Bank centralny Turcji dokonał już trzeciej w tym cyklu obniżki stóp procentowych. I choć oprocentowanie kredytu nad Bosforem należy do jednych z najwyższych na świecie, to niemal równie wysoka i uporczywa pozostaje też inflacja cenowa.


Referencyjna stopa procentowa Banku Centralnego Republiki Tureckiej (TCMB) została dzisiaj obniżona o 200 pb, do poziomu 39,50% względem 40,50% obowiązujących dotychczas. Taka decyzja była zgodna z oczekiwaniem większości ekonomistów. Tzw. rynkowy konsensus zakładał obniżkę do 39,50%.
- Restrykcyjne nastawienie w polityce monetarnej będzie utrzymane, dopóki nie zostanie osiągnięta stabilność cenowa. (…) Komitet będzie ustalał stopę procentową biorąc pod uwagę zrealizowaną i oczekiwana inflację oraz w taki sposób, aby zapewnić odpowiednią restrykcyjność wymaganą do utrzymania prognozowanej ścieżki dezinflacyjnej w ramach średnioterminowego celu – napisano w październikowym komunikacie Banku Centralnego Turcji. Cel inflacyjny TCMB wynosi 5% (słownie: pięć procent).
Formalnie rzecz biorąc była to trzecia z rzędu obniżka stóp procentowych w Turcji w obecnym cyklu. Pierwsza z nich miała miejsce w lipcu, gdy TCMB dokonał redukcji o 300 pb. Zaś druga pojawiła się we wrześniu i wyniosła -250 pb.
Jednakże TCMB zaczął luzować politykę monetarną już pod koniec grudnia 2024 roku, kiedy to obniżył stopę polityki monetarnej z 50% do 47,5%. Kolejne cięcia miały miejsce w styczniu (do 45%) oraz w marcu (do 42,5%). Ale w kwietniu Turcy nieoczekiwanie podnieśli swoją stopę procentową do 46%.
Jak Turcy zwalczali galopującą inflację
Wcześniej, przez 9 miesięcy 2024 roku TCMB utrzymywał jedną z najwyższych nominalnych stóp procentowych na świecie, na poziomie aż 50%. Był to najwyższy poziom stóp procentowych w Turcji od 2002 roku. Był to ostatni akord walki z galopującą inflacją, która w tamtym czasie sięgała w nawet 75% (przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie mówiono o wartościach trzycyfrowych).
Tak wysoka inflacja była pokłosiem absurdalnej polityki prezydenta Erdogana oraz niesprzyjających warunków globalnych. Turecki satrapa uważa, że to wysokie stopy procentowe napędzają wzrost cen, dlatego nie godzi się na ich podwyższenie. Nieposłusznych bankierów, ministrów czy statystyków usuwał ze stanowisk. Korzystając z chwilowej stabilizacji inflacji - na poziomie ok. 20 proc. - w drugiej połowie 2023 roku tamtejszy bank centralny nawet obniżał "cenę pieniądza": z 19 do 14 proc. Skończyło się to wzrostem oficjalnej inflacji CPI z niespełna 20% do 85%.
Dopiero dwa lata temu Turcy poszli po rozum do głowy i mianowali nową szefową TCMB, która odważyła się na zerwanie z „erdoganomiką” i drastycznie podniosła stopy procentowe. Wtedy to stopa referencyjna poszła w górę z 8,50 % do 15,00%, co i tak było poziomem wyraźnie niższym od 20-25% oczekiwanym przez rynek. W półtora roku TCMB „dojechał” ze stopami procentowymi do poziomu 50%.
Pod wpływem tak ostrego zacieśnienia polityki monetarnej inflacja CPI w Turcji spadła z 75,45% w maju 2024 do ok. 33% odnotowanych w poprzednich trzech miesiącach. Nadal są to wartości skandalicznie wysokie i niemające wiele wspólnego z jakkolwiek rozumianą „stabilnością cen”. Lecz równocześnie warto odnotować, że obecne stopy procentowe banku centralnego o dobre kilka punktów procentowych przewyższają oficjalną inflację CPI za poprzednie 12 miesięcy. Zatem realne stopy procentowe w Turcji (liczone ex post) są dodatnie i stosunkowo wysokie.
Nie zmienia to jednak faktu, ze turecka lira cały czas znajduje się w spadku swobodnym, prawie nieustannie tracąc na wartości względem dolara amerykańskiego. Obecnie za „zielonego” nad Bosforem płaci się prawie 42 liry, wobec nieco ponad 35 lir jeszcze na początku stycznia. Tylko do początku 2025 roku turecka waluta osłabiła się o blisko 16%, tracąc 16,5% w roku ubiegłym i 36,5% w 2023. W ciągu ostatnich 5 lat lira turecka straciła 81% swej wartości w stosunku do dolara oraz została zdeprecjonowana o 93% w ciągu ostatnich 10 lat.
























































