Wielogodzinne manewry polityczne w Kongresie Stanów Zjednoczonych nie przyniosły rezultatu. Republikanie i demokraci nie dogadali się w sprawie budżetu państwa. Ponieważ w USA nowy rok budżetowy zaczyna się dziś, Amerykę czeka częściowy paraliż administracji federalnej.
Wcześniej Partia Demokratyczna odmówiła uczestnictwa w "rozmowach ostatniej szansy" z Republikanami. Lider większości demokratycznej w Senacie Harry Reid powiedział, że nie będzie uczestniczył w negocjacjach "z bronią u skroni".
Projekt ustawy budżetowej był odsyłany między zdominowaną przez Republikanów Izbą Reprezentantów a kontrolowanym przez Demokratów Senatem; obie izby ostatecznie nie doszły do porozumienia. 1 października w USA rozpoczyna się nowy rok budżetowy.
![]() | » „Zamknięcie rządu” w USA. Co dalej? |
Prezydent Barack Obama ostrzegł w poniedziałek, że nieuchwalenie ustawy budżetowej będzie mieć negatywne skutki dla gospodarki amerykańskiej, która dopiero podnosi się po kryzysie, a także dla zwykłych ludzi. Podkreślał, że setkom tysięcy pracowników grozi perspektywa natychmiastowych bezpłatnych urlopów.
"Istotą problemu nie jest fakt, że z dnia na dzień Biały Dom jest zmuszony zacząć wydawać tylko tyle, ile uzbiera z podatków. To akurat jest pożądane rozwiązanie i na dłuższą metę wszystkim wyszłoby na dobre" - zaznacza Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl. "Prawdziwym źródłem kłopotów Ameryki są nadmierne wydatki państwa, które od lat wydaje znacznie więcej niż ściąga z podatków. Deficyty budżetowe rokrocznie przekraczające 10% PKB i dług publiczny przekraczający 100% PKB stawiają USA w położeniu Grecji. Z tą różnicą, że Waszyngton może wydrukować dowolną ilość waluty, która nadal jest powszechnie przyjmowana jako zapłata za towary i usługi" - dodaje Kolany.
Skutki "zamknięcia rządu"W efekcie braku kompromisu w sprawie ustawy budżetowej, w pracy pozostaną tylko ci urzędnicy, których zajęcie uznawane jest za kluczowe dla ochrony życia, własności lub bezpieczeństwa narodowego. Na przymusowy urlop - jak wyliczył "New York Times" - ma iść 97 proc. pracowników NASA, 94 proc. pracowników agencji ochrony środowiska, około 80 proc. personelu ministerstwa pracy i resortu finansów, a także połowa pracowników w Pentagonie.
Agencja AP szacuje, że urlopy bezpłatne grożą 800 tys. pracowników federalnych. Bez zakłóceń prowadzone mają być np. operacje militarne oraz kontrola bezpieczeństwa ruchu powietrznego. Departament Stanu będzie w dalszym ciągu rozpatrywał wnioski wizowe, a amerykańskie ambasady i konsulaty mają zapewniać opiekę amerykańskim obywatelom za granicą.
| »Amerykański spór o pieniądze, długi i sufity |
Zamknięte zostaną natomiast parki narodowe oraz inne atrakcje turystyczne i większość federalnych instytucji.
W wystąpieniu telewizyjnym Obama zwrócił się do amerykańskich żołnierzy, mówiąc, że ich służba utrzymuje "normalny status"; ostrzegł zarazem cywilnych pracowników ministerstwa obrony przed możliwością urlopów. "Wy i wasze rodziny zasługujecie na coś lepszego niż paraliż, jaki obserwujemy w Kongresie"" - dodał prezydent.
Zapewnił, że wspólnie z Kongresem będzie robił wszystko, aby przywrócić normalne działanie państwa.
Częściowy paraliż rządu po raz ostatni zdarzył się 17 lat temu, gdy blokada wydatków rządowych trwała 21 dni na przełomie lat 95-96 i kosztowała państwo około 1,4 mld USD. Wówczas - jak przypominają komentatorzy - Republikanie zostali uznani przez społeczeństwo za winnych (co odzwierciedliły sondażowe spadki poparcia dla Republikanów), przyczyniając się do reelekcji prezydenta Billa Clintona. (PAP)
ksaj/

























































