Polak "bogaty jak Portugalczyk" i "biedny jak Niemiec"

Wbrew temu, co mogliśmy w ostatnich dniach usłyszeć w mediach, za chwilę nie będziemy bogatsi niż Portugalia, a odsetek biednych dzieci w Niemczech nie jest wyższy niż w Polsce.

(fot. Adam Chełstowski / FORUM)

Oklepane powiedzenie głosi, że istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, bezczelne kłamstwa i statystyka. W ekonomicznej rzeczywistości problem nie leży po stronie liczb, ale głównie osób konstruujących i interpretujących statystyki. Na szczęście nie są one w stanie dojrzeć i skwantyfikować wszystkich procesów zachodzących w gospodarce. Ponadto często konstruują statystyki proste i czytelne dla odbiorcy lub w taki sposób tłumaczą odczyty bardziej skomplikowanych miar, co niestety sprawia, że wypaczają faktyczny obraz gospodarki.

Tak jest w dwóch przypadkach, które ujrzały (po raz kolejny) światło dzienne w ubiegłym tygodniu. Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował prognozy, z których wynika, że w przyszłym roku poziom liczonego parytetem siły nabywczej produktu krajowego brutto na głowę mieszkańca będzie wyższy w Polsce niż w Portugalii. Szacunki MFW zostały zinterpretowane jako dowód, że Polak będzie w 2019 r. bogatszy od Portugalczyka. Natomiast w bazie Eurostatu pojawiły się wyliczenia dotyczące zagrożenia ubóstwem i wykluczeniem społecznym dzieci, z których wynika, że w Polsce zagrożenie to dotyka mniejszego odsetka osób poniżej 18. roku życia niż w Niemczech. Do mediów trafił prosty przekaz: bieda wśród dzieci nad Wisłą jest rzadziej spotykana niż za zachodnią granicą. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana.

Polak bogatszy niż Portugalczyk?

Poprawny wniosek z prognoz MFW jest taki, że w przyszłym roku na przeciętnego Polaka przypadnie większa wartość dodana po uwzględnieniu różnic cen (parytet siły nabywczej, nieuwzględniający choćby pod uwagę jakości teoretycznie tych samych produktów i usług). Miarą bogactwa nie jest jednak dochód, a wartość zgromadzonego majątku. Dochód może być oczywiście kumulowany i prowadzić do powstania majątku, ale tak być przecież nie musi, ponieważ można go w całości przeznaczyć na bieżącą konsumpcję, prowadzącą być może do podwyższenia stopy życiowej, ale nie dającej zabezpieczenia na przyszłość czy możliwości rezygnacji z pracy zarobkowej.

Mierzenie bogactwa jest jednak bardziej skomplikowane. Czy obywatele są właścicielami aktywów (dróg, mostów itd.) i pasywów (dług) państwa? Co z emeryturami i innymi świadczeniami społecznymi? Jak wycenić posiadaną wiedzę i umiejętności, które mogą służyć w przyszłości do wypracowania dochodu? Jak reagują ceny różnych aktywów (mieszkań, papierów wartościowych) na zmiany w gospodarce i jakie ma to konsekwencje? Jak ma się poziom życia do zamożności? Powyższe problemy opisywaliśmy w artykułach "Dobre zarobki to jeszcze nie bogactwo" i "Czy Polak faktycznie ma taki majątek jak Niemiec?".

Z szacunków Credit Suisse wynika, że w 2017 r. średni osobisty majątek netto (aktywa-długi) dorosłego Portugalczyka był wart 89 437 dol., a mediana wyniosła 38 242 dol., natomiast w Polsce było to odpowiednio 28 057 dol. i 10 302 dol. Tylko cud nad Wisłą albo katastrofa w Portugalii mogłaby sprawić, że przeciętny Polak stałby się w przyszłym roku bogatszy od swojego portugalskiego kolegi. Wyliczenia nie uwzględniają jednak praw do państwowych emerytur, kapitału ludzkiego ani finansów państwa.

Co w ostatnim przypadku jest szczególnie problematyczne. Zadłużenie sektora publicznego Portugalii na koniec I kw. 2018 r. sięgnęło 126,4 proc. PKB i było (w zestawieniu z wielkością gospodarki) trzecie najwyższe w UE. Wartość dla Polski to 51,2 proc. Ponadto MFW właśnie opublikował wyliczenia, z których wynika, że w 2012 r. wartość pasywów Portugalii wyraźnie przekraczała wartość aktywów. "Majątek netto" kraju był wówczas równy minus 135,4 proc. PKB! Wyliczeń dla Polski nie przedstawiono, ale z pewnością są one wyraźnie korzystniejsze - Portugalia wypadła najgorzej spośród 31 przebadanych państw. Być może Portugalczyków przeskoczyliśmy już więc dobrych kilka lat temu, jeśli brać pod uwagę stan majątku obywateli i państwa, które tworzą.

I biedniejszy niż Niemiec?

Jeszcze większe, bo polityczne, emocje wzbudziły statystyki zaczerpnięte z bazy Eurostatu. Fakt, że odczyt miary zatytułowanej "zagrożenie ubóstwem lub wykluczeniem społecznym" był w 2017 r. dla osób poniżej 18. roku życia wyraźnie niższy (17,9 proc.) niż rok wcześniej (24,2 proc.), a nawet niższy od wyniku Niemiec (18 proc.), miałby być argumentem przesądzającym o skuteczności i sensowności programu "Rodzina 500+" (chyba że przypomnimy sobie, że jego celem miał być wyraźny wzrost urodzeń). Przyjrzyjmy się, co składa się na "zagrożenie ubóstwem lub wykluczeniem społecznym":

  • wskaźnik zagrożenia ubóstwem relatywnym
  • wskaźnik pogłębionej deprywacji materialnej
  • wskaźnik bardzo niskiej intensywności pracy w gospodarstwie domowym

Faktyczne ubóstwo ilustruje tylko drugi wskaźnik - pogłębionej deprywacji materialnej, definiowany jako „odsetek osób w gospodarstwach domowych, deklarujących brak możliwości zaspokojenia (ze względów finansowych) przynajmniej 4 z 9 zdefiniowanych potrzeb materialnych”. (Lista potrzeb dostępna na stronach GUS). Jeśli dziecko żyje w domu, w którym brakuje pieniędzy na żywość czy ogrzewanie, to nie ma żadnych wątpliwości - to niestety jest prawdziwa bieda. Za naszą zachodnią granicą problem dotyczy 3,3 proc. dzieci, w Polsce - 4,6 proc. Sytuacja nad Wisłą poprawia się od lat, a dynamiczne spadki obserwujemy nieprzerwanie od 2013 r.

(Bankier.pl)

Natomiast wskaźnik bardzo niskiej intensywności pracy nie musi być powiązany z biedą materialną. Niska intensywność oznacza, że osoby w wieku 18-59 lat przepracowały w roku poprzedzającym badanie mniej niż 20% ich całkowitego potencjału pracy. Może się to oczywiście przełożyć na stan finansów gospodarstwa domowego i poziom życia dzieci, ale nie musi.

Po pierwsze, ankietowani przez GUS mogą nie przyznawać się do pracy "na czarno", po drugie - część ludzi nie musi pracować, by żyć na satysfakcjonującym ich poziomie - czy to na skutek zgromadzenia majątku, który "sam pracuje", czy otrzymywania wystarczających świadczeń socjalnych. Niewątpliwie jednak wychowanie w takim środowisku może grozić wykluczeniem społecznym dziecka, rozumianym jako pozostawianie poza ramami życia społecznego (choć naukowa definicja zjawiska jest inna). W Niemczech odsetek dzieci żyjących w takich domowych jest faktycznie wyższy niż w Polsce (6,8 proc. vs 4,1 proc. w 2017 r.), ale może być to skutek wyższych świadczeń społecznych, zniechęcających do pracy. Nad Wisłą odsetek spadł z 4,9 proc. w 2016 r. do 4,1 proc. przed rokiem i tym samym wrócił do poziomu z 2011 r.

Największy progres widać jednak w przypadku wskaźnika zagrożenia ubóstwem relatywnym. W 2016 r. problem dotyczył w Polsce 21,1 proc. osób poniżej 18. roku życia, natomiast w Niemczech: 15,4 proc. Ubiegły rok przyniósł prawdziwy przełom - odsetek dla Polski spadł o 7,1 p. proc. i był niższy (14 proc.) niż w przypadku zachodnich sąsiadów (15,2 proc.). Warto jednak zapoznać się z definicją wskaźnika, by dobrze zrozumieć, co właściwie on ilustruje. „Za zagrożone ubóstwem uważa się osoby żyjące w gospodarstwach domowych, których dochód do dyspozycji jest niższy od granicy ubóstwa ustalonej na poziomie 60% mediany dochodu ekwiwalentnego w danym kraju” – informuje GUS.

Ubóstwo zidentyfikowane przez ten wskaźnik jest relatywne – powiązane z rozkładem dochodów i standardem życia w poszczególnych krajach. Jest zatem bardziej miarą nierówności dochodowych, a nie ubóstwa. Dość powiedzieć, że powyższa granica ubóstwa dla rodziny 2+2 jest ustawiona w Niemczech na poziomie 27,6 tys. euro rocznie, a w Polsce - 32,7 tys. zł (7,5 tys. euro). Przy uwzględnieniu różnic w cenach (z wadami metody wspomnianymi wyżej) jest to odpowiednio 12,7 tys. PPS (standard siły nabywczej) i 6,7 tys. PPS. Świadczenie 500+, ale i poprawa sytuacji pracownika na rynku (w tym minimalna płaca godzinowa i podwyżka płacy minimalnej, ale także spadek bezrobocia), polepszyły sytuację najmniej zarabiających, co w skali makro przełożyło się na faktyczne zmniejszenie nierówności dochodów (choć pogorszyło relatywnie sytuację tych, którzy na zmianach nie skorzystali).

