W artykule "IV RP kontra Rywinland" tygodnik pisze, że kariera Kaczmarka w rządzie stworzonym przez Prawo i Sprawiedliwość była możliwa dzięki kłamstwu, jakiego się dopuścił, wypełniając w kwietniu 2001 roku ankietę personalną. Napisał w niej, że w latach 1987-1989 był kandydatem na członka Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Tymczasem z ankiety, jaką wypełniał w styczniu 1989 roku, wynika, że był nie tylko członkiem partii, ale i lektorem Komitetu Miejskiego PZPR w Gdyni. W życiorysie tym Kaczmarek podał też, że odbył szkolenie w Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych w Łodzi.
Wszystko wskazuje na to, że liderzy PiS faktycznie nie znali całej przeszłości Janusza Kaczmarka - konkluduje tygodnik. Nie zmienia to faktu, że wbrew temu, co zarzuca się powszechnie braciom Kaczyńskim, postawili oni w tym przypadku na profesjonalizm byłego prokuratora, nie zważając na jego koniunkturalizm czy brak kręgosłupa.
Według "Gazety Polskiej", PiS zrobił błąd wybaczając Kaczmarkowi, że po odejściu Lecha Kaczyńskiego z rządu Jerzego Buzka, zgodził się pozostawać wiceministrem u Stanisława Iwanickiego.
iar/Gazeta Polska/Siekaj/dj
Źródło:IAR





















