REKLAMA

Ile nas będzie kosztować irańska awantura Wuja Sama?

Krzysztof Kolany2026-03-03 13:49główny analityk Bankier.pl
publikacja
2026-03-03 13:49

Rząd Stanów Zjednoczonych ponownie postanowił napaść na Iran, tym razem za pretekst podając też obalenie reżymu ajatollahów. Ale rachunek za to wszystko i tak wystawią reszcie świata w postaci droższych paliw i wyższej inflacji CPI.

Ile nas będzie kosztować irańska awantura Wuja Sama?
Ile nas będzie kosztować irańska awantura Wuja Sama?
fot. Mike Segar / /  Reuters / Forum

W sobotę 28 lutego USA i Izrael zaatakowały Iran. W atakach lotniczych wzięło udział przynajmniej kilkaset samolotów. Zniszczono m.in. pałac prezydencki  i budynek Rady Bezpieczeństwa Narodowego. W atakach zabici zostali irański przywódca Ali Chamanei oraz kilku najważniejszych dowódców wojskich Iranu. Wśród ofiar jest też przynajmniej dwustu cywili oraz setki rannych.  Iran odpowiedział atakami rakietowymi na amerykańskie cele wojskowe i cywilne na Bliskim Wschodzie.

Prezydent Donald Trump oraz premier Izraela Benjamin Netaniahu działali tu w warunkach recydywy, gdyż w czerwcu 2025 roku także dopuścili się ataku na Iran. Wtedy oficjalnym uzasadnieniem akcji zbrojnej było dążenie do zniszczenia irańskiego programu atomowego (choć w przeszłości Indie, Pakistan czy Korea Płn. uzyskały broń nuklearną bez konsekwencji. Także Izrael zbudował swój potencjał nuklearny nie do końca legalnie, a  rząd Stanów Zjednoczonych w latach 40-tych nikogo o zgodę nie pytał). Teraz ataki wymierzone są w struktury totalitarnego państwa ajatollahów. Liderzy USA wprost mówią, że chcieliby doprowadzić do zmiany władzy. Podobnie jak w XXI wieku usiłowali to zrobić w Libii i Syrii czy całkiem niedawno w Wenezueli.

Reklama

Wojna wliczona w ceny. Tylko jaka wojna?

Rynki finansowe od przynajmniej kilku tygodni zdawały sobie sprawę z możliwości amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran. Było to pisane w zasadzie otwartym tekstem i wiadomo było, że rząd Izraela prze do tej wojny nie zwracając uwagi na koszty. Znakiem zapytania było tylko to, czy (i w jakiej skali) do izraelskiej napaści przyłączy się także US Airforce. Tym bardziej, że nie ma żadnych jawnych informacji, jakoby Iran w jakikolwiek sposób zagrażał bezpieczeństwu Stanów Zjednoczonych.

- Nie było bezpośredniego zagrożenia dla Stanów Zjednoczonych ze strony Irańczyków. Istniało natomiast zagrożenie dla Izraela. Jeśli zagrożenie dla Izraela utożsamimy z bezpośrednim zagrożeniem dla USA, to wkraczamy na nieznane terytoriumnie owijał w bawełnę wiceszef senackiej komisji ds. wywiadu Mark Warner.

Mimo to w styczniu i lutym rynek zdążył uwzględnić w cenach kluczowych aktywów premię za wzrost ryzyka geopolitycznego. Przede wszystkim było to widać w przypadku ropy naftowej. Ropa Brent od początku stycznia do końca lutego podrożała z 60 USD do 73 USD za baryłkę. Ten przeszło 20-procenowy skok notowań surowca trudno wytłumaczyć czymkolwiek innym niż gęstniejącą sytuacją wokół Iranu.

- Inwestorzy obserwują rozwój sytuacji na linii USA-Iran, a na rynkach utrzymuje się napięcie w związku z rozmieszczaniem amerykańskich sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie – tak brzmiała piątkowa depesza PAP z rynku ropy naftowej. Dla wszystkich, którzy pamiętali wydarzenia z czerwca 2025 (gdy USA pomogło Izraelowi zniszczyć  podziemne irańskie instalacje atomowe), było dość oczywiste, że Amerykanie nie gromadzą takiej armady dla samego nastraszenia władz w Teheranie. Wojna była niemal pewna. Nikt tylko nie wiedział dwóch rzeczy: 1) kiedy wybuchnie i 2) jak długo potrwa.

Kto za to wszystko zapłaci? I dlaczego znowu my?

W przypadku powtórki scenariusza z czerwca ’25 już za kilka tygodni powinniśmy o całej sprawie zapomnieć. Tak jak rynki, media, politycy i inwestorzy zapomnieli w zeszłe lato. Analitycy dodają, że prezydent Trump lubi „szybkie akcje” i tym różni się od swych republikańskich (patrz: obaj Bushowie) oraz demokratycznych (Obama) poprzedników, że nie ma ochoty na długotrwały konflikt zbrojny. Bo ten oznacza droższe paliwa, wyższą inflację CPI i niezadowolenie wyborców o izolacjonistycznych poglądach. No ale od stuleci wiemy, że wojny zaczynają się wtedy, kiedy chcesz, ale nie kończą się wtedy, kiedy prosisz.  Wystarczy przypomnieć rosyjską „trzydniową operację specjalną", która trwa już ponad 4 lata.

Jeśli zatem spółka Netaniahu&Trump szybko ogłosi militarny lub polityczny „sukces”, to do Wielkanocy o wszystkim zdążymy zapomnieć. Ceny ropy zapewne wrócą w okolice 60 USD/baryłkę, dolar znów będzie się osłabiał, a giełdowe indeksy ustanawiać nowe szczyty hossy. Wiemy jednak też, że nic dwa razy się nie zdarza. I w związku z tym nawet przygotowany na taką ewentualność rynek zareagował nieco nerwowo. W dwa dni cena ropy naftowej wzrosła o ponad 10 USD na baryłce, podnosząc się o 15% względem i tak już wysokiego kursu z piątkowego zamknięcia notowań.

Na dodatek zmiana ta zaszła w otoczeniu umacniającego się dolara amerykańskiego oraz słabnącego złotego. To sprawia, że paliwa na polskich stacjach mogą podrożeć nawet mocniej, niżby to wynikało ze zmiany „dolarowej” ceny ropy naftowej.  W tym kontekście liczą się jednak przede wszystkim ceny gotowych paliw. A pod tym względem jest znacznie gorzej niż w przypadku samego surowca.

We wtorek wczesnym popołudniem za galon benzyny na giełdzie nowojorskiej płacono ponad 2,5 dolara. To już o jedną czwartą więcej niż jeszcze dwa tygodnie temu oraz najwięcej od lipca 2024 roku. Nie lepiej jest na rynku oleju napędowego, którego tona w Londynie osiągnęła ceny rzędu 1050 USD. To o 25% więcej niż jeszcze w piątek, gdy i tak giełdowe ceny ON były najwyższe od listopada.

Efekty już widzimy w cenniku Orlenu, który za metr sześcienny oleju napędowego we wtorek liczył sobie 5 237 zł. Taka sama ilość benzyny Eurosuper95 kosztowała 4 616 zł. Po dodaniu 23% VAT daje to ok. 5,68 zł/l benzyny oraz aż 6,44 zł/l oleju napędowego. O ile zatem podwyżki cen Pb95 nie powinny być w najbliższym czasie jakoś specjalnie dotkliwe dla polskich konsumentów, to już w przypadku oleju napędowego w detalu trzeba się liczyć ze zwyżkami rzędu przynajmniej 50-60 gr/l. A przecież cała gospodarka „jedzie” właśnie na „dieslu”, który napędza ciężarówki, autobusy, maszyny budowlane, lokomotywy spalinowe, etc.

Utrzymanie się tak wysokich cen oleju napędowego przez dłuższy czas (tj. liczony w miesiącach) byłby mocnym bodźcem inflacyjnym nie tylko dla polskiej gospodarki. Dodajmy do tego ceny gazu ziemnego, które w Europie są obecnie dwukrotnie wyższe, niż były jeszcze w piątek wieczorem. Zagrożona kryzysem gospodarczym jest zatem przede wszystkim Europa i w nieco mniejszym stopniu Azja.

Trading Economics

Jak tak dalej pójdzie, to ceny energii znów wypuszczą z butelki inflacyjnego dżina i mogą zmusić decydentów w bankach centralnych do ponownego zaostrzenia polityki monetarnej. A w polskim przypadku mogą zatrzymać lub nawet zakończyć cykl obniżek stóp procentowych. To ważny czynnik w kontekście środowej decyzji Rady Polityki Pieniężnej, po której ekonomiści jeszcze do soboty spodziewali się 25-punktowej redukcji stóp procentowych NBP.

Wielka gra o Cieśninę Ormuz

W kontekście wojny z Iranem liczą się dwa czynniki. Pierwszym są dostawy ropy naftowej z Persji. Chodzi o 3,3 mln baryłek ropy dziennie, co stanowi ok. 3% światowych dostaw tego surowca. Prawie cała irańska ropa trafia obecnie do Chin, więc ta kwestia nie jest dla nas istotnym zmartwieniem. Rzecz jasna Chińczycy skądś będą musieli sobie tą ropę ściągnąć, co oczywiście podniesie ceny globalnie. Ale to w warunkach obecnej nadprodukcji surowca nie wydaje się to być większym problemem.

Problem numer dwa jest znacznie poważniejszy i zwie się „blokada Cieśniny Ormuz”. Przez ten wąski akwen łączący Zatokę Perską z Zatoką Omańską codziennie przepływa blisko 20 mln baryłek ropy naftowej – czyli 20% globalnej produkcji i jakieś 30% ropy transportowanej drogą morską. Obecnie Cieśnina Ormuz jest w praktyce zablokowana, co uniemożliwia eksport surowca z Iraku, Kuwejtu czy Arabii Saudyjskiej. Co prawda Saudowie dysponują „zapasowym” rurociągiem prowadzącym nad Morze Czarne, ale zdaniem analityków łączna dzienna przepustowość tych połączeń wynosi zaledwie 16-17 proc. średniej przepustowości cieśniny. Pytanie, co z pozostałymi 80-85%.

Jeśli konflikt z Iranem potrwa kilku dni lub co najwyżej parę tygodni, to rafinerie powinny sobie jakoś poradzić, korzystając ze zgromadzonych zapasów surowca. Jeśli jednak Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana przez miesiące, to czekać nas będzie regularny kryzys naftowy. Ekonomiści PKO BP w czarnym scenariuszu oszacowali, że długoterminowa blokada Cieśniny Ormuz przez Iran może podnieść ceny ropy Brent do 140-200 dol. za baryłkę.

A wtedy benzyna i olej napędowy mogą stać się towarami luksusowymi, co byłoby druzgocące dla całych branż światowej gospodarki (np. dla lotnictwa, turystyki, transportu, przemysłu, etc.). Pamiętajmy też, że paliwa kopalne stanowią podstawę naszej cywilizacji i są absolutnie niezbędne w praktycznie każdej dziedzinie życia. Nie chodzi tu tylko o benzynę czy ON, ale też nawozy sztuczne (bez których można zapomnieć o przyzwoitych plonach), plastiki, tworzywa sztuczne, ubrania, buty, leki – wszędzie tam wykorzystywane są pochodne ropy naftowej.

Wojna trwa i co dalej?

Wyżej zarysowany scenariusz jest opcją skrajnie negatywną. Przy tym wątpliwe jest, aby przy tak miażdżącej przewadze militarnej Izraela i USA siły zbrojne Iranu były w stanie faktycznie i na długo zamknąć Cieśninę Ormuz. Na razie jednak armatorów paraliżuje strach – nikt nie chce się pchać tankowcem z setkami tysięcy baryłek ropy na pokładzie pod ostrzał irańskich dronów. Pytanie, jak długo taka groźba będzie realna i czy za kilka dni ruch tankowców nie wróci do jako takiej normy.

W tym momencie chyba nikt nie potrafi udzielić poprawnej odpowiedzi na to pytanie. Możemy jedynie obserwować reakcję rynków finansowych i z niej wnioskować, co robią lepiej od nas poinformowani ludzie. We wtorek widzieliśmy tu kilka najbardziej oczywistych sygnałów:

1)      Nadal mocno drożała tak sama ropa naftowa (+7%) jak i gotowe paliwa (+15% w przypadku ON).

2)      Jeszcze mocniej zwyżkowały notowania gazu ziemnego w Europie (+32%)

3)      Tęgie spadki zagościły na europejskich rynkach akcji, gdzie giełdowe indeksy traciły po 2-4%. To dużo, ale to jeszcze bardzo daleko od paniki.

4)      Po kompletnie neutralnej sesji poniedziałkowej mam prawo spodziewać się poważniejszej reakcji na Wall Street, ponieważ kontrakty terminowe na S&P500 i Nasdaq w momencie pisania tego tekstu zniżkowały po 1,5-2,0%.

5)      Równocześnie widzieliśmy mniejsze zainteresowanie klasycznymi „bezpiecznymi przystaniami”. Złoto nawet taniało o blisko 2%, oddając poniedziałkowe zyski. To samo działo się z frankiem szwajcarskim. W górę szły rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA, co świadczy o spadku ich ceny rynkowej.  Także tutaj nie dość, że nie widać żadnej paniki, to nawet można mówić o pewnej uldze.

6) Niepokoi gwałtowne umacnianie się dolara. Wprawdzie przez poprzednie kilka dekad stało się niemal regułą, że USD umacnia się, gdy rządu USA kogoś napada, to z inwestycyjnego punktu widzenia aprecjacja dolara postrzegana jest dość negatywnie. Oznacza ona bowiem, że kapitał wraca do USA, porzucając zwłaszcza tzw. rynki wschodzące. Czyli w tej grupie także i Polskę, co zresztą widzimy po skokowym wzroście kursu EUR/PLN.

Teraz wszystko jest w rękach polityków po obu stronach irańskiego konfliktu. Jeśli wykażą się umiarem i rozsądkiem, to konflikt powinien zakończyć się najdalej za kilka tygodni, które światowa gospodarka jakoś wytrzyma. Będzie jednak znacznie gorzej, gdyby wojna się przedłużyła. Ale tego nikt nam nie zakomunikuje z wyprzedzeniem. Pozostaje tylko obserwacja sygnałów wysyłanych nam przez rynki finansowe.

Publikacja zawiera linki afiliacyjne.
Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Revolut chce być bankiem pierwszego wyboru
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Absolwent Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Analityk rynków finansowych i gospodarki. Analizuje trendy makroekonomiczne i bada ich przełożenie na rynki finansowe. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Inwestor giełdowy z 20-letnim stażem. Jest trzykrotnym laureatem prestiżowego konkursu Narodowego Banku Polskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W 2016 roku otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Telefon: 697 660 684

Tematy
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii
Otwórz konto firmowe mBiznes Standard w mBanku wraz z kartą firmową Mastercard i zyskaj łącznie 700 zł premii

Komentarze (56)

dodaj komentarz
caesar_m
Nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać wstrzemięźliwość władz Irańskich ?
Mają się zgłosić na rozstrzelanie ?
A pytanie jest nie ile nas będzie kosztować irańska awantura tylko ile Wuj Sam i Wuj Icek na tej wojnie zarobią i ile już zarobili. Że Beniamin z Donaldem z maksymalny lewarem za pożyczoną kasę zajęli długie pozycje
Nie bardzo rozumiem na czym miałaby polegać wstrzemięźliwość władz Irańskich ?
Mają się zgłosić na rozstrzelanie ?
A pytanie jest nie ile nas będzie kosztować irańska awantura tylko ile Wuj Sam i Wuj Icek na tej wojnie zarobią i ile już zarobili. Że Beniamin z Donaldem z maksymalny lewarem za pożyczoną kasę zajęli długie pozycje na ropie i gazie to pewne, że zamkną pozycję zanim ogłoszę koniec "operacji" to też pewne. Że zakłady produkujące bombki i rakiety od malutkich po wielkie dostały gigantyczne bardzo lukratywne zamówienia to oczywiste . Że kochają za to Donalda I Beniamina to też pewne. A że w UE będzie kryzysy , inflacja etc to przecież nawet dobrze bo kosi się konkurencję, Jeszcze dojdzie z 10 mln nowych uchodźców w UE ale warto bo Ameryka będzie Wielka i Izrael urośnie (osiedla na Zachodnim Brzegu, nowe strefy buforowe w Libanie etc..)
to_i_owo
Z tym że wysoka cena paliw w UE to pokłosie polityki podatkowej i ekologicznej KE
Ponad 60% ceny paliwa to podatki, opłaty emisyjne i akcyza

W końcu trzeba z czegoś dopłacać do, podobno najtańszej OZE
pakamera
Cerkiew prawosławna w Rosji,odprawi msze dziękczynne za Trumpa.Drastyczy wzrost cen ropy,to dodatkowe miliardy dolarów na wojnę z Ukrainą.
to_i_owo
Myślisz że Soros się nie cieszy?

Oranie idzie szybciej, odchodzenie od indywidualnych środków transportu przyspiesza

Niestety, ale Trump jest na pasku Izraelczyków
kolumb1234
Najbardziej na tym konflikcie zarobi Rosja wzrost cen surowców i Tramp musiał owym wiedzieć i co obiecał mu Putin wzamian obstawiam cichy sojusz przeciwko Chinom
podatnik-
Pytanie jest? ile koledzy Trumk'a na tym zarobią i ile dołoży do tego biznesu Naród Amerykański(vide Irak, Vietnam, etc)?
jas2
Odważny tekst. "No nie poznaję kolegi..." jak powiedział Maksio w Seksmisji.
niederfurzdorf
Tak myślę, że nauczyciel muzyki nie powinien wypowiadać się jako ekspert w dziedzinie np. elektrotechniki . A już użycie wypowiedzi typu „działanie w warunkach recydywy” wiele tłumaczy. Można było dla pozyskania wiedzy podstawowej wykorzystać chociażby wypowiedzi Niemców ale nie polityków tylko ludzi z akademii Bundeswehry jak już Tak myślę, że nauczyciel muzyki nie powinien wypowiadać się jako ekspert w dziedzinie np. elektrotechniki . A już użycie wypowiedzi typu „działanie w warunkach recydywy” wiele tłumaczy. Można było dla pozyskania wiedzy podstawowej wykorzystać chociażby wypowiedzi Niemców ale nie polityków tylko ludzi z akademii Bundeswehry jak już daleko do Polaków orientujących się co nieco w geopolityce. Byli już znawcy marzący o niskich cenach surowców energetycznych . Koszty ich marzeń płacimy właśnie od 2022 praktycznie w każdym produkcie czy usłudze . Jak ktoś nadal nie widzi problemu, to może niech się chwilę zastanowi nad układem Rosja-Chiny-Iran .
yaro800
Bardzo dobry artykuł. Miejmy nadzieję, ze Trump nie jest tak odważny, żeby prowadzić długo tą wojnę, bo mu MAGA zajdzie za skórę. Poza tym dla biznesu nie jest to pożądana sytuacja. Kwestia kto silniejszy Izrael czy własna baza i oczywiście Operation Epstein Shield. Co do Ormuz, to miejmy nadzieję, że Iran też będzie chciał coś sprzedać,Bardzo dobry artykuł. Miejmy nadzieję, ze Trump nie jest tak odważny, żeby prowadzić długo tą wojnę, bo mu MAGA zajdzie za skórę. Poza tym dla biznesu nie jest to pożądana sytuacja. Kwestia kto silniejszy Izrael czy własna baza i oczywiście Operation Epstein Shield. Co do Ormuz, to miejmy nadzieję, że Iran też będzie chciał coś sprzedać, o ile coś wydobywają na bieżąco. Dopóki nie niszczą instalacji naftowych, to nie jest źle. Każdy dzień to też ogromne koszty, których nie można odbijać sobie w cenach ropy, bo recesja może nas dopaść wcześniej niż później. I USA tu nie będzie wyjątkiem mimo dużego wydobycia ropy, bo sama ropa to nie cała gospodarka USA.
dzyszla
- Dzień dobry, dlaczego paliwo dziś po 6,07, a wczoraj było po 5,20
- No nie słuchał pan telewizji? Mówili, że musi zdrożeć!

Powiązane: Operacja Epicka Furia - atak USA i Izraela na Iran

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki