Domowym finansom grozi demolka

Aż 780 tys. osób jest zagrożonych utratą pracy lub spadkiem dochodów w wyniku epidemii – uważają ekonomiści Centrum Analiz Ekonomicznych, o czym pisze w poniedziałek "DGP".

(fot. Bartosz Zakrzewski / Shutterstock)

Dziennik podaje, że żeby policzyć, jak duża część populacji może stracić na wyciągnięciu gospodarczej wtyczki z gniazdka, CenEA użyła dostępnych danych GUS z wynikami badań budżetów gospodarstw domowych. To, co najbardziej interesowało badaczy, to określenie, jak duża grupa jest zagrożona utratą pracy lub ograniczeniem dochodów w pierwszej fali kryzysu gospodarczego, czym zapewne skończy się obecny lockdown. Żeby do tego dojść, autorzy opracowania sprawdzili, ile osób pracuje, bądź prowadzi działalność w branżach, które są dziś na pierwszej linii frontu: w gastronomii, kulturze i rozrywce, sporcie i rekreacji, a także w zakwaterowaniu i turystyce. CenEA zwraca jednak uwagę na wyraźny spadek obrotów w handlu, co jest również bezpośrednim skutkiem samoizolacji, w swoich analizach uwzględnia także działalność usługową i edukacyjną, w ramach której świadczone są usługi osobiste, czyli takie, które wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem.

"DGP" zwraca uwagę, że ryzyko utraty dochodów związane z pierwszą falą gospodarczych konsekwencji pandemii dotyczy aż 17,2 proc. gospodarstw domowych w Polsce, przy czym dla 5,2 proc. gospodarstw ryzyko to można określić jako szczególnie wysokie.

"Biorąc pod uwagę wyłącznie gospodarstwa, w których co najmniej jedna osoba jest aktywna zawodowo, te proporcje to odpowiednio 24,7 proc. i 7,4 proc." - piszą autorzy analizy, na której bazuje gazeta. Za szczególnie narażonych ekonomiści uważają tych, których ochrona prawna na rynku pracy jest słabsza: pracujących na umowach zlecenia, umowach o dzieło czy innych kontraktach nie będących umowami o pracę. W tej grupie znalazły się również wszystkie osoby samozatrudnione prowadzące działalność w wyżej wymienionych działach zarówno w Polsce, jak i za granicą, bez względu na to, czy zatrudniają pracowników, czy nie.

"Według przyjętych kategorii ryzyka dla osób pracujących możemy stwierdzić, że pracowników szczególnie narażonych na negatywne gospodarcze konsekwencje pandemii – tych pracujących w zagrożonych działach gospodarki na umowach innych niż umowa o pracę lub samozatrudnionych - jest ponad 780 tys., z czego 57 proc. stanowią kobiety" - napisali ekonomiści CenEA w swoim opracowaniu, cytowanym przez dziennik.

W grupie mniejszego ryzyka są etatowcy. To w sumie 1,9 mln osób, z czego kobiety stanowią 70 proc. Według ekspertów, sytuacja zatrudnionych na etacie jest nieco lepsza w obliczu pierwszego uderzenia kryzysu. "Ale gdyby obecny stan miał się przedłużać, to i oni mogą być zagrożeni utratą pracy lub zmniejszeniem płac" - pisze "DGP" w nawiązaniu do tych danych. (PAP)

nmk/ krap/

Źródło: PAP
Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
15 9 katzpodola

Co by sie nie wydarzyło to i tak chwała bogu że Arłukowicz nie jest ministrem zdrowia. Wszyscy byśmy gryźli ziemie.

! Odpowiedz
5 20 jsunday

Wieloma rządzi histeryczna panika, a rządy większości krajów, kierując się regułami populizmu, na wyścigi realizują program zamykania i ograniczania wszystkiego, co tylko możliwe.

Od polityków oczekujemy, przynajmniej tak jest w moim przypadku, realizowania działań społecznych i gospodarczych adekwatnych do sytuacji. Niestety tak nie jest. Epidemia, a jak chce WHO pandemia COVID-19, która oczywiście jest katastrofą, zamiast wywołać adekwatne decyzje rządów, dała asumpt do działań niedostatecznie przeanalizowanych i populistycznych, które na domiar złego zapewne nie przyniosą oczekiwanych skutków. Rządy podjęły decyzje o niemal pełnym „lock down”, bo to było najłatwiejsze i najbardziej spektakularne.


Tylko jaki jest pomysł na dłużej? Tego już nikt nie mówi. Jeżeli zamyka się kraj przy 300-400 zachorowaniach i 5-10 przypadkach śmiertelnych, to jak się z tego wycofać, gdy zachorowań będzie 3 - 4 tysiące, lub nawet 30-40 tysięcy, a przypadki śmiertelne pójdą w setki lub tysiące? Jaka wtedy będzie argumentacja polityków, którzy zamiast uspokajać swoimi decyzjami, podsycają panikę? Ciągnąć „lock down” w nieskończoność? I jak długo? Przez kolejne pół roku lub rok? A może 2-3 lata? Która gospodarka to przetrwa? Żadna.

https://www.rp.pl/Koronawirus-SARS-CoV-2/200329831-Koronawirus-Konieczna-natychmiastowa-zmiana-polityki.html

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 14 anna_domagalczyk

To ma sens, kiedy się zamyka wcześnie i skutecznie, bo rzeczywiście dusi się ogniska wirusa i tych 30 - 40 tysięcy zachorowań po prostu nie będzie.. Ograniczanie po paru tygodniach niewiele daje, bo i tak narasta liczba zakażeń sprzed ograniczania, a skuteczność u nas... jest taka, jak wszystkiego. I to niestety jest ta smutniejsza część prawdy.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 41 ferdynand_kiepski

Ja już od dawien dawna wszystkim mówiłem i uprzedzałem, że w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem. No a teraz to nie będzie pracy również dla ludzi z innym wykształceniem niż moje. Takie czasy, że fizjologom się nawet nie śniło....

! Odpowiedz
19 37 (usunięty)

(wiadomość usunięta przez moderatora)

! Odpowiedz
69 33 rimet1

A ja dre morde i krzyczę...Niech żyje PIS !!! Bo dostanę 13 emeryturę, a mój syn 1500 złotych miesięcznie na 3 dzieci. Gdyby teraz rządził Tusk to byś obgryzał kit z okien.

! Odpowiedz
12 30 marxs odpowiada rimet1

do 13 emerytury dostaniesz gratis pełnopłatną służbę zdrowia jak w USA a do 500+ gratis puste szkoły bez nauczycieli ,prądu i ogrzewania

! Odpowiedz
37 14 rimet1 odpowiada marxs

Tak by było gdyby rządził Tusk...Nie mówiąc o Korwinie.

! Odpowiedz
8 44 czerwony_wiewior odpowiada rimet1

Niedługo te 1500 na flaszkę ci nie starczy

! Odpowiedz
16 12 rimet1 odpowiada czerwony_wiewior

Wystarczy, że wystarczy na jedzenie. Wyborcom Tuska tylko mamroty we łbie.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne