

Jest taki kraj, w którym pensje rosną najszybciej od 17 lat, ale realnie i tak maleją. To motoryzacyjna potęga, której giełda spada na wieść o tąpnięciu w sprzedaży samochodów. To kraj, której władze usiłują zniszczyć własną walutę i inwestorzy się z tego cieszą. Witamy w Japonii.

Tego samego dnia opublikowane zostały wyniki sprzedaży samochodów, która spadła o 9,1% rdr i osiągnęła najniższy wolumen od 3 lat. To już dane obejmujące początek trzeciego kwartału po tym, jak w drugim kwartale japońska gospodarka kurczyła się w zanualizowanym tempie 6,8%.
Najciekawsza była jednak reakcja rynków. Japońska waluta mocno straciła na wartości. Za dolara trzeba było zapłacić 104,81 jenów, czyli najwięcej od grudnia 2012 roku. Na deprecjację jena giełda w Tokio zareagowała żywiołowo: indeks Nikkei225 poszedł w górę o 1,5%, celując w tegoroczne maksimum.
Inwestorzy zareagowali tak, ponieważ słabszy jen krótkoterminowo poprawia nominalne wyniki japońskich eksporterów. W rezultacie otrzymujemy finansowo-ekonomiczny mechanizm podnoszący ceny akcji w reakcji na złe informacje z realnej gospodarki. Do roku 2008 sądzono, że coś takiego na dłuższą metę nie jest możliwe.
Krzysztof Kolany



























































