Inwestorzy rzucili się na gwałtownie przecenione akcje chińskich spółek po tym, jak Pekin wysłał na rynek kilka uspokajających komunikatów.


Paniczna wyprzedaż walorów chińskich spółek na początku tygodnia skłoniła władze Państwa Środka do interwencji. Urzędnicy z Pekinu, na czele z Liu He, człowiekiem Xi Jinpinga ds. gospodarczych, publicznie odpowiedzieli na kluczowe obawy inwestorów:
- zasugerowali, że zacieśnianie regulacji wobec sektora technologicznego zakończy się "tak szybko jak to możliwe", a sam proces będzie przejrzysty i przewidywalny;
- zapowiedzieli rychłe rozwiązanie problemów sektora nieruchomości i wsparcie deweloperów w tranzycji do nowego modelu rozwojowego, a następnie poinformowali, że na razie nie zamierzają rozszerzać pilotażowego programu opodatkowania nieruchomości na kolejne miasta;
- wyrazili poparcie dla chińskich firm chcących debiutować na zagranicznych giełdach oraz podali, że rozmawiają z regulatorem amerykańskiego rynku ws. zasad audytu ksiąg spółek publicznych i strony poczyniły postępy w negocjacjach. Dotychczas Chińczycy twardo podkreślali, że nie zamierzają "otworzyć" ksiąg przed amerykańskimi audytorami w obawie przed wyciekiem "tajemnic państwowych".
Wśród obietnic Pekinu znalazły się też typowe ogólniki: obietnice utrzymania stabilności na rynku finansowym, wsparcia gospodarki w I kwartale czy realizacji "dobrych dla rynku" polityk.
Inwestorzy zareagowali entuzjastycznie, odreagowując gwałtowne spadki z poniedziałku i wtorku. Po rekordowej wyprzedaży nadeszło rekordowe odbicie. Indeks chińskich spółek notowanych w Hongkongu w środę odbił o 12,5 proc., a w czwartek dodał kolejne 7,5 proc. Indeks spółek technologicznych podskoczył o 22 proc., a kolejnego dnia - o blisko 8 proc. Cena akcji Alibaby poszła w górę o blisko 43 proc., a Tencenta - o 31 proc. Szalały notowania deweloperów. Najwięksi z nich - Country Garden i Sunac - odbili się ze środowego dołka o 63 proc. i 106 proc. Flagowy Hang Seng odrobił 9 proc., a dziś - następne 7 proc. Jeszcze mocniej odbijały wyceny chińskich spółek na Wall Street. Indeks Golden Dragon China notowany na Nasdaqu wzrósł w środę o 33 proc.
Najsilniejsze od kilkunastu lat odbicie okazuje się mniej imponujące, gdy spojrzeć na nie w szerszej perspektywie. Tylko w ostatnim roku największe spółki notowane w Hongkongu, nawet po ostatnich potężnych wzrostach, są po kilkanaście-kilkadziesiąt procent na minusie. Podobnie jest z walorami notowanymi na Wall Street. Główne indeksy parkietów z Chin kontynentalnych pozostają w okolicach najniższych poziomów od ponad 1,5 roku.
Podstawowe pytanie brzmi, czy obecne wzrosty to tzw. odbicie zdechłego kota, czy bardziej trwałe odwrócenie trendu. Władze w Pekinie priorytetowo traktują bezpieczeństwo i stabilność, szczególnie w roku "wyborczym", gdy Xi Jinping ma sobie zagwarantować trzecią, precedensową kadencję na stanowisku sekretarza generalnego partii, czyli najważniejszej osoby w Państwie Środka. Inwestorzy mogą więc mieć nadzieję, że jeszcze przez co najmniej pół roku chińskie władze zechcą im prezentować swoją przyjazną twarz.
Co jednak stanie się, gdy na pierwszy plan wróci plan kosztownych w krótkim terminie reform, prowadzących do budowy silniejszego państwa z wielkim sternikiem na czele?

























