Aby uznać dziecko za zagrożone biedą lub wykluczeniem społecznym, wystarczy, że spełni 1 z 3 powyższych warunków. W przypadku wszystkich państw UE najczęstszą przyczyną zakwalifikowania do tej grupy było zagrożenie ubóstwem relatywnym, czyli wskaźnik ilustrujący nierówności dochodowe w społeczeństwie, a nie biedę sensu stricto. Tak było też w przypadku Polski i Niemiec.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
6 15 mkx

Górnictwo jest nierentowne? Mamy najdroższy prąd w okolicy - już się partia postarała o rentowność czarnego g*.

! Odpowiedz
9 29 cudaczek74

Nie jeden ekonomista wie, że zamożności państwa mierzy się tym ile procent pensji wydaje się na żywność a z tego wynika że jesteśmy mocno ubogim krajem.

! Odpowiedz
13 57 kapitaneo

Wyliczenia MFW są bliższe prawdy niż autor artykułu sądzi.
Czy Portugalczyk żyje lepiej dzięki temu, że jego mieszkanie w Porto czy Lizbonie będzie droższe niż Polaka w Warszawie albo Wrocławiu? Nie, żyją tak samo. Ten i ten ma takie samo mieszkanie a to "bogactwo" podawane przez autora tekstu jest czysto papierowe.
Zatem mierzenie dochodu wg. siły nabywczej czyli na ile mnie stać uzyskując określony dochód jest faktyczną miarą jakości życia i bogactwa.
Papierowe wyceny aktywów są dla większości nieistotne i czystą abstrakcją - tak abstrakcją bo ci "papierowi bogacze" nigdy nie zmaterializują swojego "bogactwa". Gdyby to chcieli zrobić ceny tych aktywów spadłyby na łeb na szyję i ich "bogactwo" stopniało by dramatycznie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 43 and00

A mi się artykuł podoba. Naświetla problem.
Zawsze było kwestią dyskusyjną, czy bogatszy jest ten co zarabia dużo ale od niedawna czy ten co ma majątek, i niskie dochody.
No bo kto jest "bogatszy"
Właściciel starego domu z działką, wartym np 2 mln, ale trudnym do sprzedania, i żyjący z emerytury 1500, czy młody nie posiadający majątku, ale mający dochód 20.000 miesięcznie?

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
2 24 karroryfer

to akurat łatwy przykład - trudniej gdy porównasz takiego z dochodem 8000 pln miesiecznie ...

! Odpowiedz
87 46 doradca-praktyk

Kalwasiński napina się i mataczy, żeby zasugerować, że w POLSCE nic się nie zmieniło na lepsze w ostatnich latach. Wyjątkowo obrzydliwy cel i banalne prostactwo wykonania. Natura zakłamanego niewolnika.

! Odpowiedz
8 68 kproper

"Być może Portugalczyków przeskoczyliśmy już więc dobrych kilka lat temu, jeśli brać pod uwagę stan majątku obywateli i państwa, które tworzą."

Wystarczy za zrozumieniem przeczytać tekst. Pan Redaktor nie twierdzi, że w Polsce nic nie zmienia się na lepsza, a jedynie, że z dystansem trzeba podchodzić do hurra-optymistycznego interpretowania pojedynczych danych makro-ekonomicznych. I jeśli się zmienia, to nie dzięki magicznemu dotknięciu różdżką w 2015 roku.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
46 47 wataha

no to pochwal się jaki to zbudowaliśmy majątek w ostatnich latach. Infrastruktura - na kredyt, zasiłki - na kredyt, płace - niskie, płace wysokie - służby, górnicy, wojsko, urzędnicy, dobra zmiana. podatki - do zarżnięcia, emerytury - głodowe, nasze oszczędności - 0% na lokatach, GetBack, SKOK-i, Amber gold - ukradzione. Ceny mieszkań - z nieba, wszystko w kredycie na 30 lat. KGHM - rozkradzione przez załogę, górnictwo - nierentowne, produkcja - brak, sklepy - zagraniczne.
Jedziemy dalej - emigracja 3 mln zdrowego chłopa z Polski, dyktatura i tak dalej i tak dalej

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,5% X 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VIII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 084,56 zł IX 2019
Produkcja przemysłowa rdr 5,6% IX 2019

Znajdź profil