Teza o "Osi Pekin-Moskwa" najlepiej tłumaczy dziś systemowe kwestie globalne, a także zachowanie Chin. Mimo że najbardziej opłaca się im czekanie i ciche popieranie Moskwy - pisze Jakub Jakóbowski, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.


"Chiny poparły Rosyjską agresję. Popierają ją nadal, mimo że przerodziła się w brudną wojnę. Nie są gotowi ponosić kosztów dyplomatycznych za Putina, więc wysyłają sprzeczne sygnały i wstrzymały się w ONZ. Główny trzon chińskiego stanowiska pozostaje niezmienny. Chiny obarczają winą za wojnę NATO i USA. Popierają "uzasadnione" żądania Rosji, domagają się "nowego układu bezpieczeństwa w Europie". "Integralność Ukrainy" z ust Pekinu to rzecz wtórna, dyplomatyczna zagrywka" - uważa analityk.
"Chiny (wciąż) widzą w tej wojnie potencjał siłowego narzucenia nowego status quo regionalnego bezpieczeństwa, precedensu dla ich własnych planów. A także podzielenia Zachodu (mimo że na 2.03 się to nie dzieje). To fundament osi Chiny-Rosja. Ale sytuacja eskalowała, kalkulacje Putina zawiodły, Zachód się zjednoczył i odpowiedział miażdżącymi sankcjami. Rosyjski system finansowy się chwieje, zaraz będzie wybuch inflacji" - wskazuje.
Tymczasem Chiny czekają. Dlaczego? "Wyciągnięcie Rosji z kryzysu walutowego byłoby kosztowne (zamrożono jej $300 mld rezerw), wymagałoby wyraźnego sygnału do światowych rynków od Xi Jinpinga ("Chiny uratują rubla"), a także wejścia po pas w tzw. secondary sanctions. Kosztowne finansowo (a chiński sektor finansowy nie jest zdrowy), a do tego niezwykle kosztowne politycznie: sygnał do Zachodu, że finansują rosyjską wojnę. To by zakończyło ambiwalencję w stanowisku Chin, która redukuje ich dyplomatyczne koszty w kontaktach z USA i UE" - twierdzi Jakóbowski.
Co Chiny robią i mogą zrobić?
"Przede wszystkim business as usual, kupowanie nadal surowców od Rosji. Krótkoterminowo część banków i traderów wycofało się z Rosji, ale Pekin zbuduje nowe kanały, odporne na sankcje, tak jak zrobił z Iranem" - wskazuje.
Zdaniem analityka OSW, chińska alternatywa dla systemu SWIFT nie jest na razie Rosjanom niezbędna. "Blokady SWIFT nie są jeszcze totalne, nietknięte są m.in. banki pośredniczące w obrocie rosyjska energią. Zachód musi najpierw uzgodnić, że chce odciąć Rosji energetyczną "rękę" - zauważa.
Sam chiński system - CIPS - istnieje, ale pozostaje rachityczny. "Ma ok. 1,5 tys. członków, a SWIFT ok. 10 tys. Poza tym działa w juanie - a to wciąż nie jest globalną waluta (ok. 2.5% transakcji SWIFT)" - pisze analityk na Twitterze. "CIPS mógłby częściowo przejąć dwustronne transakcje Chiny-Rosja, ale nie rozwiązuje też problemu kontaktów Rosji ze światem" - dodaje.
Czy Rosja chce chińskiej pomocy?
"Dotychczas Rosja się przed tym broniła, ograniczając swoją zależność od Chin, chroniąc się przed asymetrią" - twierdzi Jakóbowski. Chiny czekają więc - z jednej strony na "ochłonięcie Zachodu", ponieważ zdecydowana pomoc dla Rosji rozsadziłyby ich relacje z USA i UE, z drugiej - aż Moskwa skruszeje pod sankcjami, gdy jej pozycja osłabnie, a aktywa potanieją. "Wtedy Chiny mogą powoli składać oferty. Tak będzie, jeśli Zachód tego nie przewidzi i na to pozwoli - wszystko zależy od konstrukcji sankcji" - dodaje.
Analityk zwraca uwagę na specyficzną naturę chińsko-rosyjskich relacji. "Chiny ostro grają z Rosją - taka natura tej relacji. Wspólne interesy strategiczne, więź ideologiczna, ale też ciągłe dwustronne "zapasy", by zyskać przewagę nad tym drugim. Rosja też to robi - skłócenie Zachodu, które ma na celu, to też waluta" - zauważa.
"O ile konflikt nie zamieni się w wojnę światową (na którą Chiny nie są gotowe), to jest to sytuacja win-win dla Pekinu. Albo Rosji uda się rozbić Zachód, co służy Chinom, albo wpadnie w chińską orbitę. Pierwsze - lepsze, drugie - akceptowalne. Najgorszy scenariusz dla Pekinu to presja Zachodu na Rosję tak długa i miażdżąca, że doprowadzi do zmiany reżimu (czego Pekin boi się u siebie). Lub zapaści gospodarczej i militarnej, która sprawi, że Moskwa nie będzie mogła dłużej wiązać Zachodu... od zachodu. A piłka nadal w grze, i niestety wszystkie scenariusze nadal na stole. Choć zarówno Putin, jak i Xi widocznie przekalkulowali - Zachód, szczególnie UE, przechodzi ogromną transformację i staje się biegunem siły. Oby skuteczną." - komentuje.
"Poza wszystkim, rosyjska agresja to dla Pekinu niezwykle pole doświadczalne pod kątem inwazji na Tajwan i zmiany status quo na Pacyfiku: roli lokalnego oporu, nowoczesnej wojny (w tym informacyjnej), spoistości Zachodu, dotkliwości sankcji. Wie o tym też USA, dlatego nas broni" - dodaje Jakóbowski.
MKa































































