Aby trafić na Listę Alertów spółka musi spełnić przynajmniej jedną z czterech przesłanek. Emitent może znaleźć się na Liście, jeżeli:
1) ogłosił upadłość
2) kapitalizacja spółki nie przekracza 5 mln euro (odstępstwo od tej zasady może być stosowane w sytuacjach związanych z odcięciem prawa poboru)
3) walory emitenta charakteryzują się niską płynnością
4) ma miejsce wysoka zmienność kursu walorów spółki
Klasyfikacja na podstawie ogłoszonego przez spółkę zawiadomienia o upadłości nie budzi kontrowersji. Pierwszą i jak dotąd jedyną spółką, która znalazła się z tego powodu na Liście jest Toora Poland. Poza nią na Liście znajdują się obecnie cztery inne spółki, wszystkie z powodu niewielkiej kapitalizacji. Są to: Ampli, Izolacja-Jarocin, ŁDA Invest i Unima 2000 Systemy Teleinformatyczne. Ze względu na sposób przeliczania wskaźników klasyfikujących walory na podstawie pozostałych dwóch kryteriów, nie ma w tej chwili na Liście spółek, które znalazłyby się tam z powodu niskiej płynności, lub dużej zmienności kursu.
Zdaniem obserwatorów „czarna lista”, miała być wymierzona w tzw. spółki groszowe, czyli takie, których jednostkowa wycena walorów jest mniejsza niż 1 zł. Ostatecznie zarząd GPW zdecydował się na wpisywanie na Listę Alertów spółek, których średni miesięczny kurs był równy, lub niższy od 50 gr. Ma to swoje uzasadnienie w odniesieniu do ryzyka inwestycyjnego, ponieważ przy kursie 50 gr za akcję minimalny możliwy tik wynosi 2 proc. W przypadku spółek takich Elkop, Fon, Mewa, PC Guard, Sanwil, Orzeł czy Masters jest to jeszcze bardziej zasadne, ponieważ walory tych spółek, wyceniane w tej chwili od 4 do 15 groszy, charakteryzują się ogromną procentową dynamiką zmian wartości, mogącą sięgać nawet 25 proc. przy minimalnym tiku.
W odpowiedzi na ruch ze strony władz giełdy, pojawił się pomysł przeprowadzania odwróconego splitu, co pozwoliłoby niektórym spółkom uniknąć lądowania w „giełdowym czyśćcu”. Pierwszą spółką, która oficjalnie poinformowała o planach resplitu był PC Guard. Łączenie akcji miałoby odbyć się w stosunku 100:1. Takiej operacji w historii polskiego rynku papierów wartościowych jeszcze nie przeprowadzano, dlatego temat wydaje się ciekawy i warty uwagi. Jednak ze względu na liczne problemy proceduralne, brak uregulowań w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych i brak udanych operacji tego typu w przeszłości rodzimego rynku, szanse na zrealizowanie tego pomysłu w obronie przed Listą Alertów są małe. Zgodnie z decyzją zarządu giełdy pierwsze spółki „groszowe” zaczną być wpisywane na listę od 1 września 2008 r.
Duże kontrowersje budzi natomiast wpisywanie na Listę Alertów spółek o niskiej płynności. Pisał o tym niedawno „Puls Biznesu”. Faktycznie, notowanie w jednym segmencie spółek takich jak upadająca Toora, ulubieńcy kapitału spekulacyjnego m.in. Fon i Elkop, tuż obok Banku Ochrony Środowiska, czy największej w Polsce firmy ochroniarskiej Impel, mogłoby być krzywdzące.
Do obliczenia wskaźnika płynności posłużyć ma mediana wartości obrotów z ostatnich 3 miesięcy, lub mediana ilości transakcji na sesję, również z ostatnich 3 miesięcy. Wartości odpowiednio mniejsze niż 50 tys. zł i liczba 10 transakcji na sesję, będą kwalifikować spółkę do zajęcia miejsca na niechlubnej Liście spółek ryzykownych. Ze względu na okres liczenia wskaźników, pierwsze spółki podpadające pod ten paragraf trafią na Listę najwcześniej pod koniec czerwca tego roku.
Dylemat związany z umieszczaniem obok siebie spółek tak różnych jakościowo i na podstawie 4 przesłanek, a w praktyce po spełnieniu jednego z pięciu warunków, traci trochę na mocy, gdy przyjrzymy się Liście bardziej szczegółowo. Zarząd giełdy na szczęście nie rezygnował z pomysłu podawania powodu, dla którego konkretna spółka znalazła się na Liście. Symbol LA1, LA2, LA3, LA4, lub LA5 towarzyszyć będzie każdej wpisanej na Listę spółce, aż do czasu wycofania akcji z obrotu, lub wypisania emitenta z Listy. Symbole porządkują walory spółek, odpowiadając odpowiednio:
LA1 - upadłość spółki
LA2 - kapitalizacja poniżej 5 mln EUR
LA3 - mediana wartości obrotów poniżej 50 tys PLN
LA4 - mediana liczby transakcji poniżej 10
LA5 - średni kurs zamknięcia poniżej 0,50 PLN
W praktyce mamy, więc 5 „czarnych list” spółek notowanych na rynku podstawowym, uszeregowanych najprawdopodobniej z zamierzeniem wskazania największego ryzyka inwestycyjnego w pierwszej kolejności.
Po wpisaniu spółki na Listę Alertów niewątpliwie ucierpi na tym jej reputacja. W przyszłości trudniejsze może być uzyskanie zainteresowania inwestorów nowymi emisjami akcji, przekonanie o perspektywie wzrostu kursu, czy budowa wizerunku solidnej firmy. Wszystko przez spadek do giełdowej II ligi. Na szczęście jednak z niechlubnego zestawienia można się wydostać. Cztery razy do roku zarząd warszawskiej giełdy będzie przeprowadzał weryfikację spółek wpisanych na Listę i jeśli okaże się, że ustąpiły przyczyny, dla których spółka się na Liście znalazła, oraz nie spełnia ona żadnej nowej przesłanki, może zostać z Listy usunięta. Okresowa weryfikacja Listy Alertów będzie przeprowadzana po zakończeniu ostatniej sesji giełdowej w marcu, czerwcu, wrześniu i grudniu każdego roku.
Poza ciosem w wizerunek firmy, wpisanie na Listę Alertów może wiązać się z innymi sankcjami. Spółka znajdująca się na Liście nie będzie mogła zostać dopisana do składu żadnego indeksu giełdowego sygnowanego przez GPW. W zależności od decyzji zarządu giełdy, spółka może również zostać usunięta z list uczestników indeksów, na których już się znajduje, a jej nazwa w serwisach informacyjnych giełdy lub Cedule Giełdy Warszawskiej może zostać oznaczona w szczególny sposób. O ile zakaz uczestnictwa w indeksach giełdowych oraz szczególne oznaczenie w serwisach GPW, których zasięg informacyjny jest ograniczony, jest sankcją drugorzędną, o tyle nie jest to najcięższa broń jaką dysponuje zarząd giełdy przeciwko spółkom z „czarnej listy”. W ostateczności emitent może zostać przeniesiony w system notowań kursu jednolitego, co w praktyce oznacza drastyczny spadek zainteresowania nią giełdowych graczy.
Tymczasem w perspektywie czasu Lista Alertów może okazać się dłuższa, niż można by się tego było spodziewać; zdaniem gazety Parkiet na Liście ma szansę znaleźć się nawet 100 giełdowych spółek! Większość z nich przynosi zyski i ma zdrowe fundamenty, jednak boryka się z niską płynnością i przez to jest zagrożona znalezieniem się na Liście.
Groźba wpisania na Listę Alertów w założeniu ma powstrzymać falę nieuzasadnionych splitów, zachęcać do prowadzenia intensywniejszej polityki informacyjnej, która zwiększy zainteresowanie inwestorów, a tym samym płynność na papierze oraz skłonić mniejsze spółki do przeniesienie się na NewConnect. Czy polityka ta przyniesie spodziewane rezultaty, przekonamy się za kilka miesięcy, kiedy Lista osiągnie pełny kształt oraz w praktyce poznamy stosunek inwestorów do „spółek na cenzurowanym”.
Jarosław Ryba






















































