Chiny zatkają wentyl bezpieczeństwa?

analityk Bankier.pl

Im szybciej gasną nadzieje na znaczącą liberalizację ChRL pod rządami Xi Jinpinga i rośnie zagrożenie dla stabilności państwa ze strony krajowego sektora finansowego, tym rola Hongkongu jako wentyla bezpieczeństwa oraz bramy do i z Chin zyskuje na znaczeniu.

Na mocy traktatu nankińskiego z 1842 r., kończącego I wojnę opiumową, Hongkong trafił w ręce Brytyjczyków. Do macierzy powrócił ponad 150 lat później - w 1997 r. Pekin zagwarantował wówczas, że będzie stosował wobec specjalnego regionu administracyjnego zasadę "jedno państwo, dwa systemy", zakładającą utrzymanie liberalnego porządku społeczno-gospodarczego do 2047 r.

W ostatnich latach władze ChRL coraz bardziej stanowczo ingerują jednak w niezależność Hongkongu, co wzbudza kolejne fale protestów mieszkańców. W szczytowej fazie na ulicach zgromadziło się ok. 2 mln osób spośród 7,4 mln zamieszkujących miasto, niezadowolonych z polityki prowadzonej przez nominatkę Pekinu Carrie Lam. W ostatnich tygodniach konflikt eskalował tak bardzo, że pojawiły się obawy o wojskową interwencję oddziałów Armii Ludowo-Wyzwoleńczej. Realizacja scenariusza siłowego i postępujące za nią zaostrzenie kontroli komunistycznych władz nad byłą brytyjską kolonią uderzyłoby w fundamenty sukcesu Hongkongu, na których wciąż opiera się również częściowo sukces Chin kontynentalnych.

Pozornie znaczenie Hongkongu dla chińskiej gospodarki maleje: PKB wynosi zaledwie 2,7 proc. PKB kraju za Murem wobec niemal jednej piątej w 1997 r., a eksport nie przekracza już 50 proc. eksportu z Chin, lecz nieco ponad jedną dziesiątą. Liczby te obrazują jednak jedynie niewielki fragment gospodarczych puzzli Państwa Środka, a miasto pozostaje dla ChRL kurą znoszącą złote jajka. Hongkong pełni dalece bardziej istotną rolę: bramy do i z Chin. Jest kluczowym regionalnym centrum finansowym, swoistym "współczesnym Berlinem Zachodnim", gdzie spotykają się dwa systemy: kapitalizm z chińską i globalną charakterystyką, trampoliną dla biznesu zagranicznego i tego zza Muru.

Tak długo, jak ChRL pozostanie krajem relatywnie zamkniętym, a widzialna ręka partii (także w postaci grup interesów) będzie ograniczała transfer kapitału i prawo własności indywidualnej, była brytyjska kolonia będzie się cieszyła mianem najważniejszego centrum finansowego w tej części świata, mimo ekspansji Szanghaju czy Singapuru. Zagrozić może jej tylko "zamknięcie bramy" przez Pekin.

(fot. AMMAR AWAD / Forum)

Biznes potrzebuje Hongkongu

Tyle że takie rozwiązanie należy traktować jako ostateczność. Dwie trzecie bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) lokowanych w Chinach trafia za Mur z Hongkongu. Z kolei trzy piąte chińskich BIZ trafia najpierw do Hongkongu - wskazuje ministerstwo handlu ChRL. Zagraniczni inwestorzy mogą za pośrednictwem Hongkongu kupować akcje i obligacje w Szanghaju oraz Shenzhen, głównych centrach finansowych "kontynentu".

Specjalny region administracyjny jest również miejscem, gdzie firmy szukają kapitału. W latach 2014-18 blisko trzy na cztery zagraniczne debiuty giełdowe (IPO) chińskich spółek miały miejsce właśnie w Hongkongu - wynika z danych Dealogic. Uwzględniając IPO "na kontynencie", biznes pozyskał tam ok. 43 proc. środków. Natomiast w ubiegłym roku było to już aż 35 mld dol., o 14 mld dol. więcej niż z debiutów na parkietach Chin kontynentalnych. W 2017 r. łączna wartość środków pozyskanych z emisji akcji (nie tylko debiutów) sięgnęła  47 mld dol. - wskazuje MFW. Chińskie spółki stanowią 70 proc. hongkońskiego rynku, wśród nich są tacy giganci jak Tencent czy Xiaomi. Wkrótce może do nich dołączyć Alibaba (dual listing), na razie notowana w Nowym Jorku.

Centrum finansowe jest też pierwszym wyborem dla firm chcących uplasować swoje obligacje. W latach 2010-18 Hongkong odpowiadał za 60 proc. zagranicznych emisji obligacji dokonanych przez biznes zza Muru - podaje Natixis. Tylko w 2017 r. była to równowartość 66 mld dol. - wskazuje MFW. Warto podkreślić, że rynek jest dla Chińczyków istotnym źródłem dolarów, czyli waluty dominującej w płatnościach międzynarodowych. Bardzo aktywni są m.in. deweloperzy, czyli przedstawiciele jednej z najbardziej istotnych dla chińskiej gospodarki branż.

Według stanu na koniec czerwca miejscowy sektor bankowy udzielił podmiotom działającym na "kontynencie" kredytów o wartości blisko 4,6 bln dol. hongkońskich (blisko 600 mld USD) - wynika z opracowania tamtejszych władz monetarnych. W Hongkongu pożycza chiński sektor państwowy (1,9 bln HKD) i prywatny (1,3 bln HKD) oraz firmy zagraniczne funkcjonujące za Murem (1,4 bln HKD). Na "kontynent" trafia blisko 40 proc. pożyczek. Do tego dochodzi ponad 1,5 bln HKD z tytułu innej ekspozycji, m.in. poprzez dłużne instrumenty zbywalne.

Hongkong jest też drugim domem dla chińskich banków - funkcjonuje tam aż 416 spółek-córek tych instytucji. Konkurencja pozostaje daleko w tyle - w kolejnym w rankingu Makau jest to raptem 47. Aktywa banków z ChRL w byłej brytyjskiej kolonii są obecnie czterokrotnie wyższe niż dekadę temu i przekraczają równowartość biliona dolarów - wskazują tamtejsze władze monetarne.

Specjalny region administracyjny pozostaje niekwestionowanym czempionem internacjonalizacji juana. Transakcje z Hongkongiem odpowiadają za trzy czwarte międzynarodowych płatności w "czerwonym" - wynika z danych SWIFT. Wartość depozytów denominowanych w chińskiej walucie wynosi ok. 600 mld juanów. Operacje prowadzone w centrum finansowym pozwalają również Pekinowi wpływać na kurs renminbi. Juan chiński jest handlowany na dwóch odrębnych rynkach - wewnętrznym oraz zewnętrznym. W Chinach kontynentalnych funkcjonuje juan onshore (CNY), natomiast w Hongkongu (największym rynku poza "kontynentem") - juanem offshore (CNH), teoretycznie bardziej niezależny od woli władz ChRL. Faktycznie, poprzez kontrolę przepływów kapitału oraz działania Ludowego Banku Chin oraz państwowych banków komercyjnych, Pekin stara się sterować rynkiem "czerwonego". Ryzykanci mają jednak w Hongkongu możliwość pospekulowania.

Była brytyjska kolonia jest nie tylko bramą dla kapitału, ale również rzeki towarów wypływających zza Muru. W pierwszych dziewięciu miesiącach roku Hongkong był drugim największym importerem towarów z Chin - wynika z danych chińskiego urzędu celnego. Wartość towarów sprowadzonych z Państwa Środka przekroczyła 200 mld dol., co stanowiło ponad 11 proc. eksportu z ChRL. Na czele rankingu pozostały USA (312 mld dol.), a podium zamknęła Japonia (106 mld dol.).

Fundamenty sukcesu Hongkongu

Tak istotna rola Hongkongu bazuje na odrębnych od ChRL systemach: prawnym i ekonomicznym oraz charakterystyce społecznej, a także ścisłych związkach biznesowych z "kontynentem" i ugruntowanych relacjach z krajami rozwiniętymi.

Fundamentem miejscowego systemu jest "odziedziczone" po Brytyjczykach poszanowanie prawa i niezawisłe sądownictwo. Regulacje sprzyjają prowadzeniu biznesu - Hongkong regularnie znajduje się w czołówce rankingów Doing Business Banku Światowego (obecnie 3. miejsce na świecie) czy wolności gospodarczej Heritage Foundation (1. miejsce) - przede wszystkim gwarantują, wątpliwe w ChRL, prawo własności, niezbędny element systemu kapitalistycznego. W odróżnieniu od Singapuru, jako specjalny region administracyjny ChRL, a nie całkowicie odrębny kraj, cieszy się przy tym specjalnymi relacjami prawnymi wiążącymi go z kontynentem i ułatwiającymi kontakty biznesowe oraz finansowe. 

Ponadto posiada własną walutę - dolara hongkońskiego - i prowadzi politykę monetarną niezależną od Pekinu, lecz podporządkowaną decyzjom amerykańskiego Fedu. Od kilkudziesięciu lat utrzymuje stały kurs USD/HKD, w ostatniej dekadzie pozostający w wąskim przedziale 7,75-7,85.

(Bloomberg)

Stabilność waluty jest istotna dla inwestorów, ale jeszcze ważniejsze jest jej wymienialność (w przeciwieństwie do juana) oraz otwarty rachunek kapitałowy (swoboda przepływu kapitału), którego próżno czekać w Chinach kontynentalnych, gdzie rynek finansowy rozdął się do gargantuicznych rozmiarów i może zachwiać stabilnością Państwa Środka, zagrażając władzy komunistów. Pod tym względem istnienie Hongkongu redukuje ryzyko za Murem, stanowi systemowy wentyl bezpieczeństwa, izoluje kontynent od globalnej zmienności i zapewnia dostęp do niezbędnych zasobów - dolarów.

Zupełnie inaczej niż na kontynencie funkcjonuje również inny symbol kapitalizmu - giełda. Jest co prawda mniejsza pod względem kapitalizacji niż parkiety w Szanghaju i Shenzhen łącznie, ale i tak zajmuje czwarte miejsce na świecie (za USA, Japonią i Chinami). Poza tym jest bardziej stabilna, dzięki większemu udziałowi inwestorów instytucjonalnych, zdecydowanie mniej podatna na interwencje państwa oraz gwarantuje wyższe standardy (np. przejrzystości, rachunkowości itp.) i lepszy dostęp do rynku zagranicznemu kapitałowi, z którego mogą czerpać spragnione kapitału firmy. Stopniowe otwieranie rynku kapitałowego na kontynencie wciąż postępuje zbyt wolno. Hongkong jest już rynkiem rozwiniętych, uznawanym za dużo mniej ryzykowny.

Istotną przewagą są również czynniki społeczne i kulturowe, choćby dobra znajomość angielskiego miejscowych czy duży kapitał ludzki, powstały w wyniku fuzji "chińskiej" pracowitości i "zachodniej" kreatywności.

Współpraca na linii kontynent-Hongkong kwitnie od lat, dlatego w mieście funkcjonują firmy wyspecjalizowane w obsłudze zagranicznych inwestorów starających się wejść na rynek chiński oraz Chińczyków szukających "szczęścia" za granicą. Dostęp do wiedzy i kapitału sprawia, że Hongkong jest doskonałą trampoliną dla inwestorów.

Dla Chińczyków z kontynentu Hongkong jest pierwszym przystankiem na drodze do zabezpieczenia finansów osobistych za granicą. Przybysze zza Muru transferują oszczędności (legalnie i nielegalnie), gromadzą je na rachunkach bankowych (m.in. walutowych) czy kupują za nie nieruchomości. Z tego centrum finansowego pieniądze mogą już dużo łatwiej popłynąć dalej w świat i znaleźć się poza zasięgiem władz w Pekinie. Zamknięcie takiej możliwości byłoby problemem dla wielu mieszkańców Państwa Środka, także tych wpływowych.

Hongkong staje się szczególnie ważny w obliczu nasilenia rywalizacji na linii Waszyngton-Pekin. Amerykanie (podobnie jak inne kluczowe państwa i instytucje) traktują Hongkong jako osobny podmiot prawny i gospodarczy. Może to pozwolić "po cichu" kontynuować amerykańsko-chińskie interesy w momencie eskalacji konfliktu, omijać kłody oficjalnie rzucane pod nogi biznesowi przez polityków.

(fot. KIM KYUNG-HOON / Forum)

Czy to uratuje Hongkong?

Hongkong pozostaje najważniejszym centrum finansowym w regionie: oknem na świat i wentylem bezpieczeństwa Chin. Jego rola rośnie wraz ze wzrostem znaczenia widzialnej ręki partii za Murem i nawarstwianiem się problemów w chińskim sektorze finansowym.

Przy wszystkich zaletach i znaczeniu dla gospodarki Państwa Środka, pozycja Hongkongu absolutnie nie jest niezagrożona. Dla włodarzy z Pekinu najistotniejsze pozostaje utrzymanie władzy oraz zachowanie integralności ChRL. Specjalny region administracyjny jest w ich oczach częścią Chin, dlatego powinien się podporządkować. I to już teraz, a nie dopiero w 2047 r. Być może Szanghaj czy Singapur mają faktycznie szanse zastąpić konkurenta: jeśli zostanie rozjechany przez chińskie czołgi.

Maciej Kalwasiński

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
27 32 glos_rozsadku

Jakbym był władcą Chin to bym nie patrzył na nic i zmasakrował każdego kto mi się sprzeciwia. Wyrąbał cały Honk kong w pień. Partia Chin też się nie będzie czaić.

! Odpowiedz
1 2 caesar_m

Dlatego nie jesteś władcą Chin, władcy Chin zmasakrują każdego ale tylko jeśli uznają to za niezbędne lub wskazane z powodów ochrony wartości które władcy Chin uznają za najwyższe.Możemy się domyślać że numerem 1 na tej liście wartości jest zachowanie i utrzymanie władzy, ale zapewne chodzi też o wzrost potęgi imperium którym władają...Na obecnym etapie wątpię by masakra Honkongu spełniała takie kryteria. Jednak gdyby wojna handlowa z USA doprowadziła do radykalnej zapaści wymiany handlowej Chin z UE,USA i Japonią i w konsekwencji końca gospodarki wolnorynkowej w Chinach to oczywiście rzeż Honkongu - dla "zasady i przykładu" byłaby prawdopodobna. Władcy imperiów nienawidzą sytuacji gdy nie są traktowani serio bo to oznacza przecież krok do upadku...

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
19 35 ajwaj

Chinscy przyjaciele dadza rade, za nimi 4500+ lat cywilizacji
Tak, ze i "koza bedzie syta i wilk caly"

Stosujac logike prez. Trumpa dot. np. Krymu (mówia po rosyjsku > znaczy Rosja)
Tajwan, Hong-Kong - mówia po chinsku znaczy Chiny

! Odpowiedz
1 17 karbinadel

A mówią po angielsku = Anglia

! Odpowiedz
2 1 and00 odpowiada karbinadel

Dodajmy Francuski i Hiszpański
A Arabskim był by kłopot, bo po tamtemu mówią w wielu państawach
oraz Rosyjski, nie wszyscy w Rosji mówią dobrze po Rosyjsku, czyli powinniście się zrzec terytorium...

! Odpowiedz
50 18 bobyxyz1

W Kaczystanie to Polska bedzie taka brama do UE dla komunistow i dyktatorow z calego swiata.

! Odpowiedz
26 38 cowabunga

Chińczycy się już odgrażali , że następny w kolejce jest Tajwan. Czyli wielka fabryka procesorów i pamięci. Jakby próbowali się dobrac do Tajwanu, to juz 3 wojna światowa murowana

! Odpowiedz
20 43 sel

Polska i tak jest daleko za Chinami Kontynentalnymi w tych rankingach , a co dopiero za Hongkongiem..

! Odpowiedz
37 58 pomorzaninm

bo u nas liczy sie modlitwa i honor ... wazne ze mamy racje a nie mamy pieniedzy ani technologii. Potem znow wyslemy mlodziez na wojne zeby sie wykrwawila a my bysmy mogli powstawic nowe pomniki za poleglych.
Jeszcze glupota nie zginela póki zyją Polacy !.

! Odpowiedz
25 40 keks odpowiada pomorzaninm

No to sobie przypomnij kto i kiedy zlikwidował polskie stocznie a razem z nimi dziesiątki tysięcy miejsc pracy u poddostawców.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% IX 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VIII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 125,26 zł VIII 2019
Produkcja przemysłowa rdr 5,6% IX 2019

Znajdź profil