła hydrze inflacji. Nie ochronią nas przed nią rządowe „tarcze”, a podwyżki stóp procentowych zaczną w pełni działać dopiero za kilka kwartałów. Rynkowe otoczenie nie jest łatwe, ale najgorszym wariantem dla naszego portfela będzie bierność.

W 2022 r. hydra inflacji nie odpuści
W 2022 r. hydra inflacji nie odpuści
fot. rudall30 / / Shutterstock

Koniec roku to tradycyjnie czas formułowania prognoz. Im bardziej szokująca prognoza, tym lepiej sprzedaje się w mediach, więc w grudniu tradycyjnie obserwujemy sezon lęgowy „czarnych łabędzi”. Przez ostatnią dekadę jednym z pomysłów na taką szokującą prognozę było „wypuszczenie inflacyjnego dżina z butelki” – ostatecznie po kryzysie 2008 r. banki centralne wytworzyły z powietrza biliony dolarów, euro i innych walut, a mimo to inflacja pozostawała w ryzach (a nawet obserwowaliśmy okresy statystycznej deflacji). Nie brakowało ekonomistów mówiących o „nowej normalności”, w ramach której (niemal) zerowe stopy procentowe i tłoczenie w gospodarkę kolejnych miliardów wcale nie musi przekładać się na wzrost cen.

Demon deflacji pojawił się i zniknął

Tak było aż do pandemii, po której wybuchu pojawiały się obawy dotyczące nadejścia… deflacji. „Nadchodzi śmiertelna deflacja” – alarmowało w kwietniu Foreign Policy. „Deflacja może być pełzającym skutkiem ubocznym pandemii” – ostrzegał w maju "Bloomberg Businesweek". Oczywiście opinie te formułowane były przede wszystkim przez autorów o zdecydowanie „gołębim” (a więc popierającym łagodną politykę monetarną, niskie stopy procentowe etc.) podejściu. Na polskim podwórku z „deflacyjną gangreną ” w czerwcu 2020 r. (a więc już po trzech obniżkach stóp!) nadal walczyć chciał Eryk Łon, największy gołąb w Radzie Polityki Pieniężnej.

Warto przypomnieć, że jeszcze przed pandemią akurat w Polsce inflacja była wysoka – w lutym 2020 r. wyznaczyła szczyt na poziomie 4,7 proc. Dziś ten szczyt przyjęlibyśmy z pocałowaniem ręki, wówczas budził on oburzenie. W kolejnych miesiącach inflacja malała aż w grudniu 2020 r. zjechała do 2,4 proc., a więc poniżej celu inflacyjnego NBP definiowanego jako 2,5 proc. z możliwością odchylenia o 1 punkt procentowy w górę lub w dół. W takim otoczeniu formułowano inflacyjne prognozy na rok następny, czyli ten który właśnie mija.

Reklama

Łabędź wylądował

Wróćmy do kwestii czarnego łabędzia. W artykule z 29 grudnia 2020 r. główny ekonomista „Pulsu Biznesu” Ignacy Morawski „postraszył” czytelników inflacją przekraczającą… 5 lub 6 procent. Scenariusz, który sprawdził się z nawiązką (inflacja w grudniu 2021 r. prawdopodobnie przekroczy 8 proc.), warto przytoczyć w całości:

Czarny łabędź Ignacego Morawskiego z grudnia 2020 r.

Narodowy Bank Polski w swoim modelu makroekonomicznym szacuje, że ryzyko inflacji przekraczającej 4,5 proc. jest bardzo niskie (nie przekracza kilku procent). Jestem jednak sobie w stanie wyobrazić scenariusz, w którym inflacja jest wyższa niż 5 proc. lub nawet 6 proc. Ryzyko jest małe, ale łańcuch potencjalnych zdarzeń dość klarowny. W tym łańcuchu w pierwszym kwartale 2021 roku dojdzie do bardzo długiego lockdownu ze względu na rozprzestrzenianie się nowego wariantu wirusa SARS-CoV-2 i dość powolne tempo szczepień. Rząd wprowadzi program pomocy firmom i gospodarstwom domowym wart ok. 100 mld zł. W drugim kwartale dojdzie do gwałtownego ożywienia gospodarczego i uwolniony zostanie ogromny popyt, który doprowadzi do podwyżek cen. Co więcej, podobny mechanizm wystąpi w innych krajach rozwiniętych, co oznacza, że rosnąca inflacja będzie zjawiskiem globalnym. A na to nałoży się wzrost cen surowców. 

Wzrost inflacji powinien być zjawiskiem przejściowym. Ale niektórzy bankierzy centralni zaczynają się bardzo obawiać o utrwalenie wysokiej dynamiki cen i mówią o potencjalnych podwyżkach stóp procentowych. Są w mniejszości, ale część inwestorów ich słucha. Dochodzi do skokowego wzrostu rentowności obligacji skarbowych, co jednocześnie uderza w ceny akcji i innych aktywów – m.in. mieszkań.

Powyższe „proroctwo” brzmi jeszcze lepiej, gdy przypomnimy sobie, jakie prognozy dotyczące inflacji formułowano pod koniec ubiegłego roku. Pozostania w celu inflacyjnym nie oczekiwał nikt, a to za sprawą wzrostu cen energii, żywności i innych surowców, co miało być (i w istocie było) jednym z elementów globalnej fali popytu uruchomionej przez działania „pomocowe” rządów i banków centralnych. Tego, jak bardzo niedoszacowana w prognozach okaże się inflacja w 2021 r. nie przewidział oczywiście nikt.

Tytułem wyjaśnienia – nie jest moim celem wytykanie nietrafionych prognoz ani podważanie warsztatu bankowych ekonomistów. Nie oni pierwsi i nie ostatni źle przewidzieli gospodarczą przyszłość, która z natury jest niemożliwa do przewidzenia. To, że tęgie i sowicie nagradzane umysły nie są w stanie wszystkiego przewidzieć (ekonomia to nie fizyka, nie da się przeprowadzić precyzyjnych eksperymentów w warunkach laboratoryjnych) powinien uczyć nas jednak zarówno pokory wobec rzeczywistości, jak i kazać być przygotowanym na różne warianty, nawet te skrajne.

Prognozy inflacji na 2021 r. stawiane pod koniec 2020 r. [%]

Q1 Q2 Q3 Q4
Bank Pekao 1,8 2,5 2,3 2,6
Credit Agricole 2,2 2,8 2,7 2,8
ING Bank Śląski 2,4 3,3 3,1 3,5
mBank 2 2,4 2,8 3,3
PKO BP 2,6 3,2 3,2 3,5

Tak nakreślone tło sprawy prowadzi nas do dwóch najistotniejszych kwestii dotyczących inflacji. Po pierwsze, jakiej inflacji spodziewają się ekonomiści. Po drugie, co będzie, jeżeli rzeczywistość ponownie ich zaskoczy.

10% zagląda w oczy

O ile rok temu o tej porze głównym „straszakiem” inflacyjnym było to, że na koniec 2021 r. inflacja nie spadnie poniżej celu NBP (czyli 2,5 proc.), o tyle obecnie największe obawy budzi możliwość wystąpienia dwucyfrowej inflacji. Póki co mowa nie o całym roku, ale o jednym miesiącu z pierwszej połowy roku, choć precyzyjne wskazanie utrudniają możliwe mitygujące efekty rządowych tarcz antyinflacyjnych (więcej o nich nieco dalej). Tak czy owak, u progu 2022 r. powinniśmy być gotowi na wariant, w którym na czołowym miejscu w Bankier.pl pojawi się artykuł „Inflacja w Polsce przekroczyła 10 procent”.

Nawet jeżeli psychologicznie trudny do przełknięcia poziom 10 procent nie zostanie osiągnięty (powiedzmy wprost – nie ma wielkiej różnicy między 9,5 proc. a 10 proc., ale ta druga wartość straszy mocniej), to już teraz formułowane prognozy dotyczące całorocznej inflacji mogą niepokoić. Zakres całorocznych przewidywań, dotyczących średniej inflacji w 2022 r. rozciąga się od 7 do 8,5 proc.

Prognozy inflacji na 2022 r. stawiane pod koniec 2021 r. [%]
PKO BP 7,1-8,2
mBank 7,8
ING 7,5
BNP Paribas 8,5
Pekao 7,8-8

Powyższe prognozy pochodzą z opracowań wydanych już po ogłoszeniu nowych cen energii dla gospodarstw domowych i po zaprezentowaniu szeregu działań, które rząd ma zamiar podjąć w ramach „tarczy inflacyjnej”. Działania te, planowane głównie na pierwszą połowę roku, pomogą nieco spłaszczyć szczyt inflacji, lecz jednocześnie wydłużą cały okres jej trwania. Trudno określić, kiedy wrócimy do „standardowych” stawek podatków czy akcyzy, ponieważ Ministerstwo Finansów już zapowiada, że jest gotowe na przedłużenie działania ogłoszonych tarcz. Niełatwo jednak wierzyć, aby obciążenia fiskalne zostały obniżone na stałe, ponieważ wymagałoby to cięcia wydatków publicznych i/lub zwiększenia zadłużenia (które i tak znajduje się blisko zapisanych w prawie „bezpieczników”, przez co na dotychczasowe wspieranie gospodarki rząd zawiązywał rozmaite specjalne fundusze, nie zaliczane bezpośrednio do budżetu państwa).

Długoterminowo efekty dla portfela (czy skarpety/lokaty, gdzie gro Polaków przechowuje oszczędności) nie będą więc tak duże, jak efekty wizerunkowe – żaden rząd nie chciałby, aby za jego kadencji inflacja przekroczyła 10 procent. Dodatkowo pod uwagę należy wziąć też efekty "Polskiego ładu", który powinien wesprzeć budżety gospodarstw domowych o najniższych dochodach, a więc tych, które zazwyczaj większą część środków wydają na konsumpcję.

Rada na ratunek

Konsumpcja gospodarstw domowych również będzie szczególnie obserwowana w 2022 r. Główny silnik produktu krajowego brutto może ucierpieć zarówno na skutek inflacji (której Polacy nadal powszechnie się spodziewają) jak i wzrostu rat kredytów, wynikającego z podwyżek stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej.

Nie jest tajemnicą, że od postawy RPP w sporej mierze zależy to, czy i jak uda się okiełznać inflację w Polsce. Owszem, wzrost cen ma charakter globalny, a RPP – co skrupulatnie podkreśla prezes Glapiński – nie odpowiada za poziom cen ropy naftowej, surowców rolnych czy energii, a także nie stoi za rosyjską polityką surowcowo-imperialną i nie uruchamia klimatycznych zapędów modernizacyjnych Komisji Europejskiej. NBP stoi jednak na straży wartości złotego (za drogą ropę lepiej płacić mocniejszym niż słabszym złotym), a ponadto RPP może jasno komunikować, że zrobi absolutnie wszystko, aby inflację ograniczyć.

Póki co tego typu twarde zapewnienia nie padają – w retoryce dominuje pogląd mówiący o potrzebie walki z inflacją, ale jedynie w sposób, który nie zagrozi wzrostowi gospodarczemu czy kondycji rynku pracy. To dość miękkie zapewnienie, choć niewiele różniące się od deklaracji np. amerykańskiej Rezerwy Federalnej – szkopuł w tym, że NBP jest bankiem średniej wielkości kraju rozwijającego się, zaś Fed kieruje polityką monetarną supermocarstwa i emituje walutę rezerwową dla całego świata. Dotychczasowy poziom stóp procentowych (1,75 proc.) wciąż jest daleki od poziomu oczekiwanego przez rynek, który sytuuje się w okolicach 4 proc. w przyszłym roku.

Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż styczniowe posiedzenie RPP (przesunięte z 12 na 4 grudnia – to też symptomatyczne) będzie ostatnim w starym składzie. Następnie rozpocznie się wielka rotacja, w ramach której w 2022 r. w RPP pojawi się 8 nowych członków, w tym 3 wskazanych przez kontrolowany przez opozycję Senat. Jednocześnie wydaje się, że pozycja prezesa Glapińskiego jest niezagrożona i otrzyma on poparcie prezydenta i Sejmu, dzięki czemu w czerwcu zacznie druga i ostatnią 6-letnią kadencję w fotelu prezesa NBP.

Ograniczenie inflacji będzie dla Adama Glapińskiego i nowej ekipy zadaniem numer jeden. Mowa jednak o inflacji w 2023 r. i później – horyzont oddziaływania polityki monetarnej przyjęło się określać na 5-6 kwartałów. Z tego powodu prezes NBP otwarcie ogłaszał, że podwyżka stóp nie obniży bieżącej inflacji, a celem Rady jest niedopuszczenie do utrwalenia się inflacji za sprawą rozkręcenia się spirali cen i płac (która zdaniem niektórych już ruszyła).

Nierówna walka z inflacją

W drugiej połowie 2021 r. ostatecznie upadła narracja bankierów centralnych o tym, że podwyższona inflacja jest zjawiskiem przejściowym, które potrwa góra kilka miesięcy, i nie trzeba się jej specjalnie obawiać. Teraz stawką jest właściwa ocena inflacji w terminie średnim czyli kilku lat. Od tego, czy zgodzimy się z dominującym poglądem banków centralnych o powrocie inflacji do w miarę standardowych wartości w przeciągu 1,5-2 lat, zależeć może nasza strategia inwestycyjna (uwzględniająca oczywiście również nasz punkt startowy, horyzont inwestycyjny, stosunek do ryzyka itp. – wszystko szyte na miarę, choć można posiłkować się uniwersalnymi prawdami – np. zebranymi w artykule „Jak inwestować pieniądze?”).

Otoczenie z pewnością do najłatwiejszych nie należy – w mocno niepewnym otoczeniu (pamiętajmy też o widmach kolejnych lockdownów) trudno jednoznacznie wytypować „pociąg”, do którego warto wsiąść razem ze swoimi pieniędzmi.

Oprocentowanie na lokatach nie ruszyło zbyt mocno w ślad za stopami procentowymi (a nawet gdyby, to te i tak pozostają przecież niskie). Ministerstwo Finansów nadal nie podniosło oprocentowania obligacji oszczędnościowych. Notowane na rynku obligacje doznają przeceny po wystrzale inflacji, co kończy eldorado tej formy „bezpiecznych inwestycji”. Cena złota wyrażona w PLN jest relatywnie wysoka i wynosi ok. 7400 zł za uncję (300 zł mniej od maksimum z listopada). Amerykańskie giełdy biją rekordy „sponsorowane” przez wciąż tani pieniądz z banków centralnych, zaś w Polsce, gdzie giełdowe maksima obserwowaliśmy w listopadzie, widać symptomy końca hossy. Nieruchomości – ulubiona klasa aktywów wielu Polaków, szczególnie w ostatnich latach – nie tanieją, ale perspektywy pogorszenia koniunktury (a w raz z nią sytuacji gospodarstw domowych) nie napawają szczególnym optymizmem jeśli chodzi o znajdowanie nabywców czy najemców.

Powyższy opis sytuacji nie ma na celu wystraszenia nikogo – przeciwnie, najgorszym sposobem na zarządzanie własnymi pieniędzmi jest bierność. Wtedy możemy być pewni, że w 2022 r. inflacja zje swoją część, w 2023 r. przyjdzie po kolejną, w 2024 r. po jeszcze kolejną etc.

W najgorszym scenariuszu, nieudolnie zwalczana (czyt. pompowana jeszcze bardziej) inflacja będzie nadal rosnąć, co obserwujemy choćby w Turcji. O ile nagłówek „Inflacja w Polsce jednorazowo przekroczyła 10 proc.” jeszcze będzie dało się znieść, o tyle przypominające doniesienia znad Bosforu słowa „Inflacja przekroczyła 20 proc. i przyspiesza” byłyby już prawdziwą katastrofą. Czego Państwu i sobie nie życzę, ani w 2022 r.m ani nigdy później.

Źródło:
Tematy
Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Najtańsze konta firmowe dla oszczędzających z premią

Komentarze (86)

dodaj komentarz
nie_strajkuje
Mamy do wyboru:" takich guzików do obniżania cen nie ma" Tuska
albo
kolejne tarcze antyinflacyjne i tarcze anty-covidowe rządu PiS.
Proste !
560429
Członek Rady Polityki Pieniężnej i polityk PiS prof. Eryk Łon wypowiedział się w sprawie przyjęcia przez Polskę euro. Według ekonomisty kraj nie powinien rezygnować z własnej waluty, bo w ten sposób w Europie zachowa się pokój, o czym powiedziała w swojej przepowiedni, znanej też jako przepowiednia fatimska, siostra Łucja.
burczymuchas
W tekście jest błąd. Eryk Łon, największy GŁĄB w Radzie Polityki Pieniężnej, a nie gołąb.
jas2
Przykład, jak stopy procentowe wpływają na inflację, mamy w strefie euro.
Inflacja: Litwa (9,3 proc.), Łotwa (7,4 proc.), Malta (2,3 proc.), Portugalia (2,7 proc.).

Na tym przykładzie widać, że inflacja nie zależy od stóp procentowych.
Wszystkie te kraje mają identyczne stopy procentowe a jednak różną inflację. Może
Przykład, jak stopy procentowe wpływają na inflację, mamy w strefie euro.
Inflacja: Litwa (9,3 proc.), Łotwa (7,4 proc.), Malta (2,3 proc.), Portugalia (2,7 proc.).

Na tym przykładzie widać, że inflacja nie zależy od stóp procentowych.
Wszystkie te kraje mają identyczne stopy procentowe a jednak różną inflację. Może forumowi geniusze wyjaśnią dlaczego?
grzelew1972
Ja wiem jak w Polsce można zmniejszyć inflację do 2%. Trzeba ściągnąć z rynku 150 miliardów pieniądza bez pokrycia i zmniejszyć administrację publiczną o połowę. Takie to proste...
bha
Cóż.... Dzięki niestety coraz mocniejszej od lat narastającej zachłanności rynkowej nienasyconej bez umiaru. Niestety nic dobrego to nie wróży.
lukaszslask
Patrzac racjonalnie...fakt pomylili sie co do inflacji,ale z drugiej strony kto mogl przewidziec zachowanie Rosji w sprawie gazu.....?jaki jako Polska mamy wplyw na cene ropy....?a reszte to jak juz ktos pisal to jest zachlannosc i chec skorzystania z okazji do wyzszego zarobku,nie mowie o wszystkich,ale prad zaczal drozec dopiero Patrzac racjonalnie...fakt pomylili sie co do inflacji,ale z drugiej strony kto mogl przewidziec zachowanie Rosji w sprawie gazu.....?jaki jako Polska mamy wplyw na cene ropy....?a reszte to jak juz ktos pisal to jest zachlannosc i chec skorzystania z okazji do wyzszego zarobku,nie mowie o wszystkich,ale prad zaczal drozec dopiero od teraz,a Fryzjerzy ile podniesli ceny??rehabilitanci??dentysci??fakt plyn do dezynfekcji kosztuje,ale az tyle???a wczesniej co?nie dezynfekowali?
ceny materialow kosmiczne...no to poczekajmy z rok z budowa,kupnem mieszkania,to sie uspokoi!!wspolczuje tym,ktorzy akurat zaczeli budowac teraz....no,ale co zrobic,trzeba dokonczyc...
bha
Zgadza się zachłanność rynkowa bez umiaru coraz bardziej napędza od lat i coraz mocniej powiększa kulę inflacyjną śniegową!. To nikt inny tylko ludzie zachłani, bez umiaru tworzą innym ludziom będących w większości % coraz bardziej niepewny, niegodny, bez perspektyw, Prekariuszowy coraz niestety bardziej tragiczny los dla wielu,Zgadza się zachłanność rynkowa bez umiaru coraz bardziej napędza od lat i coraz mocniej powiększa kulę inflacyjną śniegową!. To nikt inny tylko ludzie zachłani, bez umiaru tworzą innym ludziom będących w większości % coraz bardziej niepewny, niegodny, bez perspektyw, Prekariuszowy coraz niestety bardziej tragiczny los dla wielu, wielu, wielu etc. nie bez własnych korzyści i celów . Niestety.
itso_sprzezenie
naiwność nic nie zadziała bo jak Kluska mówi czynniki nie zostaną usprawnione
boris-vodka
Panie ONE z RPP soory pan nie jest gołąb ......Pan jest głąb tak jak ta cała zgraja PISokomunistów

Powiązane: Podsumowania 2021, prognozy 2022

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki