Po doniesieniach o ogólnokrajowym braku mydła, szamponu i papieru toaletowego w Wenezuelę uderza kolejna plaga. Tym razem chodzi o frytki.



Jak donosi agencja Associated Press ponad sto lokali McDonald’s w Wenezueli mierzy się z poważnym problemem niedoboru ziemniaków. Restauracje w związku z brakiem możliwości przygotowania frytek serwują klientom smażoną na głębokim oleju arepę lub yukę.
McDonald’s twierdzi, że problemy są spowodowane strajkiem pracowników portowych z zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, co zaburza harmonogram dostaw. Podobne problemy dosięgnęły pod koniec grudnia Japonię, gdzie restauracje spod znaku złotych skrzydeł były zmuszone do ograniczenia rozmiaru sprzedawanych frytek.
Socjalistyczny raj w recesji
Wenezuela jest jednak nieco innym przypadkiem niż Japonia. Kraj ten pogrążony jest bowiem obecnie w recesji będącej konsekwencją nieudolnej próby budowy socjalistycznego raju przez prezydenta Maduro, następcy Hugo Chaveza. Dodatkowo gospodarka Wenezueli jest silnie uzależniona od eksportu ropy naftowej, dlatego też problemy potęguje silny spadek cen tego surowca, jaki ma miejsce w ostatnich tygodniach.
Recesja, hiperinflacja i poważne problemy budżetowe sprawiają, że Wenezuelczycy mają coraz bardziej ograniczony dostęp do towarów pierwszej potrzeby. Popularność wśród tamtejszych internautów zyskała m.in. akcja #PustePółkiWWenezueli (#AnaquelesVaciosEnVenezuela), w której mieszkańcy „socjalistycznego raju” poprzez portale społecznościowe pokazywali światu zdjęcia pustych w wenezuelskich sklepach.
Nie dziwi więc fakt, że Wenezuelczycy za problemy z frytkami obwiniają rząd – To wszystko przez to, że sytuacja w Wenezueli to totalna klęska – komentuje niedobór frytek na łamach AP Maria Guerreiro, która opuściła restaurację w Caracas zaraz po tym, gdy odkryła, że w Happy Mealu jej córki zamiast frytek, jest po prostu yuka.
Schizofrenia Happy Meala
W zarzutach obywateli jest jednak sporo prawdy. Większość niedoborów w Wenezueli jest efektem ścisłych kontroli walutowej, która sprawia, że legalne otrzymanie dolarów graniczy niemal z cudem. Dlatego też w kraju kwitnie czarny rynek walutowy. Jedną z konsekwencji takiego stanu rzeczy jest swoista schizofrenia wenezuelskiego Happy Meala. W Caracas jest on bowiem najdroższy na świecie (według oficjalnego kursu walutowego kosztuje 27 dolarów), będąc jednocześnie najtańszym na świecie (według czarnorynkowego kursu za Happy Meala zapłacić trzeba tylko 90 centów). Patrząc na tragiczną sytuację Wenezueli, fakt ten można ironicznie uznać za jeden z niewielu „cudów” prezydenta Maduro.
Adam Torchała
























































