Herbata sprzed kilkudziesięciu lat za 15 zł, cukier w kostkach z PRL-u za 50 zł, a do tego kasety Stilonu i papier toaletowy z epoki. Moda na przedmioty z Polski Ludowej wykracza daleko poza porcelanę i meblościanki. Sprawdziliśmy, jakie przedmioty oferowane są najczęściej i co ma szczególną wartość dla kupujących.


Dla jednych to wspomnienie rodzinnego domu, dla innych sposób na designerskie urządzenie mieszkania lub uzupełnienie posiadanej kolekcji. Rzeczy z czasów PRL-u przyciągają miłośników dawnego wzornictwa i tych, którzy szukają przedmiotów zapamiętanych z dzieciństwa. Obok szkła, lamp i płyt winylowych na sprzedaż trafiają nawet zachowane opakowania artykułów spożywczych.
Od porcelany po cukier w kostkach
Jak twierdzi Katarzyna Gaworska, właścicielka sklepu „Urok PRL” w ostatnim czasie zdecydowanie widać wzrost zainteresowania przedmiotami z minionej epoki.
– Coraz więcej takich rzeczy jest sprzedawanych w Polsce na targach staroci, powstają nowe giełdy, jak chociażby ta na Placu Szembeka w Warszawie. Otwiera się też sporo sklepów o takim profilu jak nasz. Widoczny jest też duży ruch na poświęconych temu grupach w internecie np. zajmujących się szkłem ząbkowickim, kryształami czy porcelitem z Pruszkowa czy Mirostowic. – mówi Bankier.pl Katarzyna Gaworska. – W naszym sklepie mamy zarówno szkło kolorowe, porcelanę, drewniane szkatułki, narzędzia, produkty metalowe, rzeczy rowerowe, tekstylia, zabawki, a nawet papier toaletowy. Wszystko to dobrze się sprzedaje.
Co ciekawe, w sklepie „Urok PRL” można też znaleźć produkty spożywcze sprzed kilkudziesięciu lat m.in. herbatę Assam, Madras i Popularną po 15 zł, a nawet cukier z PRL-u – ten w kostce kosztuje 50 zł za, a za kilogram sypkiego trzeba zapłacić 30 zł.

– Około 15 lat temu zaczęliśmy z mężem zbierać rzeczy z tej epoki i odzyskiwać je, aby nie wylądowały w kontenerze. Chodziło nam o to, żeby te przedmioty przetrwały, zostały ocalone od zapomnienia, bo jeszcze wtedy nie było na nie mody. Po prostu lądowały w śmieciach lub były niszczone. Jednak ich popularność szybko wróciła. Dlatego najpierw prowadziliśmy sklep internetowy, a teraz już stacjonarny, żeby mieć lepszy kontakt z klientem. Niektóre transakcje budzą wiele emocji i wzruszeń – dodaje właścicielka sklepu.
Kasety i winyle wracają do łask
Rosnącą popularność przedmiotów z czasów PRL-u potwierdza również Mariusz Pożarowski z Antykwariatu Grochowskiego w Warszawie.
– Zainteresowaniem cieszy się zwłaszcza design m.in. meble czy lampy. Jednak poszukiwane są też płyty winylowe i kasety magnetofonowe z tego okresu – mówi Bankier.pl Mariusz Pożarowski.
Dla miłośników analogowego brzmienia na aukcjach internetowych dostępne są winyle za kilkadziesiąt złotych np. dwupłytowy „Czerwony album” Czesława Niemena z 1971 roku wystawiono za 90 zł, a kasety Stilonu z nagraniami polskich wykonawców za około 9-35 zł. Znacznie droższe bywają poszukiwane pierwsze tłoczenia, zwłaszcza polskiego jazzu: według serwisu kolekcjonerskiego Antyko dobrze zachowane wydania Komedy, Namysłowskiego czy Urbaniaka mogą osiągać od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Wśród ofert winylowe „O!” Maanamu z 1982 roku kosztuje od 50 do 99 zł, „Mental Cut” z 1985 roku około 99 zł, a „Nocny patrol” z 1983 roku - 195 zł. Za „Blues” Breakoutu w wydaniu z 1971 roku sprzedawca oczekuje 120 zł. Tańsze bywają kasety: „Gondolierzy znad Wisły” Ireny Jarockiej z 1975 roku oraz nagrania Danuty Rinn i Bogdana Czyżewskiego z 1973 roku są oferowane po 25 zł.
O ich wartości decydują przede wszystkim konkretne wydanie, rzadkość oraz stan nośnika i okładki, a nie sam wiek. Trzeba przy tym odróżniać ceny podawane w ogłoszeniach od kwot rzeczywiście uzyskanych ze sprzedaży.
Rynek napędza sentyment do dzieciństwa
Pasjonaci przedmiotów z okresu PRL-u często oferują i kupują je na serwisach aukcyjnych. Jak twierdzi Kamil Szabłowski z OLX, największą kategorią są tu zabytki techniki: prawie 31 tys. ogłoszeń oznaczonych jest erą 1945-89.
– Wśród nich znajdują się przede wszystkim narzędzia zakładowe, radia i aparaty fotograficzne, czyli przedmioty, które przez dekady leżały w garażach i piwnicach, a teraz szukają nowych właścicieli – mówi Bankier.pl Kamil Szabłowski. – Bardzo licznie reprezentowany jest też antykwariat papierowy. To około 58 tys. ogłoszeń ze starymi książkami, przy czym mediana ceny to zaledwie 45 zł, więc PRL-owskie wydawnictwa są dostępne dla każdego.
Jak twierdzi przedstawiciel OLX, wiele osób sprzedaje także stare zabawki.
– Aż 75 proc. datowanych zabawek pochodzi z lat 1945–89. Są to misie, skarby z Predomu, klocki Lego-Tabor, lalki Arlekina. Sentyment do dzieciństwa mocno napędza ten rynek – twierdzi ekspert.
Ceny coraz wyższe
Według danych OLX w ostatnim czasie wzrosły też ceny. W ciągu kilku lat mediana ceny wzrosła z 80 do 110 zł, czyli o +38 proc.
– Nie jest to jednak tylko kwestia inflacji, ale także selekcji: tanie przedmioty sprzedają się szybko i znikają z rynku, a zostają droższe, rzadsze i bardziej poszukiwane. Antyki z PRL-u przestały być rupieciami i stają się kolekcjonerskim wyborem – uważa Kamil Szabłowski. – Obecnie renesans przeżywają meble z PRL-u. Krzesła Chierowskiego, meblościanki i ogólnie ówczesny design, który stał się dziś przedmiotem pożądania architektów wnętrz. Mediana ceny wynosi tu 590 zł, ale wybrane egzemplarze osiągają nawet kilka tysięcy złotych.
Coraz więcej przedmiotów z PRL-u na aukcjach
Wśród widocznych trendów przedstawiciel OLX wymienia rosnącą podaż przedmiotów z PRL-u.
– Polacy coraz chętniej wyciągają stare rzeczy z piwnic i garaży. Liczba ogłoszeń wzrosła o 41 proc. w dwa lata - z 509 tys. do 716 tys. Jednak mimo dużego zainteresowania popyt rośnie wolniej niż podaż. Liczba kupujących zwiększyła się o 8 proc – mówi Kamil Szabłowski. – Rynek sprzedającego powoli staje się rynkiem kupującego, a osoby szukające konkretnych przedmiotów mają coraz większy wybór. To dobra wiadomość dla kolekcjonerów.
Okazuje się też, że sprzedaż przedmiotów z minionej epoki cechuje się sezonowością.
– Dane z Pay & Ship pokazują, że w styczniu i grudniu liczba transakcji jest dwa razy większa niż w czerwcu. Antyki jako prezent i unikalny upominek świąteczny to dziś realna praktyka, a nie ciekawostka – podsumowuje Kamil Szabłowski.




























































