Obrona złotego
Złotówka dzielnie się broni. Wczoraj po raz drugi z rzędu nastąpiło jej umocnienie na rynku walutowym. Pod koniec dnia za dolara płacono już tylko 4,1060 złotego, czyli prawie 2% mniej niż w czwartkowe południe. Za euro natomiast trzeba było zapłacić na koniec dnia 3,7370 złotego, czyli także o 2% mniej niż w czwartek. W konsekwencji tego koszyk walut zbudowany po połowie z dolara i euro kosztował wczoraj 3,9215 złotego wobec 3,9383 na koniec poprzedniego tygodnia. To prawie pół procenta mniej. Trudno pisać komentarz w sytuacji, gdy dopiero co rozpisałem się w analizie tygodniowej, a dodatkowo w przededniu posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej może się zdarzyć naprawdę wszystko. Obstawiałbym jednak początek osłabiania złotówki, lecz wszystko zależy od poziomu redukcji stóp na jutrzejszym posiedzeniu Rady. Duża obniżka stóp (150-200 pkt) powinna osłabić złotego. Mała obniżka (50-100pkt) może spowodować okres stabilizacji. Wreszcie brak obniżki powinien dać kolejny impuls dla spóźnialskich na wchodzenie w polskie papiery skarbowe, czyli wcześniejszą wymianę walut na złote. W takiej sytuacji mielibyśmy kolejną falę wzrostu kursu złotego aż do następnego posiedzenia Rady. Widać więc, że ryzyko pozostania po niewłaściwej stronie rynku dla osób grających spekulacyjnie z dużą dźwignią (na przykład na rynku futures) jest bardzo duże. Warto poczekać w takich sytuacjach tych parę dni na rozjaśnienie krajobrazu ;-)
Na pozostałych rynkach, tj EUR/USD, USD/JPY oraz EUR/JPY także jesteśmy w przededniu większych rozstrzygnięć (patrz wykresy po prawej stronie). Próba odgadnięcia momentu przełomowego może zakończyć się niepowodzeniem. To tyle jeśli chodzi o ultra krótkie spekulacyjne decyzje. W przypadku inwestycji o dłuższym horyzoncie nadal stawiam sprawę jasno: kwestią czasu jest, by rynek zaczął wyżej wyceniać walutę europejska (euro) niż amerykańską. Jeśli chodzi o złotówkę, to chyba wszyscy się zgodzą, iż o obecnej sile nie decyduje nasza “silna” gospodarka, ale najzwyczajniej wysokie realne stopy procentowe. Jak tylko ulegną one zmniejszeniu, skończy się siła złotego.
I jeszcze jedna rzecz na zakończenie. Wiele osób pyta mnie, w jakiej walucie najlepiej wziąć kredyt na 10 lat...
Bardzo trudne pytanie. Zawsze odpowiadam tak. Na najbliższy rok widzę szybszy wzrost kursu euro niż dolara. Wobec tego kredyt nominowany w dolarach powinien mniej kosztować (mniejsze raty w przyszłości). Ale co będzie za rok, dwa? Tego nie wiem i nawet nie mam żadnego pomysłu. Proponuje więc zagwarantować sobie w umowie kredytowej możliwość przewalutowania kredytu przynajmniej raz w roku. W ten sposób zmniejszymy ryzyko. (JM)


























































