
Image licensed by Ingram Image
Ostatnie tygodnie to festiwal bankierów centralnych. Najpierw prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi zapowiedział zakupy obligacji krajów zagrożonych niewypłacalnością. Następnie szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke zaserwował trzecią turę ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej. Na koniec przewodzący Bankiem Japonii Masaaki Shirakawa powiększył program zakupu aktywów.
Ponadto od dłuższego czasu Bank Anglii pod kierownictwem Mervyna Kinga prowadzi skrajnie luźną politykę pieniężną. Także Ludowy Bank Chin prowadzony przez Zhou Xiaochuana wspiera gospodarkę tanim pieniądzem.
Solidny inflacyjny fundament
Na takim fundamencie ceny surowców teoretycznie powinny błyskawicznie powędrować na północ, gdyż inflacja dotychczas wpływała pozytywnie na notowania surowców. Rzeczywiście miedź zdrożała bez większych trudności do najwyższego poziomu od maja. Tymczasem ropa naftowa ostro tanieje i jest już najniżej od sześciu tygodni.
Słaba postawa czarnego surowca jest pokłosiem informacji dotyczących poziomu zapasów w Stanach Zjednoczonych. Zgodnie z najnowszym raportem Departamentu Energii przed tygodniem wielkość zapasów wzrosła o 8 mln baryłek. To było zdecydowanie więcej niż oczekiwane przez inwestorów 2,5 mln baryłek oraz znacząco powyżej 1 mln baryłek wzrostu zapasów przed tygodniem.
Ponadto negatywnie na postawę ropy naftowej działa poprawa sytuacji pogodowej. Niższe zagrożenie huraganami w Zatoce Meksykańskiej zmniejsza obawy dotyczące spadku podaży surowca.
W dodatku z krajów europejskich napłynęły dzisiaj kolejne czytelne sygnały pogorszenia kondycji gospodarki pod postacią rekordowo niskich indeksów PMI. Podobne raporty napłynęły z chińskiej gospodarki, która również mocno zwalnia. Tym samym poza działaniami banków centralnych surowcom brakuje rzeczywistych podstaw do wzrostu notowań.
Wątpliwa moc sprawcza
Postawa ropy naftowej zdradza słabość mocy sprawczej banków centralnych. Tani kredyt pompowany do gospodarki przez ostatnie lata nie przyniósł oczekiwanego spadku bezrobocia oraz dynamicznego wzrostu produktu krajowego brutto. W takich okolicznościach trudno zatem oczekiwać wzrostu popytu na ropę naftową, kiedy w magazynach rosną zapasy oraz maleje popyt na paliwa.
W tym tygodniu na nowojorskiej giełdzie ropa naftowa marki Crude staniała o 5 proc. Dzisiaj za baryłkę ropy płacono ponad 92 dolara wobec ponad 100 dolarów w miniony piątek. Na londyńskiej giełdzie surowiec marki Brent staniał do 108 dolarów wobec ponad 116 przed blisko tygodniem.
Piotr Lonczak
Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl
























































