Franki, zwroty prowizji – nadchodzą świetne czasy dla prawników

analityk Bankier.pl

Banki lada moment znajdą się w sytuacji, którą poznali już ubezpieczyciele - będą masowo ścierać się w sądach z prawnikami, którzy wyspecjalizowali się w finansowych sporach. Kredytodawcy nie są skłonni, by rozwiązywać spory polubownie i „wyhodowali” w ten sposób prężnie rosnącą branżę.

Dwa tegoroczne rozstrzygnięcia Trybunału Sprawiedliwości UE okażą się zapewne kamieniem milowym w historii branży bankowej w Polsce: pierwsze dotyczyło zwrotu części opłat i prowizji przy wcześniejszej spłacie kredytów konsumenckich, drugie - kredytów hipotecznych indeksowanych walutami obcymi. Przypomnijmy, jakie były główne tezy wyroków.

(fot. Filip Blazejowski / Gazeta Polska / FORUM)

11 września 2019 r. TSUE stanął jednoznacznie po stronie kredytobiorców i orzekł, że prawo konsumenta do obniżki całkowitego kosztu kredytu w przypadku wcześniejszej spłaty kredytu obejmuje wszystkie koszty, które zostały nałożone na konsumenta. Wcześniej banki w większości interpretowały problem inaczej, uznając, że niektóre pozaodsetkowe koszty kredytów gotówkowych i podobnych zobowiązań, są niezależne od czasu trwania umowy. Odmawiały zatem klientom wypłacania zwrotów.

3 października 2019 r. TSUE wypowiedział się w sprawie kredytu „frankowego”. Tym razem rozstrzygnięcie było mniej jednoznaczne i pozostawiło sporo niedomówień. Jednym z elementów wyroku było wskazanie, że dyrektywa UE o ochronie praw konsumentów nie stoi na przeszkodzie unieważnieniu umowy kredytowej, jeśli po usunięciu z niej niedozwolonych klauzul nie będzie można utrzymać kontraktu w mocy.

Oba wyroki są istotne dla konsumentów i odbiły się szerokim echem w mediach, nie tylko specjalistycznych. Kredyty mieszkaniowych oparte na walutach obcych spłaca kilkaset tysięcy Polaków. Trudniejsza do oszacowania, ale na pewno liczna jest grupa kredytobiorców, którzy spłacili przed czasem zobowiązania konsumpcyjne (nie tylko w bankach). Świadomość, że wejście w spór z bankiem może się opłacić stała się powszechna. Pojawił się dodatkowy popyt na usługi prawne, który lada moment ujawni się z całą siłą.

Od pojedynczych spraw do „prawnego przemysłu”

Wadliwe produkty finansowe lub niewłaściwa obsługa klientów mogą od zera stworzyć nową niszę w usługach prawnych. Sektor finansowy miał już z tym do czynienia. Przykładem mogą być tzw. kancelarie odszkodowawcze wspierające poszkodowanych w uzyskiwaniu należnych im świadczeń. Jak przyznają przedstawiciele branży, biznes nie miałby szans na rozwój, gdyby nie niewłaściwe praktyki m.in. firm ubezpieczeniowych.

Nieco mniejszą niszę wykreowały polisy inwestycyjne, a właściwie wygórowane opłaty za wcześniejszą rezygnację z tego typu umów. Również tutaj istotną rolę odegrali prawnicy wspierający klientów w sądach. Przyczynili się do zmiany praktyk, później przypieczętowanych przez porozumienie narzucone przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Usługi prawne świadczy w Polsce, jak wynika z rejestru REGON, ponad 50 tys. podmiotów. Sektor jest rozdrobniony i składają się na niego zarówno wielkie firmy zatrudniające dziesiątki specjalistów, jak również kilkuosobowe kancelarie adwokackie i radcowskie, pojedynczy adwokaci i wreszcie biura udzielające porad prawnych o ograniczonym zakresie usług (np. bez reprezentacji klienta w sądzie). Te ostatnie mogą zakładać nawet osoby, które nie mają wykształcenia prawniczego, pod warunkiem, że zatrudniają odpowiednich specjalistów. Szczegółowe przepisy dotyczą tylko prawniczych zawodów zaufania publicznego (adwokat, radca prawny, notariusz), a rynek poza tym nie jest uregulowany.

Jeszcze kilka lat temu sprawy dotyczące kredytów „frankowych” były domeną wąskiej grupy kancelarii, które wyspecjalizowały się w tego rodzaju problemach. W doniesieniach z sal sądowych często powtarzały się te same nazwiska adwokatów reprezentujących klientów. Od tego czasu sytuacja zmieniła się diametralnie – niszą zainteresowały się wielkie firmy.

W sprawozdaniu z działalności Grupy Kapitałowej Votum S.A. za pierwsze półrocze 2019 r. znaleźć można charakterystyczny fragment – „do najważniejszych czynników ryzyka wpływających na branżę doradztwa odszkodowawczego należy zaliczyć zmniejszanie się liczby wypadków drogowych. Reakcją Grupy na to ryzyko jest dywersyfikacja segmentów działalności, w tym rozwój produktu związanego z dochodzeniem roszczeń wynikających z kredytów walutowych”. Reprezentacja klientów banków staje się produktem – spółka opatrzyła go nawet nazwą i w dokumencie chwali się wynikami sprzedaży „umowy kompleksowego zabezpieczenia roszczeń z umowy kredytu bankowego COMFORT”.

Podobne zjawiska mogą lada moment pojawić się w kolejnej niszy – dochodzenia zwrotu opłat przy wcześniejszej spłacie kredytu. Już dziś wystarczy w Google wpisać odpowiednią frazę, by spotkać się z reklamami firm proponujących pomoc przy odzyskaniu pieniędzy, a w rzeczywistości przejmujących prawa z umów kredytów i pożyczek. Co ciekawe, niektóre marki posługują się nazwami, które mogą sprawiać wrażenie, że jest to inicjatywa non-profit, a reklamy nazywane są „akcją informacyjną”.

Kancelarie widzą napływ klientów

Jeszcze przed ogłoszeniem wyroku TSUE kancelarie specjalizujące się w sprawach kredytów „frankowych” dostrzegały zwiększone zainteresowanie klientów. Potwierdziło to kilku zapytanych przez Bankier.pl adwokatów i radców prawnych.

– Nieproporcjonalny wzrost przyjętych spraw nastąpił po opinii Rzecznika Generalnego TSUE z maja br. Od tamtego czasu liczba przyjmowanych spraw wzrosła mniej więcej 3-krotnie. Podobna tendencja miała miejsce na początku 2017 r. (był to bodajże luty 2017 r.), kiedy to Prezes Kaczyński publicznie przekazał wiadomość, aby frankowicze szukali sprawiedliwości w sądzie. Obecnie składamy około 10 pozwów miesięcznie – wskazał adw. Michał Kaczmarski z kancelarii Kaczmarski Żurowski Adwokaci.

Dwukrotne zwiększenie liczby przyjętych spraw w pierwszym półroczu 2019 r. potwierdził adw. Mariusz Korpalski z Komarnicka Korpalski Kancelaria Prawna. Podkreślił również, że wielu klientów oczekiwało ze złożeniem pozwów na wyrok TSUE. Na rosnącą liczbę zapytań wskazała także Kancelaria Radców Prawnych K&L Legal Granat i Wspólnicy.

Niektóre firmy zwracały jednak uwagę na rosnącą konkurencję na tym rynku. - W ocenie Kancelarii więcej spraw wpływało w 2018 r., co w naszej ocenie może wynikać z oczekiwania na wyrok TSUE, jak również ze znaczącego wzrostu ilości firm oferujących prowadzenie tego rodzaju postępowań, w tym często również firm odszkodowawczych niebędących kancelariami – poinformował Bankier.pl Krzysztof Woronowicz, Partner Drzewiecki, Tomaszek i Wspólnicy.

Zapytane przez nas firmy prowadziły zróżnicowaną liczbę spraw „frankowych” – od ok. 100 (kancelarie adwokackie „jednoosobowe”) do ok. 500. Zupełnie inną skalę działalności widać w wynikach Votum S.A. – firma informowała, że tylko w październiku zamierza podpisać 1500 nowych umów, a w I półroczu liczba spraw przyjętych do prowadzenia wynosiła 2855.

Bezczynność banków rozkręca interes

Czynnikiem, który napędza rynek „frankowych” usług prawnych, jest niechęć banków do negocjowania z klientami. „Banki nie uznają reklamacji frankowiczów” – podkreśliła adw. Joanna Wędrychowska, wskazując, że wśród prowadzonych przez nią spraw żadna nie zakończyła się poza sądem. Podobne spostrzeżenia mają przedstawiciele innych kancelarii, ugody należą do rzadkości. Jedynymi przywoływanymi przypadkami były sytuacje, gdy klienci sami rezygnowali ze sporów ze względu np. na podeszły wiek i przeciągające się procedury.

– Statystycznie należy liczyć się z tym, że proces będzie trwał łącznie 3 lata (2 lata w I instancji i rok w II instancji). Zdarzają się jednak wyjątki, i tak tytułem przykładu jeden z naszych korzystnych wyroków zapadł w I instancji w 3 miesiące od dnia złożenia pozwu, natomiast w innej sprawie czekamy już ponad 2 lata na termin pierwszej rozprawy. Należy mieć na uwadze, że po październikowym wyroku TSUE czas oczekiwania na rozprawę z całą pewnością się wydłuży. Z drugiej jednak strony statystycznie powinna zmniejszyć się ilość rozpraw – skomentował kwestię czasochłonności sporów adw. Michał Kaczmarski.

– Szansą są mniejsze ośrodki, gdzie można będzie pozwać bank – chodzi o zmianę przepisów, umożliwiającą od 7 listopada pozywanie banku w sądzie miejsca zamieszkania konsumenta. Takie sądy są często mniej obciążone, ale też mniej doświadczone – zwraca uwagę adw. Mariusz Korpalski.

Na razie trudno jeszcze orzec, czy banki będą równie sztywne w sprawach dotyczących zwrotów opłat i prowizji, gdzie gra toczy się o znacznie mniejsze pieniądze. Sygnały płynące z rynku (np. zawiązywanie rezerw przez niektórych kredytodawców), wskazują, że w tym przypadku prawdopodobny jest inny scenariusz, nie angażujący sądów. Nie zatrzyma to jednak zapewne rozwoju branży „pośredników”, którzy będą gotowi wyręczyć klientów w odzyskiwaniu należności w zamian za odpowiednią opłatę.

Michał Kisiel

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
1 25 sel

A wszystko dlatego ,że nikt odpowiedzialny nie reagował na źle stworzone przepisy i niewłaściwe umowy przez wiele lat .

! Odpowiedz
0 5 tergal

Masz oczywiście na myśli KNF.

! Odpowiedz
2 34 sonmi451

Kolejny ambergold. Bezczynność państwa które dopuszcza do niedroznosci sądów olbrzymich kosztów ekologicznych drukowania ton papieru zamiast jednym przepisem rozwiązać problem klauzul abuzywnych. Tym bardziej że są wzory sprawdzonych rozwiązań zagranicą a klauzule prawie identyczne. Mam nadzieję że będzie trybunał stanu dla ministra sprawiedliwości prezesa knf A gangsterzy zapłacą kary za zamykanie polskich sądów swoimi bublami. Przecież to nie pierwszy raz.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
1 0 sammler

Jednym przepisem to sobie możesz - na wzór Stalina i Jeżowa - zaprowadzać czystki. A nie rozwiązywać spory prawne w państwie prawa.

! Odpowiedz
7 51 marik1

Lepiej iść do sądu, zapłacić kancelarii i walczyć z bankiem niż nie robić nic i być okradanym do końca życia.

! Odpowiedz
2 1 tergal

Przed orzeczeniem TSUE szacunkowy czas procesowania był circa 3 lata - ile trzeba będzie czekać teraz? Może 10-12 lat? Ta kwestia dotyczy ponad 700 tys. rodzin!

! Odpowiedz
24 24 robertjak

z własnego doświadczenia wiem , że panowie prawnicy robią wielki szum naciągają na sprawy sądowe klientów obiecując złote góry , a kończy się to w zdecydowanej większości potężnymi kosztami dla ich klientów i przegraną sprawą w sądzie no ale prawnicy tak czy tak zarobili

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne